Dlaczego warto pojechać w Bieszczady?

Dlaczego warto pojechać w Bieszczady?

Hasło „A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” już na dobre zadomowiło się w popkulturze i króluje na wszelkich souvenirach związanych z tym najbardziej na południowy-wschód wysuniętym regionem Polski. Co jest takiego w górach, które niegdyś przyciągały ludzi o poplątanych życiorysach, a obecnie działają jak magnes nie tylko na miłośników krajoznawstwa i turystyki, ale również nie pozostają obojętne wielu poszukiwaczom rozrywki i doznań?

Nasze rozważania warto rozpocząć od zaskakującej być może dla niektórych tezy, że przed II wojną światową Bieszczady Zachodnie, czyli w obecnych granicach Polski, nie wzbudzały większego zainteresowania środowiska turystycznego. Brak promocji i połączeń komunikacyjnych nie pomagał w sytuacji, kiedy po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. rodziła się prawdziwa turystyka i krajoznawstwo. Zdecydowanie większe uznanie zyskały wycieczki i wędrówki po Tatrach oraz Beskidach Zachodnich, a na wschodzie kraju po pasmach Czarnohory i Gorganów.

Dopiero utrata dostępu do tych ostatnich związana z powojenną zmianą granic sprawiła, że Bieszczady Zachodnie zaczęły zyskiwać na popularności, początkowo jako przystań dla szukających pracy w ramach ich zagospodarowywania oraz ludzi o skomplikowanej przeszłości lub będących na bakier z prawem. Tak w latach 50-tych i 60-tych XX w. zrodził się mit polskiego „Dzikiego Zachodu”. Tutaj nad górnym Sanem kręcono pierwsze polskie westerny. Z tej dzikości jeszcze wiele pozostało, bo mimo iż drogi prowadzą do niemal każdej miejscowości, to nieokiełznana przyroda i niezwykłe postacie, do których przylgnęło miano „zakapiorów” działają na ludzką wyobraźnię. Doskonałą reklamę zrobiły im w ostatnim czasie programy telewizyjne i seriale, które popchnęły turystów do poszukiwania w leśnych ostępach i na odludziach drwali, wypalaczy węgla drzewnego, hodowców koni, strażników granicznych czy ratowników górskich. A więc na pewno czynnikiem, który sprawia, że warto pojechać w Bieszczady, są ich mieszkańcy i przybysze z różnych stron kraju.

Niewątpliwie region ten może poszczycić się także wyjątkową przyrodą. Jest to jedyny – obok sąsiednich Gór Sanocko-Turczańskich – fragment Polski zaliczany do Karpat Wschodnich. Wraz z terenami przygranicznymi Słowacji i Ukrainy obszary chronione na czele z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym tworzą od 1992 r. Międzynarodowy Rezerwat Biosfery UNESCO. Ochronie, w jego ramach, podlegają słynne hale górskie, zwane połoninami. Wielogodzinna wędrówka widokowymi szlakami przez Połoninę Wetlińską, Caryńską czy połoniny gniazda Tarnicy przyciąga spragnionych pięknych krajobrazów i miłośników fotografii. Bieszczady w ostatnim czasie stały się bardzo popularne, i to niemal o każdej porze roku, wśród pasjonatów podziwiania urokliwych wschodów i zachodów słońca, które oferują niemal artystyczne doznania. Brak zanieczyszczenia nieba sztucznym światłem sprawia, że w nocy pojawia się niecodzienna możliwość obserwowania miliardów gwiazd, czego nie można doświadczyć np. w miastach.

Region ten, podobnie jak sąsiedni Beskid Niski i Pogórze Przemyskie, doświadczył w okresie powojennym ogromnej wymiany ludności. Wielowiekowa obecność górali ruskich – Bojków i Łemków – została przerwana przez wysiedlenia spowodowane wymianą granic i konfliktem polsko-ukraińskim. Zamieszkiwane niegdyś przez nich doliny rzek obecnie przyciągają pasjonatów przeszłości, którzy szukają dziedzictwa po dawnych greckokatolickich i prawosławnych mieszkańcach Bieszczadów. Zachowane nieliczne nagrobki na cmentarzach, fundamenty cerkwi i domostw, piwnice, studnie, stare zarastające drogi i zdziczałe sady coraz częściej wzbudzają zainteresowanie, będąc czymś w rodzaju bieszczadzkiej Atlantydy.

Historia bardzo brutalnie obeszła się z tym terenem, a przyroda w wielu miejscach wchłonęła ślady przeszłości. Warto pamiętać, że Bieszczady przed II wojną światową należały do najgęściej zaludnionych obszarów II Rzeczypospolitej i zamieszkiwali je przedstawiciele wielu nacji – obok wspomnianych Łemków i Bojków także Polacy, Niemcy, Żydzi i Romowie. Współcześnie takie połączenie reliktów dawnych – często postrzeganych jako egzotyczne – kultur oraz natury stanowi magnes, wobec którego trudno przejść obojętnie. Wędrówka tzw. krainą dolin – m.in. ścieżkami do źródeł Sanu, by odwiedzić kultowy Grób Hrabiny czy urokliwą doliną tej rzeki przez takie nieistniejące miejscowości o zagadkowych nazwach jak: Hulskie, Krywe, Tworylne czy Studenne i związane z tym poszukiwanie pamiątek historii – stanowi doskonałą alternatywę dla pieszych tras wiodących bieszczadzkimi połoninami.

