Dziennikarka na tropach historii cz. 2

Dziennikarka na tropach historii cz. 2
Agnieszka Partridge z Rafałem Korzeniowskim na cmentarzu wojennym w Kocmyrzowie Fot. . J. Sołdra

Rozliczne zainteresowania i pasje Agnieszki Partridge, dziennikarki, historyka sztuki, naukowca, autorki filmów dokumentalnych i reportaży telewizyjnych poświęconych historii i sztuce – prezentowaliśmy w „Gazecie Myślenickiej” numer 26. Na osobne wszak miejsce zasługuje jej koronna działalność związana z I wojną światową i cmentarzami ofiar obu walczących stron

Moja” Wielka Wojna

Z historią Wielkiej Wojny zetknęłam się niejako automatycznie i bardzo wcześnie. Wychowałam się w Pleśnej, nieopodal jednego z cmentarzy z okresu I wojny światowej. Jako dziecko z rodzicami i kolegami szkolnymi często chodziłam tam na spacery. Potem, jako zastępowa drużyny zuchowej i jako harcerka często uczestniczyłam w akcjach sprzątania tego cmentarza, organizowanych przez nauczycieli ze Szkoły Podstawowej w Pleśnej. To wszystko złożyło się na ogromne poszanowanie mogił żołnierzy z I wojny światowej. Słuchałam opowieści żyjących jeszcze wtedy, w latach 70. ubiegłego wieku, świadków wydarzeń wojennych. W mojej rodzinie przetrwało wiele takich opowieści, jak choćby ta, o prababci Marii, która w roku 1915 została zapędzona przez oddział austriacki do grzebania żołnierzy, poległych na polach Pleśnej. Stało się tak, bo mężczyźni byli przecież na wojnie. Na pobojowisku prababcia natknęła się na zwłoki Tyrolczyka, rannego w brzuch, którego zastygłe błękitne oczy wpatrywały się w położony w dali drewniany kościółek. Ona tego człowieka pochowała w prowizorycznym grobie, a jego widok pozostał jej na całe życie.

Już w latach 70. XX w. obserwowałam stopniową degradację cmentarzy wojennych, z których „ginęły” żeliwne krzyże, gdzie przewracano nagrobki. Wtedy postanowiłam, że będę bronić tych cmentarzy, na wszelkie możliwe sposoby. Przykładem w tym względzie służył mi mój nieżyjący już ojciec Jacek Gąciarz, który rozpoczął w gminie Pleśna systematyczną akcję remontów wojennych cmentarzy. Od 1989 roku, gdy zaczęłam pracę w krakowskim ośrodku telewizyjnym, zrealizowałam kilkanaście filmów i reportaży poświęconych tej tematyce, starając się zwrócić uwagę na problem dewastacji cmentarzy i upowszechniać wiedzę na temat ich historii. Nic więc dziwnego, że naturalną koleją rzeczy było zebranie wiedzy zdobytej przez lata w formie książkowej. Tak powstała wydana w roku 2005 książka „Otwórzcie bramy pamięci. Cmentarze wojenne z lat 1915-1918 w Małopolsce” zrealizowana wspólnie z fotografikiem Rafałem Korzeniowskim.

Cmentarze wojenne i austriacki sojusz

Bardzo wcześnie, bo około roku 1990 nawiązałam kontakt z członkami austriackiej organizacji humanitarnej „Czarny Krzyż”, opiekującej się grobami żołnierzy dawnej monarchii na terenie całej Europy. Wraz z nimi do dziś odwiedzam i dokumentuję cmentarze wojenne na terenie całej Europy. Imponuje mi ich niezwykła chęć ochrony tego kawałka dziedzictwa kulturowego i skuteczność w tym względzie. Przecież gdyby nie pionierskie wizyty w Małopolsce dr. Hugo Müllera, przedstawiciela tej organizacji pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, niektóre z cmentarzy uległyby zupełnemu zniszczeniu. To Austriacy zobligowali nasze samorządy do kompleksowych remontów i niejako uświadomili nam, że ta historia jest wspólna, że na tych cmentarzach leżą także nasi przodkowie. To oni również zwrócili uwagę, że cmentarze wojenne mogą być przedmiotem turystyki sentymentalnej. Przez 30 lat mojej współpracy z Austriackim Czarnym Krzyżem „dorobiłam się” aż czterech odznaczeń tej organizacji (ostatnie wręczono mi podczas stulecia Austriackiego Czarnego Krzyża w maju tego roku w Wiedniu) oraz Złotego Krzyża Zasługi Republiki Austrii. Ale to nie nagrody są najważniejsze.

