80. rocznica wybuchu II wojny światowej

Historia 27 sierpnia 2019 Wydanie 31/2019
80. rocznica wybuchu II wojny światowej
Tymczasowy grób uł. Mieczysława Borkowicza, poległego w Skomielnej Białej 3 września 1939 r. Obok jego zniszczony motocykl Sokół oraz utracona w walkach pod Skomielną Białą polska armata przeciwpancerna Bofors wz. 36 Fot. ze zbiorów Autora

W najbliższą niedzielę będziemy obchodzić 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej – trwającego sześć lat konfliktu, który już w swoich pierwszych godzinach zapisał się tragicznie w historii naszego regionu. Napaść armii niemieckiej, która nastąpiła 1 września 1939 r. o godz. 4.45 była oczekiwana – choć oczywiście nie znano dokładnego terminu jej rozpoczęcia. Wielu jednak do końca wierzyło, że wojny uda się uniknąć. Kilka godzin po oddziałach Wehrmachtu, południową granicę Polski przekroczyły jednostki armii słowackiej.

Niepokojące meldunki znad granicy, za którą koncentrował się przeciwnik, napływały do sztabu Armii „Kraków” już od godz. 2.30. Za pośrednictwem sztabu 1. Brygady Górskiej Strzelców płk. Jana Gaładyka (który stacjonował w Suchej) przekazywały je placówki 1. pułku piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza. Pułk ten, dowodzony przez ppłk. Wojciecha Wójcika, składał się w dużej mierze z doborowych żołnierzy, którym powierzono obronę odcinka pomiędzy Babią Górą a Gorcami (aż 30 km!). W obliczu stojącego naprzeciw niemieckiego korpusu zmotoryzowanego pułk nie miał najmniejszych szans na utrzymanie pozycji. Niemcy skierowali bowiem na Orawę trzy związki taktyczne: 2. Dywizję Pancerną, 4. Dywizję Lekką i 3. Dywizję Górską, liczące łącznie ok. 35 tys. żołnierzy (w większości byli to Austriacy) oraz blisko pół tysiąca czołgów i samochodów pancernych. Tymczasem ppłk. Wójcik dysponował ok. 2,5 żołnierzy i jedyną baterią artylerii.

Wobec takiej przewagi, przełamanie obrony na granicy przyszło Niemcom łatwo. Już po pięciu godzinach szpica 2. Dywizji Pancernej wkroczyła do Spytkowic – najdalej na południe wysuniętej miejscowości powiatu myślenickiego, który był wówczas znacznie większy niż obecnie. Za Spytkowicami niemieckie podjazdy napotkały na zdecydowany opór żołnierzy KOP, broniących się w przygotowanych latem okopach, tracąc kilka samochodów pancernych. Gdy trwały jeszcze starcia nadgraniczne, płk Gaładyk skierował do Krakowa dramatyczny meldunek deklarując, że 1. pułk KOP spełni rolę Leonidasa, ale po jego rozjechaniu przeciwnik wyjdzie na skrzydło i tyły Armii „Kraków” (taki też był zamiar niemieckiego dowództwa). Na tej podstawie dowódca armii, gen. bryg. Antoni Szylling skierował na południe odwodową, zmotoryzowaną 10. Brygadę Kawalerii płk. Stanisława Maczka (4,4 tys. żołnierzy). Uzbrojenie tej niewielkiej, ale nowoczesnej jednostki, stanowiło m.in. 30 armat ppanc. oraz około 40 czołgów i tankietek. Rozkaz dla płk. Maczka brzmiał: nie wypuścić Niemców poza linię Myślenice – Dobczyce. Chodziło o obronę ciasnych dolin Beskidu Wyspowego, po wyjściu z których przeważający przeciwnik zyskiwał swobodę operacyjną działania na Kraków lub Tarnów. Niedługo po południu pierwsze pojazdy brygady przemknęły przez Myślenice, kierując się na Jordanów. Jednocześnie niemieckie dowództwo, mając przed sobą meldunki lotników o zbliżających się polskich posiłkach, odłożyło walne natarcie na następny dzień. Na szosach pojawiły się również pierwsze kolumny cywilnych uchodźców z terenów objętych walkami.

