Franciszek Wołek – pasjonat zabytkowych aut, właściciel serwisu samochodowego Bosch

Franciszek Wołek
– pasjonat zabytkowych aut, właściciel serwisu samochodowego Bosch
Franciszek Wołek przy samochodzie marki Metz Fot. Maria Gaczyńska

Jak zrodziło się pańskie zainteresowanie samochodami?

To jest związane z moim zawodem. Przez 20 lat pracowałem w zespole Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Myślenicach. Obecnie nie pracuję już w szkole, ale kształcę uczniów mechaniki pojazdów samochodowych oraz elektromechaniki samochodowej. Jest to zawód bardzo pożądany na rynku pracy, ponieważ wielkimi krokami zbliża się rewolucja na rynku motoryzacyjnym. W niedalekiej przyszłości samochody elektryczne zdominują nie tylko rynek światowy, ale i też Polski. W niektórych krajach już większość pojazdów jest zasilana elektrycznie. Jeśli chodzi o zabytkowe auta, to mój świętej pamięci ojciec Franciszek miał kiedyś warszawę. Jeździł nią w latach 50./60 XX wieku. Pozostało to w mojej pamięci i zrodziło tę pasję do kolekcjonowania zabytkowych aut. To właśnie warszawa była moim pierwszym samochodem, chociaż w tej chwili już jej nie mam. Dodam jeszcze taką ciekawostkę, że w latach 30. XX wieku w całej Polsce było ok. 11 tys. samochodów. Była to bardzo droga inwestycja, ponieważ płacono wtedy od wagi auta.

Jakie auta ma pan w swojej kolekcji?

Obecnie mam pięć zabytkowych pojazdów. Wszystkie są spalinowe. Najstarszy samochód marki Metz pochodzi z 1912 roku, obecnie go restauruję. W większości jest zrobiony z drewna. Nie ma prądnicy ani rozrusznika, lampy są na gaz karbid i na naftę. Tak się kiedyś jeździło. Ma charakterystyczną i bardzo rzadko spotykaną skrzynię biegów cierną – to jest prototyp skrzyni automatycznej. Następne auto to marka Overland Whippett z 1926 r. To nim woziłem Marszałka Józefa Piłsudskiego 11 listopada w trakcie myślenickich uroczystości z kościoła na rynek i później do Miejskiego Ośrodka Kultury i Sportu. Samochód kupiłem w Szwecji. To auto ma drewniane koła, silnik czterosuwowy, czterocylindrowy. Jest to kabriolet, samochód reprezentacyjny. Kolejne w mojej kolekcji to Renault Celtaquatre z 1934 r. To nim jeździł Mieczysław Fogg. Nie jest to potwierdzone dokumentami, ponieważ wszystkie zostały zniszczone w czasie II wojny światowej. Gdy skontaktował się ze mną jego prawnuk i pokazał zdjęcia tego samochodu to wszystko się zgadzało. W tamtych czasach niestety nie było numeru nadwozia i silnika, dlatego tych rzeczy nie można sprawdzić. Ten samochód tuż po Święcie Niepodległości zawiozłem do Muzeum Niepodległości. Można tam zobaczyć jak wygląda. Będzie tam stał do wiosny przyszłego roku. Następne auto, jakie mam w kolekcji marka Henkel z 1949 r. Pojazd o bardzo ciekawej historii. Samochód został zrobiony z niemieckiego samolotu Henkela, który uczestniczył w bombardowaniach w czasie II wojny światowej. Po wojnie zakazali jego produkcji, więc przerobili je na trójkołowe samochody, ale w bardzo małej ilości. Były produkowane w Niemczech oraz Anglii. Zachowano w nich autentyczną kabinę od samolotu Henkela. Jest on bardzo rzadko spotykany. Najmłodszy w mojej kolekcji jest samochód duży Fiat – taki nasz polski klasyk każdemu doskonale znany. Wszystkie pojazdy mam na żółtych tablicach. Oznacza to, że posiadają ok. 90% oryginału. Każde takie auto musi być ocenione przez rzeczoznawcę, czy się kwalifikuje, żeby mieć te tablice. W takich samochodach z żółtymi tablicami robi się tylko jeden raz przegląd techniczny, a ubezpieczenie wykupuje się tylko wtedy, kiedy jest potrzebne. Nie ma obowiązku prawnego zachowania ciągłości ubezpieczenia. Bardzo cenię sobie te auta, one mają duszę. Wszystkie przeżyły swoje lata, tkwi w nich pewna historia i to jest dla mnie piękne w tym wszystkim.

Czy uczestniczy pan w zlotach zabytkowych aut i czy otrzymywał Pan może kiedyś zaproszenie od producentów filmowych, żeby wypożyczyć któryś pojazd?

Tak, od lat uczestniczę w różnych zlotach i rajdach zabytkowych aut w Polsce, ale też i na świecie. Whippettem jeździłem na zloty po całym świecie, byłem dwa razy w Kaliningradzie, byłem też we Lwowie i we francuskiej miejscowości Troyes. Często otrzymuje pamiątkowe puchary i dyplomy, zazwyczaj za elegancję. Uczestniczę też w zlotach w Polsce, a od kilku lat sam też je organizuje. W przyszłym roku w czerwcu mam w planach 7. zlot Myślenice – Wieliczka- Niepołomice. Swoje zainteresowanie wyrazili już włodarze Wieliczki i Niepołomic. Ostatni 6. Zlot zorganizowany był pod hasłem „Szlakami Podhala” Mszana Dolna – Rabka – Nowy Targ. To był bardzo udany zlot. Zazwyczaj na takich eventach prezentuje się od 70 do 100 pojazdów z różnych lat. Każdy może zobaczyć na żywo zabytkowy samochód, porozmawiać z wystawcą. Zobaczyć auto w środku. Jest to uczta dla pasjonatów zabytkowych samochodów, tak że gorąco te zloty polecam. Przez takie właśnie wydarzania staram się tę moją pasję przekazywać młodym ludziom. Jeśli chodzi o produkcje filmowe, to tak, miałem okazję uczestniczyć w takim wydarzeniu ze swoim autem marki Whippet. Był to film o dawnej marce samochodowej Praga, kręcony przy skansenie w Wygiezłowie, koło Chrzanowa. Kiedyś w Oświęcimiu składano takie samochody z czeskich części.

 

Maria Gaczyńska Maria Gaczyńska Autor artykułu

Dziennikarka, interesuje się głównie sprawami społeczno-politycznymi miasta i regionu