Dziennikarka na tropach historii

Dziennikarka na tropach historii
Agnieszka Partridge podczas eksploracji krakowskich klatek schodowych Fot. L. Stafiński

Agnieszka Partridge, dziennikarka, historyk sztuki, naukowiec, autorka filmów dokumentalnych i reportaży telewizyjnych poświęconych historii i sztuce, pasjonatka zapomnianych wojennych mogił i dziewiętnastowiecznej ceramiki architektonicznej.

Przez lata związana byłam z mediami, zwłaszcza z telewizją, ale jestem też historykiem sztuki, muzeologiem, posiadam doktorat Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Pośród rozległych zainteresowań zawsze na pierwszym miejscu stawiałam historię i ochronę zabytków kultury. Interesują mnie zjawiska przemijające, rzeczy i postacie niedoceniane i niesłusznie zapomniane. Odczuwam niezwykłą radość, gdy udaje mi się ocalić choćby drobny kawałek minionego świata, odprysk zdarzeń i opowiedzieć o tym innym. Jak dotąd z powodzeniem udawało mi się kierować uwagę ogółu na ludzi, rzeczy lub zdarzenia, które bagatelizowano i omijano w historycznym dyskursie. Stałam się pewnego rodzaju trendsetterem nurtów i tendencji, które potem podchwycali inni. Ciągle szukam takich historii, a one wciąż mnie nie omijają.

Szczęście do odkrywania

Poza odkrywaniem zapomnianych żołnierskich grobów oraz poznawaniem i opisywaniem świata wojennych cmentarzy [o czym szerzej w następnym wydaniu „Gazety Myślenickiej – nr 27/2019] interesuję się wieloma dziedzinami. To chyba domena osoby ciekawej świata. Przez prawie 30 lat pracowałam w krakowskim ośrodku TVP, współpracowałam z Radiem Kraków, pisałam między innymi dla „Przekroju”, „Domu i Wnętrza”, „Gazety Antykwarycznej. SZTUKI.PL”. Każdy mój zawodowy dzień przynosił i przynosi coś nowego i trudno tu wymienić tematy, którymi się zajmowałam.

Wydałam kilka książek, z których chyba największym sentymentem darzę dwie. Pierwsza, to fotograficzna kronika mojej ukochanej Pleśnej w wieku XX. By napisać książkę „Pleśna jakiej już nie ma. Historie w fotografiach” (2013) odwiedziłam przedstawicieli najstarszych rodów pleśnieńskich systematycznie dom po domu i zebrałam ogromną ilość prywatnych fotografii ludzi, budynków, sytuacji z życia społecznego w nieodległych przecież czasach. W ten sposób na kilkuset stronach książki pokazałam i opisałam jak bardzo zmieniła się nasza egzystencja, co straciliśmy, a co zyskaliśmy. Z tych zdjęć wyłoniło się niezwykłe oblicze wiejskiego życia w cieniu Tarnowa w ujęciu od czasów Franciszka Józefa, po wejście do Unii Europejskiej.

Drugi projekt, to kolejna praca badawcza, a zarazem pionierska, bo jeszcze nikt w Polsce nie sięgnął do tego tematu. To historia okładzin ceramicznych z XIX i XX wieku, tych pięknych kamiennych „dywaników”, które zachowały się jeszcze w kamienicach, szpitalach, szkołach i kościołach dawnej Galicji. Ceramiczne dekoracje stały się tematem mojego doktoratu i tematem, który absorbuje mnie obecnie. Na jego kanwie powstała książka „Potęga ornamentu” (2015) porządkująca historię ceramicznej płytki dekoracyjnej od zarania dziejów po dwudziestolecie międzywojenne nie tylko w Polsce, ale na całym obszarze oddziaływania kultury europejskiej. W skali Polski, to pierwsza publikacja w tak szeroki sposób ujmująca wiedzę z dziedziny technologii produkcji ceramicznych okładzin, historii produkujących je fabryk, a także opisująca ich ornamentykę i dizajn.

