Bestialski napad w Stróży

Bestialski napad w Stróży

Wpadł do domu w środku nocy. Razem z kolegą ranili ją nożem i bili. W pokoju obok spały dzieci. W ostatniej chwili kobietę uratowali policjanci, ale poszkodowana w ciężkim stanie trafiła do szpitala

- Zobaczyłam tylko jak drzwi otwiera mąż. Kątem oka dostrzegłam za nim jakąś postać - oprycha, którego wcześniej nie znałam. Mąż od razu złapał mnie za włosy, wylądowałam na ziemi - na szpitalnym łóżku przed kamerą telewizji TVN, jeszcze w kołnierzu ortopedycznym wspomina pokrzywdzona 32-latka. Kilka dni wcześniej, w nocy z 11 na 12 marca przeżyła prawdziwy horror. Jak przyznaje; czuła, że jest krok od śmierci.

Zanim makabryczne sceny rozegrały sie na podłodze łazienki, jej mąż - Paweł W. znany w Myślenicach z przychodni i zakładów optycznych, razem ze swoim kolegą (29-letnim Mariuszem K.), w jednym z krakowskich klubów wdali się w szamotaninę z bratem ofiary. Młodszy z napastników miał ugodzić go nożem, jednak mężczyźnie udało się uciec. Agresorzy podjęli decyzję. Pojechali do Stróży, gdzie znajdował się dom Marty D. Wciąż nie jest pewne w jaki sposób się tam dostali. Policja bada ten wątek. Patrol nie zastał na miejscu żadnego samochodu. Trwają wyjaśnienia, czy któryś z mężczyzn prowadził pod wpływem alkoholu, czy może skorzystali z taksówki.

Kiedy napastnicy jechali do Stróży, brat pani Marty opowiadał jej o zajściu i nakłonił, aby zadzwoniła na policję. Dyżurny myślenickiej policji odebrał telefon o godz. 3:50. Centrum powiadamiania ratunkowego zawiadamiało o tym, że mieszkanka Stróży czuje się zagrożona. Postanowił wysłać na miejsce najbliższy patrol. Tą decyzją najprawdopodobniej uratował kobiecie życie.

W międzyczasie mężczyźni dotarli do domu żony Pawła W. - Wszedł mój mąż z jakimś oprychem, mieli obydwaj w rękach noże. Pamiętam jego obłędny wzrok i rękę która łapie mnie za włosy - kilka dni później relacjonowała pobita kobieta. Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Nie pamięta drogi do łazienki, która znajdowała się zaledwie kilka metrów dalej. To tam rozegrały się najbardziej makabryczne sceny. - Raz bił mnie jeden, raz drugi. Słyszałam tylko dźwięk wyrywanych włosów. Po którymś uderzeniu poczułam ciepło, które rozlało mi się po całym ciele. Ciężko mi było oddychać. Leżałam na ziemi twarzą do podłogi. Nie mogłam wydusić z siebie słowa - wyznaje przed kamerą. W bestialski sposób zadawali jej uderzenia rękoma, kopali, użyli nawet noża. W szale przecięli jej ścięgna rąk i zmiażdżyli kręgi. Za ścianą, w pokoju obok spał ich dwuletni syn i kilkumiesięczna córka.

We wspomnianej łazience, minuty dłużyły się niemiłosiernie. Kobieta katowana przez mężczyzn przestała się ruszać. W tej chwili do domu weszli policjanci. Na miejscu zjawili się zaledwie po 7 minutach od wezwania. Wraz z ich głosem wróciła nadzieja.

Jak się okazało, oprawcy nie mieli zamiaru przerywać. Co więcej, skumulowana w nich agresja znalazła nowe ujście. Skierowali ją przeciwko policjantom. Jeden z napastników trzymał w ręce nóż. Po chwili rzucił się na policjanta. Akcja była dynamiczna, policjanci zostali zaskoczeni, ale udało im się opanować stres oraz sytuację. Napastnik nie reagował na ostrzeżenia. Poskromił go dopiero widok lufy i odgłos przeładowanego pistoletu.
Policjanci kazali mu odrzucić nóż. Nie przeszkodziło to w słownych obelgach i wyzwiskach. Byli wyjątkowo pobudzeni. Jak się później okazało… pijani (jeden miał 1,8 promila - drugiemu pobrano krew do badania). Policjanci musieli użyć kajdanek.

Dopiero wchodząc w głąb domu, odkryli makabryczną scenę. Na podłodze w łazience leżała poraniona i okaleczona kobieta. Cała we krwi. Natychmiast wezwali karetkę i wsparcie. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do jednego z krakowskich szpitali.

Jak się okazuje to nie był pierwszy przypadek, kiedy Paweł W. znęcał się nad żoną. - Skrupulatnie przeanalizowaliśmy całą historię zgłoszeń i wezwań policji pod ten adres. Dotyczyły nieporozumień między małżonkami. Część z nich kończyło się pouczeniami, a jedna z nich zakończyła się wydaniem postanowienia o postawieniu mu zarzutów znęcania się - mówi Szymon Sala, rzecznik prasowy myślenickiej policji. Było to na dzień przed zdarzeniem.
Obaj podejrzani mają postawiony zarzut usiłowania zabójstwa ze skutkami ciężkiej choroby zagrażającej życiu. Spowodowali u pokrzywdzonej poważne obrażenia kręgosłupa i głowy, posługując się przy tym niebezpiecznym narzędziem. Nie przyznali się do zarzucanych im czynów i odmówili złożenia wyjaśnień. Prokuratura zbiera dowody mające na celu odtworzenie roli każdej z osób w tym zdarzeniu. Sąd zdecydował, że mężczyźni na trzy miesiące trafią do aresztu. Pawłowi W. i Mariuszowi K. może grozić nawet dożywocie.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Reporter, redaktor, fotograf. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Z gazetą związany w latach 2006-2018. W latach 2014-2018 pełnił funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)