Bibisi wciąż nadaje dobrą muzykę

Bibisi wciąż nadaje dobrą muzykę
Fot. R. Podmokły

Ten koncert ma być początkiem współpracy MOKISu z Myślenicką Sceną Alternatywną, która zaowocuje filmem poświęconym zespołom tworzącym tę scenę i wystawą pamiątek, związanych z myślenickimi kapelami.

W kolejnych miesiącach usłyszymy następne grupy, które odcisnęły swoje piętno na szeroko rozumianej scenie rockowej naszego miasta i regionu. Na pierwszy ogień poszedł zespół Bibisi – kapela istniejąca już od ponad 20 lat, w skład której wchodzą: Ryszard Piwowarczyk (gitara), Barnaba Szczepański (bas) i Bogusław Klemp (perkusja).

Trudno jednoznacznie określić stylistykę muzyczną tej grupy, bo rozmaite są zainteresowania i inspiracje jej członków. Rock psychodeliczny to stanowczo za wąskie pojęcie przy próbie opisania zjawiska muzycznego, jakim jest Bibisi.

Gdyby określić ich położenie na jakiejś muzycznej mapie, to znaleźliby się gdzieś pomiędzy takimi sąsiadami jak Hendrix, Living Colour, Kobong, Homo Twist czy Apteka, by wymienić rodzimych muzycznych pobratymców, a w jakiejś dalszej perspektywie Cream, czy też wcześni Floydzi z czasów Syda Barreta.

Każdy utwór Bibisi to zaproszenie w jakąś podróż, na którą zespół zaprasza słuchaczy na własnych warunkach, podobnie jak czynił to jakiś czas temu zespół Kyuss. Na piątkowym koncercie usłyszeliśmy kilka coverów, z których chyba szczególnie „No Quarter” Led Zeppelin mógł się podobać, ale i „Peter Gun” Manciniego, czy słynnemu „Misirlou” rozsławionemu dzięki Pulp Fiction niczego nie brakowało. Dużo dobrej muzyki było również chociażby w „So What”, a zespół wywoływany był aż do trzech bisów, co świadczy tylko, że rockowa alternatywa ciągle znajduje odbiorców, a głód takiej muzyki jest nie tylko wśród ludzi, którzy mają już „piąty krzyżyk”. Jednemu wrażeniu jednak trudno się po tym koncercie oprzeć. W Bibisi przydałby się wokalista i nie musiałby to być wcale Robert Plant albo Mike Patton. Oczywiście w trójkę dają radę, ale ich instrumentalne kompozycje aż proszą się o jakiś wokalny kontrapunkt. A o tym, że muzyka zespołu zyskałby na takim transferze dodatkowy wymiar przekonaliśmy, gdy zagrali „Killing In The Name” Rage Against The Machine z gościnnym udziałem Jakuba Bizonia i Rocha Gablankowskiego. Chłopaki szukajcie swojego de la Rochy.

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).