17 listopada serce Polski biło w Chorzowie

22 listopada 2007 Wydanie 43/2007
17 listopada serce Polski biło w Chorzowie
Ekipa myślenickich kibiców pod Stadionem Śląskim w Chorzowie

Stadion Śląski to kultowe i magiczne miejsce w historii polskiego sportu. Świadek wielu niezapomnianych wiktorii polskich piłkarzy i żużlowców. „Jak zwyciężyliśmy w 57 roku ruskich, to Cieślik został bohaterem, a w Polsce było święto narodowe” – pamiętam słowa ojca.

Potem już sam oglądałem wielkie narodowe sprawy, które działy się na śląskim gigancie: pamiętne mecze Górnika Zabrze z AS Roma, triumf w 1973 roku Jerzego Szczakiela, który stanął na najwyższym podium MŚ na żużlu, wielkie i zwycięskie boje „Orłów Górskiego”, którzy odprawiali z kwitkiem dumnych Synów Albionu: Anglię i Walię, wicemistrzów świata Holandię. Młode pokolenie doskonale pamięta jeszcze nie tak dawno, w 2006 roku zwycięstwo z wicemistrzami Europy Portugalią. Fenomen polskiego kibica polega też na tym, że w przeciwieństwie do polityków potrafimy się zmobilizować w wielkich sprawach i być jednością aby osiągnąć cel i być z drużyną na dobre i na złe. Nigdzie na świecie swoich zawodników nie dopingują w taki sposób kibice jak Polacy: w piłce nożnej, siatkówce, czy przy skokach Adama Małysza, stwarzając niepowtarzalną atmosferę w biało-czerwonej scenerii.

Myśleniccy kibice i tym razem zaznaczyli swoją obecność, na śląski gigant wybrała się ekipa w sile 40 ludzi i nikt nie szczędził gardeł. Jadąc do Chorzowa, staliśmy w korku, a dotarcie do pierwszej bramki na autostradzie zajęło prawie 2 godziny. Ale atmosfera i duch już działały, bowiem praktycznie wszystkie auta ubrane były w narodowe barwy, a śpiew: „Polska biało – czerwoni!” roznosił się na przestrzeni kilometrów. Tak samo było podczas postojów. Dwie godziny przed meczem „Śląski” już był biało–czerwony i najpiękniejszym był fakt, że nie liczyło się nic, tylko zwycięstwo reprezentacji Polski, panowało ogólne zbratanie, nikt nie akcentował przynależności do barw klubowych.

Jeśli chodzi o sam mecz, to sportowe emocje w oglądaniu takiego widowiska na żywo nie da się nigdy porównać do przeżywania go przed telewizorem. Wielkie wrażenie robiły chóralne śpiewy dla bohaterów tego spektaklu: „Ebi” dla strzelca obu bramek – Smolarka i „Leo” dla selekcjonera reprezentacji, nieustanny doping trwał przez cały mecz. Stadion Śląski to prawdziwa dusza i serce polskich kibiców.

Śląski kocioł był zawsze poza podziałami na kluby i szczęśliwy dla biało–czerwonych. Aż dziw bierze, że tak zasłużony obiekt nie był brany w pierwszej kolejności jako arena Euro 2012. Dla starszych kibiców piłkarskich jest to miejsce magiczne i kultowe.  Pusty śmiech ogarnia, kiedy na siłę lansuje się Narodowy Stadion w Warszawie. Tylko Ślązacy pamiętają, że derby Śląska: Górnik Zabrze – Ruch Chorzów były rozgrywane przy 60 – 70 tys. publiczności, bez zadym i interwencji policji.

Jesteśmy więc w Euro 2008. Już opuszczając stadion wielu fanatyków piłki układało plany na Austrię i Szwajcarię: „Powtórzymy wielkie narodowe zwycięstwo – zwyciężymy wszystkich jak pod Wiedniem Sobieski” – takie słowa dało się słyszeć. W poprzednich Mistrzostwach Europy udało się Grecji. Polacy to także waleczny naród, dlaczego nie możemy tego powtórzyć?

Stanisław Cichoń