Karnawał po Staropolsku

Karnawał po Staropolsku

Czas hucznych zabaw, tańców i wesołości zwany powszechnie karnawałem zawsze nosił w Polsce miano zapustów. Trwał i mijał - jak wspominają kronikarze - pod znakiem wszelakiej uciechy i radości, tudzież śpiewów i oszałamiających zabaw

Fascynacja folklorem trwa, a spontaniczność tego zjawiska zdumiewa nawet socjologów. W całym świecie niczym barwne fajerwerki mnożą się koncerty i festiwale, konkursy, karnawałowe zabawy i korowody, na których nie idole współczesnej estrady, lecz nieznani szerszemu ogółowi ludowi artyści przyciągają tłumy zaiste wielkie i potężne.

Międzynarodowe festiwale i spotkania folklorystyczne w Dijon i Confonlens we Francji, w Langollen w Wielkiej Brytanii i w wielu innych ośrodkach europejskich gromadzą jednorazowo po kilkanaście, nierzadko po kilkadziesiąt tysięcy widzów i uczestników. Wielokrotnie więcej przyciąga karnawałowa osobliwość świata, słynny brazylijski Karnawał w Rio de Janeiro. Zaiste dzieje się tak nie za sprawą krzykliwej reklamy.

Ludzie znużeni nieco wytartymi schematami nowoczesnej, masowej kultury, przychodzą na „kolorowe występy” i uliczne maskarady po prostu z potrzeby ducha; dla odświeżających przeżyć estetycznych, a nade wszystko dla zabawy. Czas hucznych zabaw, tańców i wesołości zwany powszechnie karnawałem zawsze nosił w Polsce miano zapustów. Trwał i mijał - jak wspominają kronikarze - pod znakiem wszelakiej uciechy i radości, tudzież śpiewów i oszałamiających zabaw.

Nadzwyczaj wesoło było także na nadrabiańskich terenach, gdzie po zaśnieżonych bezdrożach i wertepach wiejskiego krajobrazu, w fantazyjnych czapach i wymyślnych kostiumach „błądzili” wiejscy przebierańcy, idący „po drobsku”, z humorem i dobrymi życzeniami… A zwykło się chodzić w pojedynkę, parami lub całą gromadą. Grupę tworzyli zazwyczaj „Cyganie” z kukłą na ręku (jakoby zziębniętym i głodnym dziecięciem), „Żyd” garbaty z „kozą” - młodym pannom nie dający spokoju; „dziad” wzbudzający wesołość gawiedzi; żołnierze” w fantastycznych czapach i mundurach oraz inni śmieszni i weseli w usposobieniu bohaterowie karnawałowego obyczaju. Żartobliwymi wierszami i powiedzonkami, wesołym zaśpiewem i muzyką namawiano gospodarzy do słodkich i hojnych darów; wpraszano się na poczęstunek, na kielich dobrej wódki albo miodu.

Szczególnie wesoło upływał czas w wiejskich gospodach Krzywaczki i Osieczan, gdzie zwłaszcza w tradycyjne ostatki ściągały gromady zapustnych „drabów”, by śpiewem i tańcem czas karnawałowej swawoli poświadczyć i hucznie zakończyć. Karnawałowych przebierańców przyjmowano w istocie wszędzie i w każdym domu, bo „tu tylko szczęście będzie, gdzie drab przybędzie…”.

Tradycje zapustnych zabaw odbywających się w tradycyjnej konwencji niestety powoli zamierają. Szybkie procesy cywilizacyjne i kulturotwórcze stopniowo wypierają stary obyczaj. Chodzenie „po drobsku” stało się szczególnie dla młodych wstydliwym zwyczajem. Zdecydowanie chętniej oglądamy dziś i podziwiamy z pozycji widza owe resztki rodzimego folkloru, rzadziej natomiast uczestniczymy w tym zjawisku, jako twórcy i wykonawcy, jako aktorzy tej wielce pięknej, beztroskiej zabawy i ludowej improwizacji.

To właśnie z inspiracji lokalnych zwyczajów i obrzędów zimowych, w imię zachowania tej tradycji pojawił się w roku 1972 pomysł projektu pt. „Karnawał po Staropolsku”. Impreza, której bezpośrednim organizatorem był wówczas Powiatowy Dom Kultury została pomyślana, jako konkurs dla wszystkich funkcjonujących wówczas placówek kultury powiatu myślenickiego. W jego organizacji uczestniczyli ponadto: myślenickie Muzeum Regionalne PTTK oraz Zarząd Powiatowy ZMW. Organizatorom chodziło o to, by czas karnawału wypełnić ciekawymi formami zbiorowej zabawy i rozrywki.

Konkurs na najciekawszą imprezę karnawałową wyzwolił wręcz prawdziwą lawinę pomysłów, w sumie 231 imprez, w tym 65 plenerowych. Były to m.in. kuligi połączone z odwiedzinami sąsiednich klubów wiejskich, konkursy na śniegu, zabawy kostiumowe, szopki noworoczne na wzór radiowych i telewizyjnych z tekstami dotyczącymi spraw lokalnych, koncerty życzeń, spotkania towarzyskie typu „zimowa herbatka”, tradycyjne choinki i zabawy noworoczne dla dzieci, występy zespołów obrzędowych - „Herodów” i grup kolędniczych, „chodzenie na podłazy” z życzeniami noworocznymi, wystawy rekwizytów obrzędowych itp..

Bezpośrednimi realizatorami imprez terenowych były wiejskie kluby kultury „Ruch” i „Rolnika”, świetlice wiejskie i zakładowe, gminne ośrodki kultury i działające tam społeczne rady programowe, a także koła Związku Młodzieży Wiejskiej. W konkursowe szranki stanęło 27 ośrodków. Zanotowaliśmy wówczas liczne pokłady pomocy ze strony Zarządów Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, Kółek Rolniczych, Międzykółkowych Baz Maszynowych, Kół Gospodyń Wiejskich oraz nauczycieli miejscowych szkół.

Karnawałowe imprezy okazały się nadzwyczaj skutecznym bodźcem ożywiającym działalność wiejskich klubów. Wyzwoliły wiele nowatorskich pomysłów, zaktywizowały społeczny ruch kulturalny, ożywiły wnętrza wiejskich placówek przyciągając niemałe rzesze publiczności.

 

Jan Koczwara Jan Koczwara Autor artykułu

Pasjonat, kolekcjoner i baczny dokumentalista lokalnych - i nie tylko - wydarzeń społecznych, kulturalnych oraz artystycznych. Człowiek o fenomenalnym dorobku naukowym i artystycznym pełen skromności i kultury osobistej.