Coś się w naszym życiu zmieniło

Coś się w naszym życiu  zmieniło
Teresa Wilkołek, urodziła się w Myślenicach, w 1939 roku. Od dziecka mieszka na ul. Sobieskiego. Skończyła Technikum Ekonomiczne w Myślenicach, przez 28 lat pracowała w PSS Społem, a kolejne 15 w Biurze Rady myślenickiego magistratu. Dzisiaj przebywa na emeryturze.

Coś się w tym naszym życiu zmieniło. Przed laty chodziło się do ludzi, spotykało. Ten zwyczaj zanika, a teraz w większości wszyscy siedzą w domach. Nikt nie ma czasu na kontakty z innymi, ale mamy za to telewizory, komputery i telefony, którym poświęcamy go aż nadto

- w rozmowie ze swoją siostrzenicą Magdaleną Wojtan wspomina Teresa Wilkołek

 

W twoich rodzinnych zbiorach fotograficznych można znaleźć wiele ciekawych zdjęć. Na jednym z nich jest na przykład młyn… gdzie on się znajdował?

Na ulicy Mickiewicza, ale został spalony i dzisiaj próżno go tam szukać. Przez lata jako mistrz młynarski pracował w nim mój tata. Przyjmował i dzielił mąkę. Na tym zdjęciu jest z całą załogą młyna.

Długo tam pracował?

Całe lata, ale swoją przygodę z młynem rozpoczął już w wieku 9 lat, kiedy poszedł do młyna w Stróży. Po latach przeszedł do Jana Hołuja u którego przepracował kolejne. To była ciężka praca od rana do wieczora. Właśnie tam poznał moją mamę, bo ona służyła u Państwa Hołujów. To była bardzo bogata, myślenicka rodzina. Mieli tartak i wspomniany młyn oraz mnóstwo ziemi - duża część miasta należała do nich.

A pracownicy mieli możliwość przeniesienia tej mąki do domu, żeby na przykład wymienić się z sąsiadami za coś innego?

Raczej nie… Ale oni mieli jeszcze gospodarstwo, to jak była możliwość, to zawozili zboże i mielili. Trzeba było kombinować, takie to były czasy.

Jak w twojej pamięci zapisała się wojna?

Urodziłam się w 1939 roku, a więc w czasie kiedy wybuchła wojna. Dlatego pamiętam tylko to, co wydarzyło się po niej. Chociaż mam takie wspomnienie… jak Niemcy się wyprowadzali, a w ich miejsce wkraczali Ruscy. Akurat wtedy był budowany nasz dom. Z jednej strony byli Niemcy, a z drugiej Ruscy, którzy strzelali do siebie przez mury tego domu, którego okna szły na przestrzał. To pamiętam. Pamiętam jeszcze jak wszyscy z dziećmi siedzieliśmy w piwnicy, bo tam były takie betonowe stropy. I przyszedł jeden z ruskich i mówi, że to dobre miejsce, bo chroni nas beton. I kiedy wychodził z piwnicy, dosięgła go jedna z kul… i zginął.

Wszyscy z twojej rodziny przeżyli wojnę?

Wszystkim się udało, dość łagodnie to przeszliśmy. Zostaje dziękować Bogu, że przeżyli ten czas.

Jak wyglądało miasto po tym okresie?

Było bardzo dużo zniszczeń. Najwięcej dotyczyło Rynku i jego okolic. Dawniej nie było tam takich kamienic, jakie można oglądać dzisiaj, w ich miejscu stały małe chałupki. Odbudowano to wszystko dopiero po wojnie. W Gazecie Myślenickiej czasem można zobaczyć archiwalne zdjęcia z tego okresu. Najwięcej w swoich zbiorach ma ich Jacek Hołuj i Józef Błachut.

Jak wyglądał ten ,,stary” Rynek?

Od strony kościoła stały takie niskie chałupki, pamiętam że był tam kiosk ,,Lajkonik”. Potem Pan Pitala prowadził w tym miejscu cukiernię, a zaraz za tym sklepem, gdzie teraz jest spożywczy był lokal dzierżawiony przez PSS „Społem”. Na rogu znajdowały się restauracje „Myśleniczanka”, dalej była tzw. ,,Mordownia”, bar mleczny, sklep ,,Bata” z butami, dalej znajdowało się wejście do magistratu, a za nim był jeszcze Dziekan. Natomiast po drugiej stronie, znajdowała się stacja PKS-u, taka restauracja… zaraz, jak ona się nazywała?

