Daję ci moją odwagę

Daję ci moją odwagę

Profesor Leon nie dbał o siebie. Uczył w liceum i chociażby z tego powodu powinien troszczyć się o swój wygląd. Chudy, wysoki, lekko przygarbiony, w wytartym brązowym garniturze, który swym kolorem mówił o jesieni życia jego właściciela. Profesor imponował jedynie swą nadzwyczajną pamięcią. Znał fragmenty setek utworów literackich. Obywał się bez notatek i książek. Precyzyjnie cytował. Miał w głowie całą, klasyczną bibliotekę. Swoją ascetyczną posturę umiał ozdobić też aureolą uśmiechu. Nie szczędził go. Nigdy.

Wszyscy byliśmy ciekawi, jak wygląda prywatne życie, miejscowego polonisty, profesora Leona, lecz nic na ten temat nie było wiadomo. Był ze zrozumiałych dla nas powodów starym kawalerem. I nagle rozeszła się wieść, że się ożenił. Nikt wprawdzie jego żony nie widział, ale po paru latach mieli synka, Tadeuszka. Kiedyś przyjechał do ojca i profesor wszystkim go pokazywał, lecz po paru tygodniach chłopczyk zniknął. Oczywiście, dla nas tylko, bo chodził do szkoły w Krakowie.

Gdy profesor Leon odchodził na emeryturę, pojawił się w liceum jego syn. Wyglądał jak młody apostoł. Nosił czarną brodę, lecz głosił wcale nie ewangeliczne prawdy, wykładał bowiem fizykę. Nie zwlekał z zawarciem małżeństwa. Wszak apostołowie mieli żony… Dziwne, że obydwoje młodzi profesorowie, bo i żona Tadeusza była nauczycielką, nie chcieli mieć dzieci. Ojciec ubolewał nad tym niejednokrotnie.

- Tak chciałbym mieć wnuka - mówił do syna. - Pozwoliłbym mu nawet zamalować wszystkie okna w pokoju na zielono… - Wisz, że kto ma syna, ten ma szczęśliwe życie. A kto ma wnuka, to podwójnie żyje.

Tadeusz słuchał bez zniecierpliwienia, bo umiał słuchać.

- Myślimy o tym, ale… - i tu syn przytacza cały szereg argumentów.

Te rozmowy powtarzały się dość często. Mijały lata. Wnuka jak nie było, tak nie było. Wtedy stary profesor pojął, że jego synowi po prostu brak odwagi na bycie ojcem. Powiedział wtedy jedno z najpiękniejszych zdań, wziętych z jego własnej „literatury pięknej”:

- Nie trwóż się, trwogi zbądź. Daje ci całą moją odwagę! Weź ją, proszę cię!

Syn milczał. Gdzieś w pobliżu nieznany pies szczekał głośno na czarną noc.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.