Bieszczady wyróżniają się na tle Polski występowaniem licznych populacji przedstawicieli wielu gatunków chronionej fauny i flory. Żyją tutaj na wolności duże stada największe ssaków Europy, czyli żubrów. Około 90% wszystkich polskich niedźwiedzi bytuje w południowo-wschodniej Polsce. Swoją ostoję na tym skrawku Polski mają wilki, rysie i żbiki. Świadczy to o ogromnym bogactwie przyrody Bieszczadów, chronionej – obok parku narodowego – także przez różnorodne rezerwaty. Z jednej strony turysta może w nich podziwiać elementy świata nieożywionego, np. gołoborza, ostańce skalne czy jeziorka (jak te słynne Duszatyńskie, o których pisał Karol Wojtyła), a z drugiej rośliny, jak cisy i łany śnieżyc wiosennych. Bieszczady pokazują swe piękno o każdej porze roku, ale szczególnie jesienią, gdy miejscowe lasy „płoną” ciepłymi kolorami liści dominującej w lasach buczyny.

Drewniane cerkwie i ikonostasy to atrakcja, która przyciąga miłośników sztuki i architektury. Jest ich tutaj wiele, w tym dwa obiekty – w Turzańsku i Smolniku – od 2013 r. wpisane na listę UNESCO. Ich specyficzna tajemnica, egzotyka i orientalizm stanowią taką namiastkę kultur wschodu, świadczącą o bogactwie regionu, podobnie jak coraz liczniejsze pracownie ikon (np. w Cisnej czy Górzance), które od podstaw prezentują proces ich pisania. Bez wątpienia ciekawostką regionu jest jedyny w Karpatach płaskorzeźbiony ikonostas, znajdujący się w byłej cerkwi (obecnie kościele) w Górzance. Jeśli lubujemy się w sztuce to koniecznie należy odwiedzić Sanok, gdzie wyróżnia się największe w Polsce, z prawie 200 obiektami, Muzeum Budownictwa Ludowego oraz Muzeum Historyczne z nietuzinkową kolekcją prac Zdzisława Beksińskiego i największym zbiorem, nieraz bezcennych, ikon.

W latach 50-tych i 60-tych XX w. powstały w Bieszczadach dwa duże zbiorniki wodne – Jezioro Myczkowieckie i bardziej znane Jezioro Solińskie. Przeobraziły krajobraz i znacznie wpłynęły na urozmaicenie turystyki. Dzięki nim osoby mniej chętne na górskie wędrówki także znajdą dla siebie ofertę. Wypoczynek nad wodą, żeglowanie i kąpiel w wodzie, rejs statkiem, a także podziwianie największej zapory wodnej w Polsce znajduje się niemal na każdej liście punktów, bez zrealizowania których nie wypada wyjeżdżać z Bieszczadów.

Warto będąc tutaj skorzystać z przejażdżki wąskotorową kolejką leśną, czyli słynną ciuchcią. W przypadku niepogody taka możliwość pozwala efektywnie spędzić czas i poznać zwłaszcza przyrodę z innej perspektywy. To również doskonała propozycja dla całych rodzin. Zresztą Bieszczady można podziwiać na różne sposoby – konno, z wody (np. za sprawą pontonów i kajaków), zimą na nartach, z poziomu samochodów terenowych, ale też np. z pokładu szybowców i samolotów. Kilka znanych szybowisk zlokalizowano w okolicach Leska. Wtedy możemy na własne oczy przekonać się, jak to niezwykły region Polski.

A gdy już turysta nasyci się dzięki fizycznym i wzrokowym doznaniom, musi dopełnić je za sprawą miejscowej kuchni, z jednej strony nawiązującej do przeszłych tradycji kulinarnych Bieszczadów, a z drugiej odwołującej się do kulinariów kresowych. Fuczki, hryczanyki i knysze na pewno zaspokoją podniebienia niejednego wymagającego smakosza.

Jeśli dodamy to tego cały przekrój różnorodnych imprez, jak festiwale muzyczne, jarmarki sztuki i rękodzieła, wydarzenia sportowo-rekreacyjne, to przekonamy się, że Bieszczady to region wyjątkowy. Rzesze turystów, które odwiedzają go, są tego doskonałym przykładem. Oferta kierowana do nich, co roku wzbogaca się o nowe propozycje. Nie sposób w krótkim artykule wspomnieć nawet o wybranych, więc najlepiej przekonać się o tym osobiście, rzucić chociaż na kilka dni wszystko i wyjechać w Bieszczady…

Mateusz Podkul
przewodnik beskidzki i przodownik turystyki górskiej, członek Koła Przewodników Turystycznych przy Oddziale PTTK w Krośnie i Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych „Karpaty”.