1919 – trudny rok

1919 – trudny rok
Myślenice 1919 rok, pocztówka Fot. z kolekcji M. Stoszka

Po 123 latach zaborów 11 listopada 1918 Polska odzyskała niepodległość. Data ta jest dzisiaj znana praktycznie wszystkim, jest powodem naszej dumy i radości, nie budząc żadnych kontrowersji. Na początku jednak wcale tak nie było. Na początku naszej wolności z datą 11 listopada konkurowały jeszcze cztery inne: 5 listopada 1916 r., 15 sierpnia 1917 r., 28 października 1918 r. oraz 7 listopada 1918 r.

5 listopada 1916 jako początek nowej państwowości głosili zwolennicy sojuszu z Niemcami i Austro–Węgrami, mówiąc, że wtedy to właśnie te dwa państwa zapowiedziały powstanie niezależnego Królestwa Polskiego. Z kolei Obóz Narodowy z Romanem Dmowskim stał na stanowisku, że to15 sierpnia 1917 r jest dniem, kiedy Polska zaczęła się odradzać, bo w tym dniu w Paryżu powstał Polski Komitet Narodowy. Stronnictwa galicyjskie za pierwszy dzień wolności uznawały 28 października 1918 r., jako że w tym dniu powołały Polską Komisję Likwidacyjną. Środowiska lewicowe kładły mocny akcent na 7 listopada 1918 r. W tym dniu w Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej pod wodzą Ignacego Daszyńskiego – po 1945 r. ta data zyskała dodatkowy atut, była bowiem zbieżna z wybuchem Rewolucji Październikowej w Rosji. Najmocniejsze jednak i decydujące argumenty posiadał obóz legionowy i niepodległościowy, 11 listopada 1918 Rada Regencyjna przekazała władzę nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu.

Po zaborach nowo powstała Polska składała się z biegunowo odległych od siebie i to pod każdym względem regionów. Zróżnicowanie występowało tak pod względem mentalności, wykształcenia, kultury, jakości życia, jak i statusu materialnego. Występujące różnice często stawały się przyczyną konfliktów i napięć społecznych, niejednokrotnie trudnych do rozwiązania. Dodatkowo sprawę komplikowały zróżnicowane systemy prawne, monetarne, podatkowe, a nawet kolejowe. Zróżnicowanie społeczeństwa rysowało się nawet wewnątrz tego samego zaboru. Różniliśmy się praktycznie wszystkim. W poszczególnych zaborach zupełnie inaczej odnoszono się do wartości, różne też było postrzeganie i pozycja Kościoła katolickiego. Profesor Jan Baudouin de Courtenay, przyszły kandydat na prezydenta Polski, stwierdził, że gdyby zabory potrwały jeszcze około 100 lat, powstałyby trzy odrębne narody polskie.

Różnice te sprawiały, że podczas spotkania Polaków z trzech różnych zaborów, praktycznie nie mogli się oni porozumieć i to niejednokrotnie w kwestiach podstawowych. Poczucie inności i odrębności było natychmiast wyczuwalne.

Polacy, którzy znaleźli się w zaborze pruskim, byli grupą zintegrowaną, stosunkowo dobrze wykształconą w stosunku do pozostałych zaborów, zamożną i – można powiedzieć – po niemiecku zdyscyplinowaną. Podziały społeczne wśród Polaków w zaborze pruskim nie były zbyt głębokie, dzięki czemu poszczególne warstwy społeczne bardzo dobrze ze sobą współpracowały. Ostre działania germanizacyjne wymuszały na społeczeństwie polskim kontrdziałania, co zaowocowało powstawaniem licznych spółdzielni, stowarzyszeń i organizacji, których hasło brzmiało: „w jedności siła”. Szacunkiem darzono interes wspólny i ceniono tych, którzy umieli oszczędzać i szanować środki swoje i publiczne.