U Ponurskiego?

Nie, to jeszcze wcześniej, tu na rogu jak taksówki zajeżdżają, był skład węgla. A Ponurski znajdował się jeszcze dalej… na tej pierzei, gdzie urząd. Znam tę restaurację, bo od 1957 roku pracowałam jako kierownik działu gastronomi w Powszechnej Spółdzielni Spożywców Społem.

Poszłaś do pracy w wieku 18 lat?

Zaraz po tym jak odebrałam dyplom ukończenia technikum. To było 15 czerwca, a trzy dni później już pracowałam w cukierni, bo tam zaczynałam. Nie miałam jeszcze nawet 18 lat. Po trzech miesiącach dostrzegł mnie Pan Kasprzycki i wziął do księgowości, a tam przeszłam i księgowość i obrót towarowy i kasę a nawet kadry. Zdobyłam tam doświadczenie, które pozwoliło mi pracować później jako kierownik działu gastronomi w PSS.

Ile lat przepracowałaś w tym miejscu?

W PSS spędziłam 28 lat, natomiast kolejne 15 w Urzędzie Miasta i Gminy w obsłudze Biura Rady i stamtąd poszłam na emeryturę w 2000 roku.

Jak wyglądała praca w urzędzie?

Musiałam dopilnować wszystkich spraw dla radnych, przesyłałam im dokumenty, a papierów było dużo, wszystko trzeba było kserować, a to nie było tak jak teraz, tylko człowiek się wybrudził cały przy tej pracy. Coś okropnego. Ciężko było.

Kto wtedy był burmistrzem?

Kiedy przyszłam do urzędu w 1985 roku to chyba… Stanisław Kot, ale on nie był burmistrzem, tylko naczelnikiem. Po nim przyszedł Tadeusz Kozłowiecki, potem Janusz Moszumański, Stanisław Nowacki, następnie Władysław Kurowski, którego zastąpił Maciej Ostrowski sprawujący tę funkcję do dziś.

Praca w urzędzie oznaczała stałe godziny pracy?

Nie, bo musiałam obsługiwać komisje, sesje Rady Miejskiej, które często odbywały się w godzinach popołudniowych, a ja jako pracownik Biura Rady musiałam być do dyspozycji. Jak była potrzeba, to siedziało się w pracy od rana do nocy.

Pomimo tej pracy, trudno było znaleźć czas na spędzanie go z rodziną?

Przeważnie w niedzielę chodziliśmy całymi rodzinami na Zarabie. W miejscu dzisiejszego boiska Dalinu rozkładaliśmy koce i tak siedzieliśmy cały dzień. Do tego dochodziły kąpiele w Rabie.

To chyba były czasy, gdzie ludzie lepiej znali się ze sobą…

Pewnie. Chodziło się do ludzi, spotykało, a teraz w większości wszyscy siedzą w domach. Ten zwyczaj zanika.

Teraz nie ma na to czasu…

Coś się w tym naszym życiu zmieniło. Ludzie nie mają czasu na kontakty z innymi, ale mamy za to telewizory, komputery, telefony którym poświęcamy go aż nadto.

Ulica Sobieskiego gdzie mieszkasz jest stosunkowo daleko od Rynku. Czy ten rejon był traktowany jako przedmieścia?

Najpierw ta ulica nazywała się Krakowska, potem Rewolucji Październikowej, a na końcu Sobieskiego i tak zostało do dzisiaj. To była jedyna droga prowadząca od Krakowa do Zakopanego. Panował na niej ogromny ruch.

Jak zmieniały się Myślenice na przestrzeni lat?

Rozbudowały się. Tak samo jak przybywało domów na Sobieskiego, tak samo rozrastało się całe miasto.

A pamiętasz kiedy pojawił się w Myślenicach prąd?

Tego nie wiem, ale pamiętam jak w domu na Sobieskiego uczyliśmy się przy lampce karbidówce. W kuchni mieliśmy duży stół, siadaliśmy przy nim wszyscy, a mama na garnku stawiała lampkę. I siedząc naokoło światła jaki rzucała wpatrywaliśmy się w książki i zeszyty.

A jak wyglądały śluby?

Na przykład mój odbył się w 1959 roku i to była bardzo skromniutka uroczystość. Nie było tak jak teraz.

