Anielskie fascynacje Jana Koczwary

23 grudnia 2010 Wydanie 49/2010
Anielskie fascynacje Jana Koczwary
Anielskie fascynacje Jana Koczwary

W świątecznym, Bożonarodzeniowym nastroju nie sposób zapomnieć o skrzydlatych posłańcach z niebios, którzy nieodłącznie towarzyszą nam w codziennym życiu. Wielkim orędownikiem „Aniołów”, pasjonatem i ich kolekcjonerem jest Jan Koczwara.

Przekraczając już próg jego mieszkania jesteśmy całkowicie pochłonięci towarzystwem niebieskich wysłanników. Bliskość anielską odczuwamy w każdym pokoju, spoglądają na nas z parapetów, ścian, półek, szafek, fruną spod sufitu. Podczas wernisażu wystawy pt. „Posłańcy Boga – przyjaciele ziemi” w Domu Katolickim w ramach XVIII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej jej autor przybliżył nam swoją pasję. W Gazecie Myślenickiej pragniemy szerzej o niej napisać.

Jak narodziła się Pańska fascynacja skrzydlatymi przybyszami z nieba?

- Z perspektywy lat stwierdzam, że rytm anielski pojawił się w moim życiu w dzieciństwie. Urodziłem się we Francji i tam z inicjatywy miejscowego proboszcza w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia odbywała się parada uliczna i wszyscy jej uczestnicy przebierali się za aniołów. Ja również… Pamiętam także taką osobistą sytuację, kiedy wraz z mamą jeździliśmy do Paryża, tam wstępowaliśmy regularnie do uroczej kafejki „Angels”, gdzie rozmieszczone były jako wystrój lokalu, właśnie anioły. I jeszcze jedno wspomnienie z lat dzieciństwa wiąże się z Paryżem i katedrą Notre Dame, w której zawieruszyłem się za pokaźną figurą anielską. Po przyjeździe do Polski w miejscowości Nowe Miasteczko w Lubuskiem ksiądz proboszcz organizował jasełka, w których przydzielił mi postać anielską. Natomiast idea kolekcjonowania aniołów zaczęła się od zakupionego anioła w 1980 roku w Cepeliadzie i od tej pory dom mój zaczął zapełniać się aniołami. Stało się to moją życiową pasją i tak jak w przypadku kolekcjonerów każdych przedmiotów „instynkt” kierował mnie zawsze do sklepów z tymi nieziemskimi istotami. Gdziekolwiek udawałem się w podróż, zawsze trafiałem z łatwością na ich ślad. Być może to one mnie tam prowadziły.

Jeżeli chodzi o wielkość mojej kolekcji, to jest ich ok. 2100 wykonanych najczęściej z gipsu, masy plastycznej, drewnianych, metalowych. Posiadałem dużo figurek z masy solnej, ale na skutek dużej wilgotności powietrza zaczęły się rozbijać, nie dały się już zrekonstruować, dlatego postanowiłem zrezygnować z ich zakupu. Każdy anioł jest oczywiście inny, ale zdarzają się podobne, być może takiego samego kształtu ale różniące się kolorystyką. Anioły przybywają do mnie z różnych stron świata m.in. z Ukrainy, Rosji, Grecji, Włoch, Francji, Finlandii, krajów byłej Jugosławii, Kanady.

Otoczenie anielskie wpływa na Pana życie?

- Zdecydowanie tak. Ta widzialna obecność aniołów pomagała i pomaga mi w pracy. Moje projekty zawsze powstawały w tym pokoju pełnym aniołów dając natchnienie na pomysły i były inspiracją do stworzenia w 1998 roku myślenickiego festiwalu pt. „Anioły”, który miał pięć edycji. Była to jedyna taka impreza w Polsce, jedna z nielicznych w Europie, gdzie przy bardzo małych nakładach finansowych powstawały koncerty, projekcje, filmy i odczyty – noc poetów, noc bardów, noc aniołów, plener w poszumie białych skrzydeł. Nie brakowało konkursów dla dzieci, młodzieży i dorosłych, plenerów malarskich i wystaw. Dzięki myślenickiemu festiwalowi anioły rozfrunęły się po całej Polsce.