W tamten pamiętny piątek nad terenem powiatu operowało niemieckie lotnictwo – były to głównie samoloty rozpoznawcze. Niekiedy zabierały one lekkie bomby, którymi nękały polskie kolumny. Od wybuchu jednej z nich zginął pod Skomielną Białą plut. Franciszek Hołoń, którego pochowano na myślenickim cmentarzu – była to pierwsza ofiara pośród żołnierzy płk. Maczka. Jeszcze większa tragedia wydarzyła się w Dobczycach, na które zrzuciły śmiercionośny ładunek bombowce bezskutecznie poszukujące lotniska pod Wieliczką, o którym błędnie donosił niemiecki wywiad. Bomby zrujnowały kilka domów, zabijając 13 osób (dalsze ofiary nalotu zmarły w szpitalach). Ścigany przez polskie myśliwce, samotny bombowiec wyrzucił swe bomby nad Pcimiem, w wyniku czego zginęły dwie osoby cywilne.

Nocą płk. Maczek przeprowadził wypad na Spytkowice, w którym wziął udział m.in. skierowany na ten odcinek przez płk. Gaładyka batalion 12. pułku piechoty, ale akcja ta nie przyniosła oczekiwanych efektów. O świcie 2 września czołgi 2. Dywizji Pancernej ruszyły do natarcia na polskie pozycje pod Jordanowem. Wywiązał się ciężki bój o wieś Wysoka. W ciągu kilku godzin Niemcy stracili nawet 50 czołgów (zniszczonych i uszkodzonych), ale ostatecznie ok. 11.00 udało im się przełamać opór kompanii KOP oraz wspierających ją ochotników i elementów 10. Brygady Kawalerii: szwadronu armat ppanc. i dwóch szwadronów 24. pułku ułanów. Płk Maczek zaryglował jednak ten odcinek, kierując w powstającą lukę nowe oddziały, w tym dywizjon rozpoznawczy swej Brygady. Bój nad Skawą trwał do 16.30; Niemcom udało się zdobyć zaledwie 4 km terenu. W walkach w tym rejonie zginęło ok. 50 żołnierzy z różnych oddziałów Wojska Polskiego (w Myśleniach, gdzie w „Sokole” zaimprowizowano szpital polowy, pochowano uł. Edmunda Mitrusa). Tymczasem na wschodnim skrzydle działań 4. Dywizja Lekka wyparła oddziały KOP z Raby Wyżnej i Rabki; za nią szykowali się do przekroczenia Gorców strzelcy górscy. Po upadku Wysokiej, sztab 10. Brygady Kawalerii przeniósł się z Krzeczowa do Lubnia, gdzie rozlokował się na plebani.

Tego popołudnia nastąpił silny atak lotniczy na tyły polskiej Brygady. Wzięły w nim udział 32 dwusilnikowe bombowce z dywizjonu II/KG 77, stacjonującego w Grodkowie pod Opolem. Zrzuciły one kilkaset lekkich bomb i ostrzelały szosy z karabinów maszynowych. Straty były jednak umiarkowane: na odcinku Pcim – Lubień zginęło dwóch żołnierzy 10. Brygady Kawalerii (ppor. Jerzy Ćwikliński i wachm. Wacław Zammel, obaj pochowani na cmentarzu w Myślenicach) oraz kilka osób cywilnych. Niedługo potem Polacy zestrzelili nad Lubniem niemiecki samolot rozpoznawczy, który rozbił się na pograniczu Tenczyna i Krzeczowa, a jego załoga zginęła.