Całkowicie odmiennie rysował się obraz Polaka z tak zwanych Kresów Wschodnich, czyli z okolic Wilna, Kowna, Kamieńca Podolskiego. W odróżnieniu od twardej polszczyzny zaboru pruskiego, tutejszy język był śpiewny i melodyjny. Poziom wykształcenia był tutaj niestety bardzo niski, nawet w większych ośrodkach miejskich, jak na przykład Wilno czy Kowno. Większość Polaków było analfabetami. Do nielicznych organizacji społecznych należała tylko elita intelektualna, a więc ziemianie, arystokraci, księża. W odróżnieniu do zaboru pruskiego, nie znajdziemy w nich chłopów ani też drobnych mieszczan. Bardzo niska była też świadomość narodowa i praktycznie nie istniało pojęcie pracy dla wspólnego dobra. W gospodarce powszechna była korupcja, co gorsza powszechnie akceptowana. Nie szanowano również prawa, a jego obchodzenie uważano za przejaw zaradności.

Bardzo podobnie wyglądała sytuacja wśród Polaków zamieszkujących Królestwo Polskie. Co prawda ich aktywność społeczna była dużo większa, a podziały społeczne mniejsze, jednak i tutejsze społeczeństwo cechował swoisty marazm. Trzeba jednak powiedzieć, że w Królestwie Polskim na zdecydowanie wyższym poziomie stało wykształcenie, a powszechniejszy dostęp do polskiej książki i prasy miał wpływ na powstanie liczniejszej inteligencji.

Na kształtowanie się postaw społecznych i obywatelskich mieszkańców Galicji zdecydowany wpływ miały dwa ośrodki – Lwów i Kraków, poza którymi nie było większych miast. W zaborze austriackim dominowało silne poczucie wspólnoty rodzinnej i sąsiedzkiej, choć podziały społeczne były widoczne. Prawo w Galicji było stosunkowo liberalne, co sprzyjało rozwojowi lokalnych elit zarówno w mieście, jak i na wsi. W żadnym z zaborów tak wysokiej pozycji i uznania, jak w Galicji, nie miał Kościół katolicki, cieszył się on poparciem społecznym oraz poparciem władz. Stał na straży tradycyjnych wartości oraz pogłębiał pobożność ludową. W związku z tym wszelkie nurty i partie o programie radykalnym nie cieszyły się tutaj popularnością. W żadnym też zaborze władza i monarcha nie cieszyły się takim uznaniem i poważaniem. Również prawo darzono tutaj należytym szacunkiem, utożsamiając je z cesarzem. W większości działań społecznych, oprócz celów społeczności lokalnej, brano też pod uwagę interes państwa i monarchii.

Odmienna tradycja, prawo, poziom wykształcenia i wzajemne animozje prowadziły do wielu nieporozumień i odmiennego postrzegania interesów nowopowstałego państwa. Miało to również swoje odbicie w języku, które do dziś jest zauważalny.

Mieszkańcy naszych ziem określali mieszkańców zaboru rosyjskiego „Moskalami”, a zaboru pruskiego „Krzyżakami”. Ci nie pozostając dłużni, mieszkańców Galicji określali jako „Centuś”, „Austryjec” albo „Trep”, żartowano również ze skąpstwa Galicjan, opowiadając że w Galicji jajecznicę robi się z połówki jajka.

Różnice światopoglądowe i mentalne bardzo utrudniały proces scalania i powstawania niepodległego państwa. Aby państwo mogło funkcjonować prawidłowo, potrzebna jest między innymi odpowiednia infrastruktura, prawo, system monetarny i sprawnie działająca gospodarka, ale państwo to przede wszystkim ludzie. I właśnie w pierwszych latach naszej wolności jednym z największych problemów było scalenie społeczeństwa i doprowadzenie do tego, aby wszyscy na powrót poczuli się Polakami – obywatelami jednej ojczyzny.

 

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Prezes myślenickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu.