Filip Soska najlepszy w klatce

Filip Soska najlepszy w klatce
Filip Soska najlepszy w klatce, fot. Bartek Ziółkowski

 

Nie ucichły jeszcze echa kwietniowej gali MMA Maximus II, podczas której naprzeciw siebie stanęły zespoły Maximus Sułkowice i Kasprof-Security Bul Team Orava, a w ubiegły weekend obu drużynom przyszło zmierzyć się ponownie. W walce wieczoru pas mistrzowski wywalczył Filip Soska reprezentujący nasz region

Wiosenne starcie stało na bardzo wysokim poziomie i z faktu, że nadarzyła się okazja do rewanżu polsko-słowackiego, tego samego mogliśmy się spodziewać tej październikowej nocy.

- MMA przyciąga tłumy, bardzo mi się to podoba. Nieważne jak ktoś ocenia walki, na pewno istnieje potrzeba organizowania tego typu imprez, szczególnie, że ludzie to lubią, o czym świadczy frekwencja - podkreślał burmistrz Maciej Ostrowski, który reprezentował na gali stronę polską. Na pytanie, jak rywalizacja w MMA wpływa przede wszystkim na młodych ludzi, odpowiedział: - Jeżeli młodzież może wyżyć się w tym sporcie, zamiast robić to na ulicach, w dodatku z zachowaniem bezpieczeństwa i pod okiem trenerów, to ja to popieram.

Zważyli się i mierzyli wzrokiem

Zanim doszło jednak do wydarzenia, na które wszyscy z niecierpliwością oczekiwali, w przeddzień walki nastąpiło oficjalne ważenie zawodników oraz spotkanie z mediami. Szansę do zaprezentowania się mieli zarówno przedstawiciele sułkowickiego Maximusa, jak i słowackiej drużyny z Orawy.

Jak podkreślają sami zawodnicy, ważenie jest niezwykle uciążliwą czynnością, gdyż nie tylko buduje napięcie, ale wiąże się także z praktycznie całodniowym unikaniem posiłków. Na wadze stanął także Filip Soska, który w walce wieczoru miał oko w oko zmierzyć się z przeciwnikiem zza naszej południowej granicy - Jurajem Raticakiem.

- Jestem pewny swoich umiejętności oraz tego, że wygram, nie mam żadnych obaw. Swojego konkurenta będę się starał sprowadzić do parteru, bo wiem, że jest dobry w stójce, choć walka chyba będzie się toczyła według tej drugiej opcji - mówił przed walką zawodnik z Sułkowic.

Ogień w klatce

Ten, kto oglądał dwie poprzednie gale organizowane w Sułkowicach i Myślenicach mógł liczyć na kolejną dawkę niezapomnianych emocji. Trybuny znowu pękały w szwach, długo przed galą wiedziano, że frekwencja dopisze, co jest o tyle imponujące, jeśli się wie, że niemal o tej samej porze swój mecz z Duńczykami rozgrywali piłkarze reprezentacji Polski. Jak widać, duża część lokalnej społeczności nie mogła odpuścić sobie okazji do obejrzenia pojedynków w popularnej „klatce”, wielu z fanów tej sztuki dopiero pierwszy raz zetknęło się z MMA na żywo.

 

Najpierw kibice przed rozpoczęciem widowiska (a capella) odśpiewali drugą część Mazurka Dąbrowskiego, a następnie do samego końca zagrzewali zawodników do walki. Z każdym kolejnym starciem emocje wzrastały, nie tylko za sprawą samych drużyn, ale także zabawiających publikę w przerwach cheerlederek; poprzednia, kwietniowa odsłona MMA postawiła wysoko poprzeczkę, zawodnikom udało się jednak ją przeskoczyć, prezentując zgromadzonym widzom bardzo wysoki i wyrównany poziom sportowy - w trzeciej walce, najbardziej wyrównanej tego wieczoru, doszło nawet do dogrywki zakończonej zwycięstwem ulubieńca widowni Marcina Cepaka, który pokonał swojego słowackiego przeciwnika Marka Karasa. Jeszcze na dobre nie ostygły emocje, a te jeszcze wzrosły po następnej potyczce, w której zawodnik Maximusa, w dodatku debiutant, Dawid Nawara, tak mocno znokautował rywala Petera Sifkę, że na pomoc Słowakowi musiały przybyć służby medyczne. Do czerwoności rozgrzały jednak kibiców dwie walki wieczoru: w pierwszej z nich naprzeciw siebie stanęli Paweł Żmudka z sułkowickiego Maximusa oraz Peter Kurak z klubu z Orawy. Zawodnicy zaczęli bardzo dynamicznie, a pojedynek rozgrywał się przede wszystkim w parterze, gdzie też się rozstrzygnął, dając ostatecznie wygraną Słowakowi.

Filip wybrał parter

Następnie do rywalizacji stanęli główni aktorzy tego spektaklu, gwiazdy wieczoru - reprezentujący Maximusa Filip Soska oraz zawodnik Orawy Juraj Raticak. Stawką pojedynku był pas MMA Maximus Warriors, którego broniła polska ekipa. W akompaniamencie nastrojowej muzyki zawodnicy weszli do klatki, zmierzyli się wzrokiem i na sygnał sędziego, którym tego wieczoru był Krzysztof Bieniek, rozpoczęli walkę.

Filip podczas ważenia zwracał uwagę, że będzie chciał sprowadzić walkę do parteru. Tak też zrobił i dzięki temu wygrał. Raticak nie wytrzymał ciosów Soski i musiał przełknąć gorycz porażki, co spowodowało wielki wybuch radości na trybunach oraz wśród sztabu trenerskiego Maximusa: - Czuję ogromną ekscytację, zawsze marzyłem o pasie w tej federacji, teraz moim celem jest obronienie go i zdobycie kolejnego, tym razem w federacji KSL - powiedział uszczęśliwiony po zwycięstwie Filip Soska. Zadowolonych głosów nie zabrakło także z obozu słowackiego: - Czuję się mimo wszystko usatysfakcjonowany, najważniejsze, że nie doznałem żadnej kontuzji i dalej mogę walczyć. Myśleniccy kibice są fantastyczni - dodał Juraj Raticak.

Po raz kolejny Myślenice udowodniły, że z roli gospodarza imprez MMA wywiązują się wzorowo. Jak zapewniali organizatorzy, następna gala odbędzie się kwietniu, więc można powiedzieć, że sztuki walki już na dobre wpisały się w kalendarz wydarzeń powiatu. Kto wie, może już w najbliższym czasie miasto stanie się miejscem, które nie będzie kojarzyło się już tylko z historią i piłką nożną, ale także z MMA?

Adrian Burtan Adrian Burtan Autor artykułu

Pasjonat mediów, bloger, wielbiciel historii i sportu, który inspiracji szuka podczas rozmów i obserwacji ludzi (WYDARZENIA).