Gwoździe do trumny

Gwoździe do trumny

W zagraconym pokoju gęsto było od tytoniowego dymu i pijanych głosów siwych mężczyzn jakby żywcem wyjętych z karykaturalnych obrazów Jerzego Dudy-Gracza. Ponad wszystko wybijał się głos, który wychodził spomiędzy flaszek wódki i piwa. Siwy mężczyzna tonacją głosu naśladował wiejskiego kaznodzieję. Głośno czytał z jakiejś mocno pomiętej książki:

„Chmury rozstąpiły się, a na niebie ukazało się wspaniałe słońce. Wyglądało jak srebrny dysk. Można było na nie bez trudu patrzeć, bo zupełnie nie raziło swoim blaskiem… - mężczyzna głośno czytał z jakieś pomiętej, małej książeczki. - Przypominało śnieżną kulę obracającą się wokół własnej osi. Czasami otaczały ją krwistoczerwone promienie, to znowu miało ono żółtą lub purpurową aureolę. Wydawało się, że wiruje z ogromną prędkością.

Nagle słońce oderwało się od nieba i zygzakiem zaczęło spadać na ziemię. Ludzie patrzący na to wszystko sądzili, że zbliża się koniec świata! Padli na kolana i błagali Boga o wybaczenie grzechów. Horror! Totalne przerażenie i strach z lękiem…

Cisza nastąpiła w pokoju. Czerwone twarze mężczyzn zastygły w bezruchu. Któryś powiedział cicho, że lepiej coś wypić niż tak się straszyć… Wyciągnął do mnie prędko napełniony kieliszek wódki.

- Nie piję - zaprzeczyłem.

- To może się papierosem poczęstujesz?

- Dziękuję. Papierosy to gwoździe do trumny…

- Oj, oj! Jaki mądry! A przecież trumna by się otworzyła, gdyby była bez gwoździ.

Na ten „argument” nie miałem nic do powiedzenia.

- Nie pali, nie pije - kpiła sobie ze mnie jedna podchmielona głowa. - O Fatimie z trudem słucha, z niedowiarstwem słucha! Co z takiego uczonego… A uczy mojego wnuka w szkole matematyki. Że dwa razy dwa jest cztery i dwa więcej niż dwa to też jest cztery. Wnuk nie może pojąć takich rachunków! Chciałby pewnie profesorek prostować gwoździe do trumny…

- Nawet nie siądzie przy polskim stole - poparła go w pretensjach druga głowa z grzywą siwych włosów, pięknych nad podziw. I to podziw w sam raz.

Czułem się doprawdy jak zardzewiały, osiemdziesięcioletni gwóźdź do trumny. Jeszcze żywy.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.