Emil Biala: Złomozbiry i flaszkozbiry

7 października 2010 Wydanie 38/2010

Jeden brat rządził grupą zbieraczy złomu, a drugi tym, którzy poszukiwali flaszek i puszek po piwie. Wyglądali może niezbyt elegancko, ale ich żony nie pracowały. Były zasobne w ciało, po prostu miały czym oddychać i na czym siedzieć. Wszystko zgodnie ze starym przysłowiem: „baba gruba, chłopa chluba!”

Można było rzec, że „Złomozbirom” i „Flaszkozbirom” wiodło się nieźle. Nie wstydzili się swego brudu, nie krępowało ich szperanie po śmietnikach. W porze obiadowej byli prawdziwymi panami. Przez telefony komórkowe zamawiali obiad z dostawą do domu. Każdego dnia coś innego: schab panierowany, filet z grilla, szaszłyk wieprzowy, golonko wieprzowe pieczone, żeberka wieprzowe, czasem pierogi. Te ostatnie szczególnie lubił mały Kamil, syn „złomozbira”. Pałaszował z wielkim apetytem pierogi z mięsem, pierogi z kapustą i grzybami, pierogi ruskie, pierogi z serem, no i oczywiście placki ziemniaczane posypane cukrem. Bardzo lubił chodzić do szkoły, był pierwszoklasistą i ciągle powtarzał, że w szkole niepotrzebne są… przerwy między poszczególnymi lekcjami.

- O, będzie z niego naukowiec – zachwycał się ojciec Kamilem.

Nie wiedział, że chłopiec nie chce w ogóle chodzić na pauzy, bo koledzy nazywają go „złomozbirkiem”, podpowiadając mu gdzie leży porzucony i rdzewiejący złom. Podśmiewywali się również z chłopca, gdy czasem ojciec przyjechał po niego starym Żukiem, którym woził żelastwo do składnicy.

Nie miał takich problemów brat „flaszkozbir”, bo po pierwsze nie miał dzieci, a po drugie jeździł wózkiem, do którego zbierał butelki. Robił to raczej ukradkiem, zawsze mawiał, że lubi mgłę, bo wtedy ona białą kurtyną zakrywała jego sposób zarobkowania. Ale to mówił tylko bratu, a ten nie podzielał tego rozumowania.

- Wstydzić należy się jedynie wtedy, gdy robi się coś złego. A my co? Sprzątamy świat, bo zaśmiecony jest niczym plac targowy po jarmarku, więc nie chowaj się we mgle. Chodź z podniesioną głową jak ja! Rozumiesz, bracie mój. Lepiej powiedz, co dzisiaj każemy sobie przywieźć na obiad…

Emil Biela