Festiwal lata

Człowiek na strychu

Człowiek na strychu

Był dobrym człowiekiem. Już starzejącym się. Nie był na wojnie. Przeżył ją od początku do końca jako niemowlę. Następnie szedł przez życie powoli, ostrożnie i uczciwie. Z nikim się nie związał, nie założył rodziny. Był zwykłym urzędnikiem. Życzliwie przybijał różnym ludziom właściwie ciągle te same pieczątki. Czasem, jak zawirowała polska historia, zmieniała się ich treść, ale kształt był ciągle ten sam. On też chyba był taką żywą pieczątką, która jadła skromne śniadanie, obiady i kolacje. Zawsze trzy posiłki. Chudy, ascetyczny, nieśmiały mężczyzna. W życiu odrzucił raz na zawsze : pieniądze, karierę, kobiety, dobrobyt, sławę, popularność, poklask. W najgłębszej tajemnicy pisał wiersze, ale wolałby natychmiast umrzeć, niżby ktoś miał je przeczytać

Mieszkał na ostatnim piętrze, starej kamienicy. Pokój miał duży, schludnie urządzony starymi meblami. Obok wejścia do pokoju były drzwi na strych, taki prawdziwy, z pajęczynami i zapomnianymi sprzętami, których nie miał kto wyrzucić, a ktoś kiedyś tutaj wyniósł i na zawsze zapomniał. A one miały swoje życie. Stukały, przesuwały się, dyskretnie straszyły. Zapowiadały czyjąś śmierć. Wtedy zawsze spadały na ziemię. Musiał je podnosić i umieszczać na starym miejscu.

Nie miał komu opowiadać o tych strychowych tajemnicach. Zresztą, kto posłuchałby takich opowieści? Przecież nikt nie uwierzy, że stary strych jest ostatnim miejscem na świecie, gdzie dzieją się cuda. Tam starość nigdy się nie kończy.

Teraz nie ma strychów pełnych niepotrzebnych sprzętów złożonych na przetrwanie domów. Wieczność domostwa. On jeden wiedział, że tak właśnie jest. Lecz nikt nie chciał wiedzieć, że tak właśnie jest. Wszędzie bloki mieszkalne bez strychów.

Samotnie siedząc w długie wieczory, gdy czekał na sen, swego wiernego przyjaciela, wsłuchiwał się w mowę strychu. Doskonale znał ten język. Ostatnio zadomowiły się tam zdziczałe gołębie. Szybko rozmnożyły się i to trochę go martwiło. Myślał o tym, jak się ich pozbyć? Wygnać, nie miał serca, bo w końcu to skrzydlate anioły w domowym niebie. Więc co robić? Może lepiej umrzeć, aby być zwolniony z odpowiedzi na to pytanie?

 

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.