Życzenia Wielkanocne

Bunkier Sałapatka

Bunkier Sałapatka
Jan Kurdas z Janem Sałapatkiem.

Kiedy mówi się o żołnierzach wyklętych – zwłaszcza gdy mówi się o nich źle, powtarzając opinie i mity utrwalone w społeczeństwie skuteczną propagandą stalinowską – trzeba koniecznie uświadomić sobie kilka istotnych okoliczności.

Mity propagandowe o wyklętych

Mit nr 1 – „partyzantka antykomunistyczna powodowała represje w społeczeństwie”

Rozkazy przychodzące z Moskwy oraz wewnętrzna logika i praktyka systemu komunistycznego nakazywały łamać potencjalny i domniemany opór społeczny. A taki opór w Polsce powojennej mógł być i był na dużą skalę wśród „normalnych” Polaków. Dlatego nawet gdyby żołnierzy wyklętych nie było, to skala represji wcale nie byłaby mniejsza. W oddziałach leśnych schronienie znajdowali przede wszystkim ludzie zagrożeni aresztowaniem. Trafiali tam też chłopcy unikający poboru do Ludowego Wojska Polskiego (bo tam już była prowadzona intensywna indoktrynacja, zakaz praktyk religijnych, represjonowanie poborowych za postawy patriotyczne) .

Mit 2 – „żołnierze wyklęci kradli i zabijali”

Partyzanci w okresie do roku 1947 to zwarte, umundurowane jednostki wojskowe. Przestrzeganie dyscypliny wojskowej to był priorytet. Aby funkcjonować, partyzanci musieli mieć jakąś pomoc. Przecież żadna partyzantka na świecie bez współpracy i zaplecza miejscowej ludności nie utrzymała się w terenie. Tak jak za okupacji niemieckiej, żołnierze II konspiracji żywili się na wrogu, czyli sowietach i ich sprzymierzeńcach. Konfiskaty potwierdzone kwitem z pieczątką oddziału nakładano na urzędy, sklepy, spółdzielnie będące własnością państwa komunistycznego. Dotykały one też nadgorliwych i szkodliwych aktywistów komunistycznych, ubeków oraz zdrajców. Wspierającym walkę za kwaterunek i wyżywienie zawsze płacono. W tym pierwszym okresie dość rzadko korzystano z leśnych kryjówek, dawnych obozów partyzanckich, bunkrów leśnych. Kwaterowano u wiernych współpracowników oddziału, w gospodarstwach na uboczu, najlepiej na skraju lasu, w pobliżu wąwozu, aby można było niepostrzeżenie odskoczyć w razie niebezpieczeństwa. Aby nie narażać życzliwych osób na represje, pozorowano „rabunek”.

A te pozorowane rabunki posłużyły propagandzie komunistycznej za „dowody” na to, że partyzanci to bandyci. Z drugiej strony plagą (już od 1939 r.) było podszywanie się grup kryminalnych pod partyzantkę niepodległościową. Dlatego dla dowództwa AK, a później oddziałów II konspiracji pierwszoplanowa była bezwzględna walka z pospolitym bandytyzmem, w tym w szczególności we własnych szeregach. Za złamanie dyscypliny w warunkach wojennych kara była tylko jedna – wyrok śmierci. Zdarzali się też tacy, którzy w imię ratowania swojej skóry za wszelką cenę szli na porozumienie z wrogiem, najpierw z Niemcami, a po 1945 roku z UB. Podejmowali się oni prowokacji, wyrządzając niepowetowane szkody walczącym niezłomnym.