Staram się bardzo czynnie uczestniczyć w odnawianiu opuszczonych i zaniedbanych mogił w Galicji. Działam w Stowarzyszeniu Aktywnej Ochrony Cmentarzy z I wojny światowej Crux Galiciae. To niezwykłe doświadczenie. Stowarzyszenie skupia ludzi autentycznie oddanych cmentarzom. Organizowało konferencje i sympozja, popularyzujące bardzo specjalistyczną wiedzę o I wojnie światowej. Przygotowywało akcje porządkowania zdewastowanych cmentarzy. Sięgaliśmy wtedy po sekatory, piły, grabie i czyściliśmy groby z roślinności. Tak było m. in. na cmentarzach w Stadniczówce, Wirchnem, Szczepanowie i Ropicy Ruskiej. Podjęliśmy współpracę z naszymi odpowiednikami na Słowacji i w Słowenii.

Wizyta na cmentarzu wojennym zawsze niesie ze sobą całą moc odczuć. Przede wszystkim towarzyszy jej współczucie i ogromny żal, że to musiało się wydarzyć. Zawsze myślę o rodzinach poległych. Niektóre z nich nigdy nie dowiedziały się gdzie leżą ich najbliżsi, wielu nie miało szans odwiedzić grobu swego ojca, brata, syna. To nie dotyczy tylko obcokrajowców, ale także Polaków. Byłam świadkiem takich odwiedzin po latach na grobach pradziadków. Na nasze cmentarze przyjeżdżali krewni poległych z Mazur, Wieliczki. Bywały także rodziny z Austrii, Czech, Niemiec. Zawsze były to bardzo emocjonalne spotkania.

Artysta na polu chwały

W latach 90. XX w odkryłam w ten sposób grób styryjskiego artysty Franza Hofera. Ten utalentowany grafik zginął na froncie pod Lichwinem w wieku 30 lat. Franz Hofer to moja wielka miłość. O jego istnieniu dowiedziałam się poprzez „ukierunkowany przypadek”. W latach 90. ubiegłego wieku, będąc w Wiedniu poszłam na wystawę grafiki, gdzie zetknęłam się z twórczością Hofera. Dowiedziałam się, że jako żołnierz 14. pułku piechoty austriackiej zginął w operacji gorlickiej. Po wielu miesiącach poszukiwań udało się znaleźć jego grób w Lichwinie pod Tarnowem, gdzie jest pochowany na cmentarzu nr 187. To zaledwie 7 km od mojego domu rodzinnego! Dzięki moim działaniom po 85 latach od śmierci Hofera jego grób odwiedziła rodzina, a w roku 2006 w czterech miastach Polski odbyły się wystawy jego prac.

Kiedy odwiedzam zniszczone, zarosłe chaszczami cmentarze czuję też ogromną złość na to, że sami dopuściliśmy do takiej degradacji. Takich cmentarzy jest jeszcze wbrew pozorom sporo. I tu dochodzi do paradoksu. Nam, Polakom, bardzo zależy aby nasze mogiły były respektowane na Wschodzie, w Niemczech, czy w innych krajach, a sami nie potrafimy zadbać o groby poległych obcokrajowców. Zasłaniamy się obcością tych grobów, traktujemy je jako groby zaborcze, ale dziś łatwo możemy sprawdzić kto jest pochowany w tych mogiłach. Istnieje obszerna trzytomowa monografia „Polegli w Galicji Zachodniej” Jerzego Drogomira, spisy poległych są w internecie i łatwo można sprawdzić jak wielu żołnierzy o polsko brzmiących nazwiskach, służących w zaborczych armiach pochowanych jest na tych cmentarzach. Zachęcam do tej lektury. W ogóle marzy mi się takie centrum pomocy w poszukiwaniu przodków poległych podczas I wojny światowej. Poza tym, nasz galicyjski kompleks cmentarzy jest unikatowym na skalę europejską zbiorem świetnych projektów architektonicznych i rzeźbiarskich. Został znakomicie pomyślany i zrealizowany przez międzynarodowy zespół artystów z Kriegsgräber Abteilung, czyli z Oddziału Grobów Wojennych w Krakowie. Chylę czoła przed tymi, którzy je zaprojektowali. Poświęciłam im niedawno ogromną wystawę „Grób Twój w odległej gdzieś krainie. Artysta na polu chwały”, która odbyła się w listopadzie 2018, w salach Dworu Karwacjanów w Gorlicach.

Agnieszka Partridge