Biała trumna

Biała trumna

Wiatr zamiatał gałązkami przedwieczorne niebo, aby było czyste na przyjście nocy. Tego porządkowania niebieskiego podwórka, wcale nie dostrzegali przechodnie. Żaden z nich nie zastanawiał się również, kto stworzył ten świat i kto stworzył twórcę? Nie mieli głowy do takich pytań. Mieli pretensje do siebie, że wybrali takiego, a nie innego prezydenta, że znowu będzie ukryta podwyżka cen, że pewnie jutro zacznie padać deszcz. Patrzyli tylko pod nogi i do cudzych kieszeni.

I pewnie żaden z nich nie spostrzegł młodego człowieka, który szedł ulicami miasteczka w stronę dworca kolejowego. Niósł pod pachą białą trumienkę. Wczoraj zmarła mu córeczka. Przeżyła zaledwie dwanaście dni - dwieście osiemdziesiąt osiem godzin.

Stał samotnie na peronie. Z daleka widać było białą trumienkę, którą położył sobie u nóg. Ludzie nie śmieli podjeść do niego. Bali się? Przecież nie było czego. Wystarczyło spojrzeć na twarz samotnego. Nieruchome oczy wyrażały taką obojętność na otaczający świat, że musiałoby chyba nastąpić trzęsienie ziemi, żeby to spostrzegł. Nadjechał pociąg, ale on do niego nie wsiadł.

Minęła kolejna godzina. Na dworcowym zegarze liczy się ona zawsze podwójnie, potrójnie, bo samotne czekanie wydłuża każdą niemal sekundę, nie mówiąc o minucie czy kwadransie. Na dworcu najlepiej widać nieskończoność czekania.

Człowiek z białą trumienką zrobił kilkanaście kroków w prawo, natychmiast jednak powrócił do leżącej na betonie białej trumienki. Potem poszedł trochę dalej w lewo. Jakby zawahał się, czy ma powrócić. Wtedy z daleka dał się słyszeć głos elektrycznej lokomotywy. Nadjechał kolejny pociąg, na który czekali uczniowie wracający ze szkół. Otoczyli radosną wrzawą człowieka z białą trumienką. Pchali się wesoło. Mężczyzna mocno musiał trzymać białą trumienkę, by nie wytrącili mu jej z obu rąk.

Bo przecież ona tam czeka na białą trumienkę. Leży na stole, w pokoju, na białym obrusie. Martwa. Czeka grzecznie na swoją białą trumienkę. Bardzo grzecznie, jak dobra córka, która nie sprawia kłopotów rodzicom…