W niedzielę, 3 września płk Maczek zamknął trzy kierunki spodziewanych działań przeciwnika. Pod Łętownią zajął stanowiska 24. pułk ułanów (płk Kazimierz Dworak), na stokach Lubonia Wielkiego pod Skomielną Białą i Naprawą – 10. pułk strzelców konnych (ppłk Janusz Bokszczanin), a w rejonie Zarytego i Raby Niżnej – poszczerbiony pułk KOP ppłk. Wójcika. W składzie ostatniego z wymienionych zgrupowań walczyły elementy zakopiańskiej i żywieckiej Obrony Narodowej. Brygada otrzymała także symboliczne wsparcie lotnicze – niemieckie kolumny podchodzące od Jabłonki i Nowego Targu zostały zbombardowane przez dwie eskadry lekkich bombowców Karaś.

Na odcinku płk. Dworaka, którego sztab stał w Tokarni, niewiele się tego dnia działo. Niemcy wkroczyli do płonącego Jordanowa (ostrzeliwanego od 2 września przez artylerię) i zatrzymały ich zniszczone mosty; doszło jedynie do starć patroli. Ciężki bój rozgorzał za to o Skomielną Białą, zaatakowaną od strony Rabki przez wzmocniony bronią pancerną batalion z 4. Dywizji Lekkiej. Niemcy zajęli skrzyżowanie, które Polacy próbowali odzyskać kontratakując. W kolejnych godzinach zaznaczała się coraz większa przewaga wroga, który zaczął obchodzić pozycje strzelców konnych przez Luboń Mały. Na prawe skrzydło polskiego pułku wznowiły natarcie elementy 2. Dywizji Pancernej. Groziło to zupełnym rozbiciem polskiego oddziału. Niedługo przed godz. 16 do kontrataku na przeciwnika ruszył odwodowy szwadron rtm. Antoniego Tomkowicza i kompania czołgów Vickers. Niemcy ponieśli straty i odstąpili, co umożliwiło wycofanie pułku do Tenczyna. Z szeregów strzelców konnych ubyło dziewięciu zabitych (w tym spoczywający na myślenickim cmentarzu st. strz. Stanisław Froń) i sporo rannych.

Tymczasem pod Rabą Niżną zgrupowanie ppłk. Wójcika planowo cofało się ku Mszanie Dolnej, gdzie miało stawić ostateczny opór. Zniszczono m.in. dwa niemieckie samochody pancerne, a dwa inne wjechały na miny. Niestety, plany obrońców pokrzyżowały działania świeżo wprowadzonej do boju przez najeźdźce 3. Dywizji Górskiej – jej czołowe bataliony przekroczyły rankiem Gorce i wkroczyły do Olszówki, Poręby Wielkiej i Niedźwiedzia, po czym zaatakowały Mszanę Dolną od skrzydła. Atak z dwóch kierunków doprowadził do rozbicia 1. pułku piechoty KOP, który wycofał się na linię Węglówka – Słomka.

Utrata ważnego węzła drogowego spowodowała, że płk Maczek, widząc realne zagrożenie dla Lubnia, przegrupował swoją brygadę. Już po południu jej sztab przeniósł się do Pcimia. W nocy 24. pułk ułanów, dywizjon rozpoznawczy i większość innych oddziałów przejechała przez Pcim, Myślenice i Dobczyce, żeby zaryglować skrzyżowanie w Kasinie Wielkiej. Niejako na pożegnanie ułani, prowadzeni górskimi ścieżkami przez wcielonego do 3. szwadronu ochotnika z Tokarni Józefa Kluskę, zaatakowali późnym wieczorem niemieckich saperów rozminowujących rejon Chrobaczego (północna część Jordanowa). Wypad okazał się skuteczny – zabito czterech niemieckich żołnierzy, nie mając strat własnych. Nocny przemarsz przez zatłoczone uchodźcami drogi, zwłaszcza na odcinku Myślenice – Dobczyce był jednak koszmarem. Niejednokrotnie polscy żołnierze musieli użyć gróźb, a nawet siły, dosłownie zrzucając z szosy góralskie wozy. Tylko w ten sposób ich pojazdy mogły przejechać przez zatory, a tym samym wygrać wyścig z czasem.

c.d.n.

Piotr Sadowski

fotografie ze zbiorów Autor