Ubrania szyliście sami?

Jeśli chodzi o ubrania, to bardzo trudno było o materiał. Mama miała na Górnym Przedmieściu znajomą, która tylko skądś go przywoziła. Ale wiesz… nas z rodzeństwem było tyle, że najstarsza - Mila miała najlepiej, bo wszystkie nowe rzecz nosiła jako pierwsza. Po niej po kolei pozostałe.

Ale były jakieś sklepy, żeby coś kupić, jakieś ubrania?

Ciężko, raczej bardzo ciężko było.

A targ wtedy był?

Targ odbywał się na Rynku. Stały tam takie budy w których można było kupić owoce, warzywa, niemal wszystko. Natomiast na tzw. „Końskim Rynku” handlowało się bydłem i koniami.

Masz jakieś wspomnienie z dzieciństwa, które jakoś szczególnie utkwiło ci w pamięci?

A to była taka sytuacja, kiedy nas okradli, ale nie powiem który to był rok. Nie było jeszcze szpitala, a w miejscu obecnego stały baraki w których stacjonowali lekarze i udzielali pomocy. Kiedy moja bratowa urodziła córkę i musiała zostać pod obserwacją, to ja woziłam jej dziecko do karmienia na wózku. Baraków pilnował stróż, a jego znajomi dowiedzieli się, że mój tata trzyma ten wózek w stodole i pewnego dnia go ukradli.

Które z wydarzeń z czasów szkolnych wspominasz wyjątkowo?

Wiesz co, jeszcze jednego nigdy nie zapomnę. Świętej pamięci Kazimierza Wójcika: on mnie uczył przysposobienia wojskowego. I na lekcji, kiedy strzelaliśmy powiedział mi tak: ,,Z miasta-ście, a dupa-ście”, a jak strzelałam to: ,,Strzyla jak Panu Bogu w oko”. Tego to do śmierci nie zapomnę!

W czasach szkolnych brałaś udział w zajęciach pozalekcyjnych?

Należałam do zespołu ludowego i tańczyłam ze świętej pamięci Tadziem Żądło.

To było w czasie tej nauki w technikum?

Tak, tak wtedy chodziłam do Technikum Ekonomicznego.

Czym różniła się nauka w tej szkole od nauki w liceum?

Głównie to uczyliśmy się biurowości i podobnych przedmiotów.

Czego najbardziej lubiłaś się uczyć?

Lubiłam wszystkie przedmioty, jednak najtrudniejsza dla mnie była matematyka. Pamiętam nawet, że miałam lufę od Osińskiego. Takich jedynek się nie zapomina. Ale nie na świadectwie, tylko spośród ocen w dzienniku. Bo matematyka szła mi ciężko.

Fragment rozmowy przeprowadzonej przez Magdalenę Wojtan. Wybrane urywki zostały wykorzystane do publikacji Harcerskiego Archiwum Społecznego.
Redakcja: Piotr Jagniewski

 

Wygraj jedną z książek "Myślenice we wspomnieniach mieszkańców"

W ramach Harcerskiego Archiwum Społecznego młodzi ludzie szukali myśleniczan chętnych do podzielenia się swoimi życiowymi doświadczeniami. Rozmowy toczyły się wokół zdjęć udostępnionych przez Muzeum Niepodległości, a rozmówcy opowiadali o tym, co znajduje się na fotografiach i wspomnieniach, jakie budzą w nich przedstawione miejsca, obiekty i wydarzenia.

Efektem jest ponad dwustustronicowa książka w której zebrany materiał został podzielony na fragmenty ułożone tematycznie. Znalazły się w niej urywki rozmów, a na naszych łamach prezentujemy ich obszerne fragmenty. Mamy nadzieję, że starszym czytelnikom pozwolą na moment przenieść się do czasów ich młodości, natomiast młodszym poznać Myślenice, w jakich na co dzień żyli ich rodzice i dziadkowie.

Książka „Myślenice we wspomnieniach mieszkańców” nie trafi do sprzedaży, jednak dla naszych czytelników udało nam się zdobyć kilka egzemplarzy. Aby mieć szansę otrzymania jednego z nich wystarczy dostarczyć do siedziby redakcji kupon konkursowy, który drukujemy w papierowym wydaniu Gazety Myślenickiej.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor, fotoreporter. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)