Apartament. I niejedna zagadka

Okładka książki, a i tytuł też, mylnie podpowiadają, że to romans. Lektura kilkunastu pierwszych kart książki, wyprowadza czytelnika z błędu. To naprawdę kryminał. I to całkiem przyzwoity. Ale o tym akurat, że jest wart lektury, można przekonać się dopiero w okolicach setnej strony. Jeśli nie później!

Wszystko zaczyna się fatalnie. I książka, i losy jej bohaterów. Mamy tu dziecko, które nie jest dzieckiem głównej bohaterki. Choć mogłoby być. Na tej samej stronie spotykamy jej partnera. Oczywiście byłego. A kilkanaście akapitów dalej w obserwujemy jej samobójstwo. Opisane detalicznie, w zamyśle poetycko.

Później jest już „lepiej”. Ale nie zdecydowanie i nie od razu. Razi np. szkolny pomysł na głównych bohaterów. Oto, na prawach zbiegu okoliczności, w tym samym miejscu, w tytułowym apartamencie, spotykają się dwa absolutne przeciwieństwa. Wyraziste, intrygujące. Ale niestety „rysowane” zgrzebie i grubą kredką. Bardzo grubą. Postacie drugoplanowe, a tych tu wiele, też nie zaskakują oryginalnością. Z jednym czy dwoma wyjątkami…

Kreowanie postaci nie jest mocną stroną Guillaume Musso. Tworzenie zaś sceny i wypełnianie jej miejscami przedmiotami i zdarzeniami - z pewnością tak! Wraz z autorem można więc spacerować ulicami Paryża. Wstępować do winiarni. Siadać przy kawiarnianych stolikach. Spoglądać przez okno na dachy Paryża. Odwiedzać galerie sztuki. Przysłuchiwać się rozmowom. Trzeba jednak być uważnym: w opisach jest sporo prawdy, ale i trochę fikcji. A oddzielić jedno od drugiego – nie łatwo. Na szczęście pod koniec książki, w specjalnej notce, autor spisuje i wskazuje wszystkie swe „zmyślenia”. Nawiasem mówiąc można się zdziwić!

Gdy akcja rozkręci się na dobre trudno jest odłożyć książkę na bok. Zwłaszcza, że autor - raz po raz - potrafi sprytnie zaskoczyć czytelnika, zręcznie manipulując wątkami. Zaskakuje też i samo zakończenie, choć prawdę powiedziawszy uważny czytelnik, oczytany w kryminałach, może je przeczuć. I to nawet już gdzieś w środku powieści.

Tomasz Dziki

Tomasz Dziki Tomasz Dziki Autor artykułu

Niegdyś był dziennikarzem, nieustannie jest bibliotekarzem (najpierw była to Biblioteka Główna PAT, a teraz Miejska Biblioteka Publiczna w Myślenicach), a „od zawsze” nauczyciel akademicki (Uniwersytet Jagielloński). Lubi podróżować: zauroczyła go Azja i Orient. Bliższe i dalsze okolice dawnego Jedwabnego Szlaku. Wędrował po Chinach, Syrii, Jordanii, Maroku, Iranie... z aparatem fotograficznym w ręku.