Mówi się, że „piękno kryje się w oku patrzącego”. Stwierdzenie to dotyka problemu „de gustibus”: Nie to jest ładne, co jest piękne, ale co się komu podoba. Sama dużo fotografuję, robię zdjęcia przedmiotów i krajobrazów, które wielu może uznać za nudne, a nawet brzydkie. W tym tkwi tajemnica odkrywania. Wystarczy zmienić kąt patrzenia i już przed nami ukazują się szczegóły, które tysiące z nas omijają. Często szukam piękna w obiektach brzydkich, odrapanych, zniszczonych. Niedawno weszłam na jedno z krakowskich podwórek, nie dotkniętych jeszcze ręką developera i oniemiałam. Drewniane balustrady, drzwi pokryte kilkoma warstwami łuszczącej się farby, odrapana ściana oświetlona popołudniowym słońcem stanowiły gotowe obrazy. Na zdjęciach udało mi się wydobyć piękno z brzydoty, ale dla osoby postronnej będą to tylko obskurne widoki. Ja będę się po stokroć zachwycać fakturą starej farby, a ktoś inny będzie biadać nad stanem mojego umysłu... Wszystko jest kwestią punktu widzenia i stopnia posiadanej wrażliwości.

Ciągle mam świadomość umykającego czasu i wciąż wydaje mi się, że zrobiłam za mało. Mam poczucie, że moje wewnętrzne „ja” wiecznie musi się realizować. Tropienie prawdziwych historii dzieje się cały czas: na planie filmowym, w teatrze, w drodze do sklepu, u szewca, na targu, w kolejce, na wysypisku śmieci. Posiadam tę wspaniałą właściwość, że wciąż jestem celem „ukierunkowanych przypadków”. Trafiam na niezwykłe historie, wnikliwie obserwując świat, uważnie słucham, analizuję i udaje mi się wiele zauważyć. Mam nadzieję, że szczęście do odkrywania mnie nie opuści.

Nie to jest ładne, co jest piękne, ale co się komu podoba. Sama dużo fotografuję, robię zdjęcia przedmiotów i krajobrazów, które wielu może uznać za nudne, a nawet brzydkie. W tym tkwi tajemnica odkrywania. Wystarczy zmienić kąt patrzenia i już przed nami ukazują się szczegóły, które tysiące z nas omijają. Często szukam piękna w obiektach brzydkich, odrapanych, zniszczonych. Niedawno weszłam na jedno z krakowskich podwórek, nie dotkniętych jeszcze ręką developera i oniemiałam. Drewniane balustrady, drzwi pokryte kilkoma warstwami łuszczącej się farby, odrapana ściana oświetlona popołudniowym słońcem stanowiły gotowe obrazy. Na zdjęciach udało mi się wydobyć piękno z brzydoty, ale dla osoby postronnej będą to tylko obskurne widoki. Ja będę się po stokroć zachwycać fakturą starej farby, a ktoś inny będzie biadać nad stanem mojego umysłu... Wszystko jest kwestią punktu widzenia i stopnia posiadanej wrażliwości.

Ciągle mam świadomość umykającego czasu i wciąż wydaje mi się, że zrobiłam za mało. Mam poczucie, że moje wewnętrzne „ja” wiecznie musi się realizować. Tropienie prawdziwych historii dzieje się cały czas: na planie filmowym, w teatrze, w drodze do sklepu, u szewca, na targu, w kolejce, na wysypisku śmieci. Posiadam tę wspaniałą właściwość, że wciąż jestem celem „ukierunkowanych przypadków”. Trafiam na niezwykłe historie, wnikliwie obserwując świat, uważnie słucham, analizuję i udaje mi się wiele zauważyć. Mam nadzieję, że szczęście do odkrywania mnie nie opuści.

Agnieszka Partridge