Kiedy szczególnie odczuł Pan anielską interwencję?

- Było to w 1998 roku podczas Ogólnopolskiej Giełdy Inicjatyw Kulturalnych w Mysłowicach. Przedstawiałem tam program I Myślenickiego Festiwalu Anielskiego. To o czym chciałbym powiedzieć zajęłoby mi kilka godzin, a ja musiałem zmieścić to w 8 minutach. Materiał zmontował Józef Błachut dostarczając prezentację ok. godz. 22, a nazajutrz rano musiałem wyjechać. Wierzę, że tego dnia anioły obroniły mnie, po to abym mógł ich obronić. Prezentację i wypowiedź zakończyłem na sekundę przed wybiciem gongu sygnalizującego koniec regularnego czasu. To było niesłychane przeżycie – moje anioły zdobyły I miejsce. Ingerencję i bliskość aniołów odczuwałem także podczas słynnego festiwalu „Kwiaty Polskie”, które doczekały się 32 edycji w latach 1970-2002, podczas których wzięło udział 2492 artystów z całej Polski (124 miejscowości). Narodził się wówczas pomysł, niestety niezrealizowany, organizacji festiwalu żywych kwiatów o zasięgu międzynarodowym.

Podczas rozlicznych wystaw prezentował Pan również inne ciekawe hobby i pasje.

Jedyną z nich było kolekcjonowanie jadłospisów. Mam ich kilkaset z 38 krajów świata w formie ulotek, folderów i innych gadżetów z branży gastronomicznej. Najcenniejszym trofeum jest 12 jadłospisów z transatlantyku „Stefan Batory”, na którym przygotowywano do każdego posiłku w danym dniu osobną kartę. Nie wiem, czy komuś udało się, ale ja nadal bezskutecznie walczę o jadłospis ze słynnej krakowskiej restauracji „Wierzynek”. Kolekcjonowałem w latach 80-tych, ale już zaprzestałem, płyty gramofonowe. Zgromadziłem ich ponad 3 tysiące z różnorakich kierunków i stylów muzycznych, wszystkich firm fonograficznych ówczesnych „demoludów”. W odniesieniu do poszczególnych stylów i ze względu na szatę graficzną okładki można było organizować osobne ekspozycje. Kolekcja ta z czasem stałą się pomysłem oryginalnej, cyklicznej imprezy Foto-Fono-Expo-Disc, która trwała przez 17 lat połączona z prezentacjami muzycznymi najciekawszych płyt i longplayów. Odbywały się równolegle z nią w Myślenickim Domu Kultury plebiscyty o tytuł hitu polskiego i zagranicznego. Kolekcjonowałem także czarno-białe widokówki miast miasteczek. Prawie 650 takich pocztówek przekazałem do Muzeum Regionalnego w Myślenicach.

W jakim temacie obecnie Pan się realizuje?

- Opracowuję aktualnie katalog twórców ludowych i plastyków amatorów z powiatu myślenickiego. Gromadzę dokumentację prasową i fotograficzną, kataloguję ich dzieła i wytwory. Zgromadziłem już 111 twórców i wciąż ta kolekcja powiększa się. Daje mi to dużą satysfakcję. Materiał jest uporządkowany i poukładany. Podobnie jest z innymi dziedzinami dotychczasowej mojej pracy, która obejmuje 35 segregatorów zawierających dokumentację prasową, fotograficzną, foldery, programy kilkudziesięciu projektów autorskich.

Pamiętajmy więc o aniołach, nie tylko z okazji świąt…

Myślę, że dzięki nim ludzie stają się bardziej życzliwi dla siebie, częściej pamiętają o gestach dobroci i pokory. Anioły są uosobieniem dobra i my także bądźmy orędownikami dobra, nie tylko podczas Wigilii i świat Bożego Narodzenia. Nieśmy je w naszych rodzinach, wśród przyjaciół, wychodźmy z dobrymi gestami ku wszystkim zagubionym. Bądźmy bezimiennymi aniołami.

Stanisław Cichoń