Festiwal nie wykorzystanych szans

17 maja 2007 Wydanie 17/2007
Festiwal nie wykorzystanych szans
Dalin-Gościbia 0:0, fot. Piotr Ślusarczyk

Dalin Myślenice – Gościbia Sułkowice 0:0

Przed tym szlagierowym, derbowym pojedynkiem V ligi w kuluarach i wśród kibiców tematem wiodącym były… szanse: w przypadku wygranej Gościbi oderwania się w tabeli od goniących Cracovii i Dalinu i zapewnienia sobie już praktycznie pewnego awansu, a w drugą stronę – w przypadku wygranej Dalinu, po remisie Cracovii i przegranej Skawy, awansu naszego zespołu na premiowane, drugie miejsce w lidze.

Żółta kartka: G. Stokłosa
Gościbia: Matysiak – P. Stokłosa, Ślazik, G. Stokłosa, Klimas – Morawski, Judasz, W. Stokłosa, Rączka – Gogola (46 Lemiecha), D. Stokłosa (63 Zaremba).
Dalin: Szuba – R. Drobny, Rapacz, Pilch, Tondera – Stelmach (88 Cygal), Muniak, Kałat, Kański – M. Drobny, Mistarz (73 Kępski).

Wszystkie znaki na ziemi – wspaniała, ponad półtysięczna widownia, i niebie – piękna i słoneczna pogoda zapowiadały ekscytujący pojedynek. Derby powiatu myślenickiego pomimo wielu, już boiskowych i wypracowanych szans nie przyniosły jednak tego co dla kibica najważniejsze… bramek.

W pierwszej odsłonie, po trochę chaotycznym początku w wykonaniu obu drużyn, widoczną przewagę miał Dalin, który jednak nie potrafił zaznaczyć jej choćby jedną bramką. Już w 6 min. po rzucie rożnym wykonywanym przez Pilcha, piłka trafiła do R. Drobnego, który bez zastanowienia uderzył z najbliższej odległości, jednak jego strzał zdołał zablokować Matysiak. Gospodarze zrewanżowali się w 32 min. kiedy po rzucie z autu, piłka trafiła do nieobstawionego na 5 metrze Gogola, ale przeskoczyła go i powędrowała wzdłuż bramki. Dziesięć minut później kolejny raz biało-zieloni mogli uzyskać prowadzenie. Po przepięknie rozegranym rzucie wolnym przez Rapacza, który w wolnego posłał szybką i mocną piłkę na „długi” słupek do Kańskiego, który wyskoczył zza obrońców i z najbliższej odległości uderzył głową. Niestety piłka w sobie tylko wiadomy sposób, ominęła o centymetr bramkę.

Po przerwie sułkowiczanie pozazdrościli szans bramkowych Dalinowi i wzięli się w końcu do roboty, a kibice obejrzeli ich jeszcze więcej niż w pierwszej odsłonie. Zaczęło się w 50 min., kiedy po centrze Mistarza, naciskany przez obrońcę Kański, nie trafił jednak w bramkę. Potem gospodarze mieli wręcz bajecznie wyborne okazje. Najpierw po kardynalnym błędzie naszej defensywy sami naprzeciwko Szuby znaleźli się Lemiecha i Rączka. Na szczęście egoistyczne pobudki Lemiecha, który zamiast podawać koledze próbował ogrywać golkipera Dalinu i strzelać, wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem i biało-zielonym się upiekło. Niespełna 3 min. później po raz kolejny Lemiecha mógł zostać bohaterem miejscowych… i po raz kolejny zawiódł na całej linii. Najpierw w sprytny sposób ograł Pilcha i stojąc drugi raz „oko w oko” z Szubą i mając czas, by nawet zapytać go, w który róg bramki życzy sobie by strzelił… beznadziejnie spudłował. Dalin zdołał się jednak otrząsnąć i ponownie zagrozić. M. Drobny w 88 min. przeprowadził efektowny rajd lewą stroną, ładnie wyłożył piłkę Kańskiemu, którego strzał obronił Matysiak. Tuż przed zakończeniem spotkania trzecią „setkę” miał Lemiecha, który tym razem strzelił jak na napastnika przystało, ale jego strzał jakimś cudem obronił nogami Szuba. Mecz zakończył jednak mocnym akcentem Dalin. Kępski po wrzutce Kałata główkował, jednak futbolówka przeszła obok spojenia, a sędzia zakończył ten emocjonującym pojedynek.

Leszek Tobik (trener Gościbii): Rezultat spotkania jest jak najbardziej sprawiedliwy, a mecz był ciekawym widowiskiem. Absencja Połomskiego, który był przeziębiony była jednak widoczna. W przypadku, gdyby Lemiecha wykorzystał  choćby jedną z trzech trzystuprocentowych sytuacji, myślę, że Dalinowi podcięłoby to skrzydła i mecz byłby nasz. Z wywalczonego punktu też należy się cieszyć, choć szkoda, bo przy zwycięstwie mielibyśmy już 9 punktów przewagi i praktycznie pewny awans.

Krzysztof Hajduk (trener Dalinu): Byliśmy piłkarsko lepsi i stworzyliśmy dwa razy więcej sytuacji, ale oczywiście liczy się to co jest w sieci. Brakło nam zimnej krwi i nikt nie potrafił postawić kropki nad „i”. Zespół potwierdził, że walczy z charakterem w każdym meczu o zwycięstwo. Widowisko było bardzo dobre i na wysokim poziomie, które dostarczyło kibicom spodziewanych emocji, tak jak na derby przystało. Cała drużyna zagrała z determinacją, wykonując założenia taktyczne i moje polecenia, niewiele brakło do szczęścia. Chciałbym szczególnie wyróżnić Marcina Drobnego i niezawodnego Marka Szubę, który swoimi pewnymi interwencjami i umiejętnościami potwierdził, że jest bramkarzem, który poradziłby sobie z grą w wyższych klasach.

Piotr Ślusarczyk