Mit 3 – „po amnestii 1947 r. byli już sami bandyci”

Wraz z przegraną walką o „wolne i nieskrępowane wybory” oraz amnestią 1947 r. zmienił się charakter partyzantki. W okresie 1947-56 były to już raczej grupy przetrwania np.: Oddział „Leszka” – Józefa Miki, czy Grupa Operacyjna AK „Zorza” – Jana Sałapatka. Ci ludzie wiedzieli, że „władza ludowa” im nic wspaniałomyślnie nie daruje, chociaż to obiecała. Aby nie doświadczyć koszmaru śledztwa i aresztu, ukrywali się jak najdłużej się da, lecz już nie w mundurach. Cały czas musieli być czujni. Jeść i spać jednak musieli, a nie mieli możliwości aby zarobić na utrzymanie, chociaż zdarzały się przypadki, że pracowali w polu w przebraniu kobiecym. JAK PODKREŚLAJĄ FUNKCJONARIUSZE UB W SWOICH RAPORTACH – PISANYCH TYLKO DLA SIEBIE; Józef Mika, Franciszek Mróz, Jan Sałapatek i inni: za swoje wyżywienie, kwaterunek PŁACĄ LUB PRZYNOSZĄ SWOJE – NIE RABUJĄ!!! Innym problemem, że do ich rzeczywistych konfiskat, dokonywanych na wrogich placówkach, były dopisywane wyższe straty na konto partyzantów, aby ukryć dokonywane tam, nie partyzanckie przecież, machlojki.

Skala terroru

Rodziny poszukiwanych przeżywały prawdziwy koszmar: na każdą zakupioną rzecz musiały mieć paragon, aby im nie przypisano, że pochodzą z rabunku. Musiały wystrzegać się podstawianych prezentów w imieniu ukrywających się partyzantów. W lecie kwaterowali na strychach wiejskich chat, w zimie w stajni. Wsie były cały czas przeczesywane przez grupy operacyjne składające się z funkcjonariuszy UB, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, milicji. W czasie rewizji na strych pierwszego wysyłano gospodarza – jako żywą tarczę. Skala represji była porażająca. W przypadku oddziału „Leszka” dotknęła około 700 osób – rzeczywistych i przypadkowych wspierających – głównie członków rodziny. Po wstępnym rozpoznaniu, śledztwie, torturach ok. 100 zostało skazanych na kary więzienia.

Los nie do pozazdroszczenia

Los Żołnierzy Wyklętych był nie do pozazdroszczenie. Bez perspektyw, bez nadziei, bez szans na ułożenie sobie normalnego życia. A przecież w większości byli to ludzie młodzi. U progu życia. Lata „przebywania w lesie” odciskały się też na ich zdrowiu. Można to sobie wyobrazić, chociażby na podstawie zachowanego ciekawego opisu leśnej kryjówki – bunkra Jana Sałapatka:

W lesie pomiędzy Jachówką a Żarnówką tj. pod samym szczytem góry w potoku, Sałapatek Jan wraz ze swymi członkami posiada bunkier zrobiony w ziemi. (…) jest on zrobiony w brzegu nad potokiem, wejście do którego jest zamaskowane młodymi świerkami, świeże posadzone w ziemi, jak również sam bunkier zamaskowany jest tymi świerkami. Wejście do tego bunkru jest zrobione z drzewa zamykane na drzwiczki w których do połowy jest okienko ze szyby. W środku bunkra znajdują się dwie prycze piętrowe, na których są koce i poduszki, sól, mąka, chleb swojego pieczenia, kwiat lipowy na herbatę, nafta lampa naftowa, garnki do gotowania, piecyk żelazny, którego rura wypuszczona jest na zewnątrz tj. przez dach bunkra i jest na wierzchu dobrze zamaskowana chrustem. Sam bunkier na ścianach wyłożony jest okrągłymi belkami.

Informator „Sarna” Wadowice 15.I.1951.

Ziemowit Kalinowski Ziemowit Kalinowski Autor artykułu

Obywatel Miasta Myślenice (z dziada i pradziada). Historyk z wykształcenia i zamiłowania. Dawniej działacz antykomunistycznej, niepodległościowej opozycji. Badacz oporu antykomunistycznego na ziemi myślenickiej.