Jestem alkoholikiem

Jestem alkoholikiem
Spotkania Grupy Wsparcia Anonimowych Alkoholików „Ukleina” odbywają się trzy razy w tygodniu. Najwięcej osób przychodzi na niedzielne mitingi. Fot. A. Ostafin

Alkohol niszczy ich życie. Mimo to, trudno zerwać z nałogiem. Jedną z form pomocy osobom uzależnionym są grupy Anonimowych Alkoholików. Taka formacja, „Ukleina” działa również w naszym mieście. Masz problem? Przyjdź na miting, nie bój się, nie wstydź. Alkoholizm to choroba.

Grupa „Ukleina” powstała w Myślenicach w 1994 roku z inicjatywy ówczesnego burmistrza Stanisława Nowackiego. W ubiegłym miesiącu świętowaała swoje 25-lecie. Początkowo siedziba grupy znajdowała się na pierwszym piętrze Bramy Magistrackiej przy Rynku 27. Później przeniesiono ją do budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ul. Jordana, a obecnie „Ukleina” powróciła na rynek (parter Bramy Magistrackiej). W spotkaniach (poniedziałki, czwartki i niedziele o 17.00) bierze udział około 20 osób z województwa małopolskiego, a w niedziele bywa nawet 40. Są to ludzie w różnym wieku, od 26 do 70 lat, pijący lub od lat pozostający w stanie trzeźwości. Spośród członków grupy wyodrębniono rzecznika, skarbnika, mandatariusza i kolportera.

Pierwsze trzy spotkania miesiąca to tzw. mitingi otwarte – każdy może na nie przyjść, a później, jeśli będzie chciał, zapisać się do grupy. Uczestnicy rozmawiają ze sobą, wymieniają doświadczenia, wspólnie rozwiązują problemowe kwestie, np. w jaki sposób w różnych sytuacjach uniknąć sięgnięcia po alkohol. Każdy może też wybrać z grupy swojego sponsora - osobę z kilkuletnim stażem trzeźwości, z którym będzie mógł dodatkowo omówić problemy rodzinne. Co ważne, na spotkanie nie można przybyć po spożyciu alkoholu. Wymagana jest trzeźwość.

Twarda miłość

Rok po utworzeniu grupy dołączył do niej Franciszek, który obecnie pełni funkcję skarbnika. - Dzięki „Ukleinie” narodziłem się na nowo - mówi. Do grupy trafił dzięki swojej żonie. - Gdyby nie ona, sam bym się nie zdecydował na taki krok. Alkoholik sam nie zgłosi się na leczenie, inicjatywa musi pojawić się z innej strony, z tym, że samo „Idź do AA” nie pomoże. Trzeba działać. Moja żona początkowo nie wiedziała, jak ze mną postępować, gdy byłem pijany. By mnie nie denerwować, np. kupowała alkohol, jeśli zabrakło, dbała o mnie. Później, gdy zasięgnęła porad w AA, wiedziała już, że takie zachowanie nie jest dobre. Zmieniła je i to na mnie zadziałało. Już nie kupowała mi alkoholu, nie zabiegała o to, bym czuł się komfortowo. Była to taktyka tzw. twardej miłości – wspomina nasz rozmówca, który w najgorszym czasie swojej choroby pił nawet przez dwa miesiące dzień i noc. – Liczyła się tylko wódka, nic więcej.

Alkoholu próbował już będąc nastolatkiem – z ciekawości. Później pił więcej, ale nie miał z tym problemu. Wziął ślub, został ojcem, pracował. Gdy jego 10-letnia córka ciężko zachorowała – w efekcie podanej szczepionki została częściowo sparaliżowana, Franciszek nie mógł sobie z tym poradzić. Wtedy jego alkoholizm się nasilił. Mimo to kontynuował pracę, popijając w zakładzie. – Co 2, 3 godziny wypijałem pół szklanki wódki, żeby móc funkcjonować, a po powrocie do domu już bez umiaru.

Jego stan się pogarszał, kilka razy trafiał do szpitala na odtrucie, przechodził operacje, dostał zawału serca. Organizm był kompletnie wyniszczony.

Ani łyka alkoholu

W grupie AA Franciszek zobaczył, że nie tylko on zmaga się z takim problemem. – Poczułem się pewniej, bezpieczniej. Nie piję już od ponad dwudziestu lat. Przez trzy pierwsze lata byłem na tzw. suchym kacu. Ciągnęło mnie do picia, ale nie piłem, toczyłem wewnątrz siebie niesamowitą walkę. Teraz już alkohol na mnie nie działa – mówi. Już będąc w stanie trzeźwości Franciszka dotknęły rodzinne tragedie – w ciągu trzech lat zmarły jego dzieci i mama. Czy myślał o zapiciu smutków? – Nie. Już wiedziałem, że to nie jest dobre wyjście. Poza tym, szkoda mi było tylu lat starań o trzeźwość.

Teraz stara się on wykorzystać swoje trudne przeżycia, by pomóc innym. Podczas mitingów radzi, by walczyć z alkoholizmem, zanim będzie za późno. Jak zauważa, problem ten we współczesnym świecie narasta. – Ludzie borykają się z wieloma trudnościami, żyją w pędzie, stresie. Ukojenia szukają w trunkach. Oczywiście, można się napić pod wpływem stresującej sytuacji, ale później to picie przerwać. Niestety, często jest ono kontynuowane. Pamiętajmy, że chwilowo może i poczujemy się dzięki temu lepiej, ale nasz problem nie zniknie.

 

Anna Ostafin Anna Ostafin Autor artykułu

dziennikarka z pasją, ciekawa świata i ludzi, doświadczenie zdobywała w rozgłośni radiowej, portalach internetowych i wydawnictwach prasowych, absolwentka filologii polskiej (specjalność medialna).