I pojechał do Zakopanego

I pojechał do Zakopanego

Obaj byli emerytami. Dwaj rośli mężczyźni. Namiętnie grali w totolotka. Godzinami wystawali na rynku. Kpili i szydzili ze wszystkiego. Mówili, że założą Partię Szyderców, bo jeszcze takiej nie ma, ale dwuosobową. Nie potrzebowali nikogo do partyjnego towarzystwa.

Nieźle im było. Pogadali i szli do swoich domów, aby znowu spotkać się następnego dnia. Koniecznie chcieli wygrać. Ze dwa miliony złotych. Chcieli kupić sobie domy w Zakopanem. To było ich wspólne pragnienie - marzenie. W tej materii nie szydzili. Byli bardzo poważni. Znali doskonale, mieli mnóstwo ofert. Byli w tej kwestii na bieżąco. Brakowało tylko wygranej, aby jechać do wyśnionego Zakopanego.

W ten poniedziałek Adam nie doczekał się na rynku Jurka. Poszedł więc sam pod blok, w którym on mieszkał. W domofonie rozległ się głos jego żony.

- Jurek jest w szpitalu. Niech pan wejdzie na górę, to wszystko opowiem.

Mówiła oschle bez łzy w oku. Jest podejrzenie o raka płuc. Zostawiono go na tydzień w szpitalu. Jest załamany. Potem ma jechać do sanatorium w Zakopanem. Nie spodziewał się tego. Przestał palić papierosy od roku. Coś go tam drażniło, pokaszliwał. Ale kto dziś nie kaszle?

Adam słuchał zdumiony. Przecież Jurek nigdy nie wspominał o żadnej chorobie. Kpili sobie obaj ze wszystkich, którzy wcześniej umierali. Gdzie ci durnie się spiszą? Sztywne leżenie pod ziemią to pozycja nie dla nich, u czarta!

Adam wiedział, że nie starczy mu odwagi, aby odwiedzić Jurka w szpitalu. Po tygodniu zatelefonował. Odebrała żona. Powiedziała, że Jurek jest już w Zakopanem. Nie chce jeść. Nie chce też zgodzić się na zabieg bronchoskopii. Miał dwóch kolegów, którzy tego zabiegu nie przeżyli… Płuca im strzeliły… Poprosił o zakopiański adres. Szły wielkanocne święta. Jak nigdy, Adam poczuł się bardzo mały, maleńki w tym Wielkim Tygodniu.

Postanowił napisać list do Jurka. Ze zdziwieniem i niedowierzaniem przyglądał się słowom, które na białej kartce stawiała jego ręka: „Jerzy, wyciągnij rękę do Boga. Twoje imię zaczyna się na tę samą literę. Jerzy nie wstydź się tego!”

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.