Kryminał jak zwierciadło

Kryminał jak zwierciadło
Fot. fot. Bogdan Żak

Akcja debiutanckiej powieści Katarzyny Żak toczy się w pewnym podkrakowskim miasteczku, które mieszkańcowi naszego regionu może wydawać się zaskakująco znajome, podobnie jak postaci pojawiające się na kartach książki.

O to czy dobrze się nam wydaje oraz o kulisy powstawania tej wciągającej fabuły zapytaliśmy samą autorkę Katarzynę Żak

Katarzyna Żak - pisarka hobbystka. Nagradzana wielokrotnie w konkursach literackich, swobodnie oscyluje między science-fiction, kryminałem i felietonem - w zależności od humoru. Za papierowy debiut uznaje publikacje opowiadania „Powrót ad fontem w SFFiH” (wcześniej nagradzanego w konkursie „Horyzonty wyobraźni” w 2010 r.). Opublikowała także opowiadania „Morderstwo na jedynkę” (w „Kryminalnych opowiadań tomie”, Wyd. TWINS, 2009), „Gdzie diabeł mówi dobranoc” (w numerze specjalnym internetowego czasopisma „QFant”, 2012) oraz Wyspa A. 1474 (w antologii „Teorie spisków”, Wyd. Craiis, 2013). W wolnym czasie wędruje po górach, fotografuje i podróżuje.

W 2016 roku ukazał się jej powieściowy debiut „Nie ma tego złego” (Wyd. Czwarta Strona) czyli zaskakująca, zabawna a zarazem znakomicie napisana kryminalna łamigłówka. Główna bohaterka Zuzanna układa swoje życie od nowa – bez narzeczonego, za to z kredytem i nową pracą . Z pomocą panny Krystyny, znanej wszystkim mieszkańcom błyskotliwej i ironicznej emerytki, Zuza angażuje się w dziennikarskie śledztwo. Akcja debiutanckiej powieści Katarzyny Żak toczy się w pewnym podkrakowskim miasteczku, które mieszkańcowi naszego regionu może wydawać się zaskakująco znajome, podobnie jak postaci pojawiające się na kartach książki. O to czy dobrze się nam wydaje oraz o kulisy powstawania tej wciągającej fabuły zapytaliśmy samą autorkę.

Stanisław Lem powiedział kiedyś, że gdy pisał „Solaris” to nie wiedział jak się ta książka skończy. A czy Katarzyna Żak od początku „Nie ma tego złego” wiedziała kto zabił?

Oczywiście! Przecież autor kryminału jest równocześnie detektywem, ofiarą i mordercą. I wszystkimi innymi postaciami po drodze. Istnieją pisarze, którzy dają się porwać fabule, jednak w przypadku kryminału nie jest to takie proste. Wszystkie wątki muszą się zazębiać, motyw i sposobność muszą ze sobą współistnieć, nawet jeśli uwzględnimy pierwiastek emocji i losowość zdarzeń. Cóż… w książkach ta „przypadkowość” jest przecież pod ścisłą kontrolą autora. Trzeba podjąć z czytelnikiem swoistą grę. Podrzucać mu ślady – te autentyczne i te mylne, by sam, strona za stroną, poszukiwał rozwiązania łamigłówki. Nie można nagle, w ostatnim rozdziale, wprowadzać postaci czy tropów, które niczym Deus ex machina wyjaśnią nam całą intrygę. Więc z jednej strony należy trzymać czytelnika w niepewności, z drugiej jednak dawać mu do ręki wątki, które po zakończeniu akcji złożą się w spójną całość i będzie on mógł stwierdzić: „Ach… Więc to tak…”.

Jak to wygląda w praktyce?

Punkt pierwszy to plan. Nie mam możliwości, by pisać tak długi tekst „od ręki”, w trzy -cztery miesiące. Muszę więc pracę rozłożyć na dobrze zaplanowane etapy, tak, by w każdym momencie móc wejść w dowolny punkt fabuły i napisać choćby dwie strony. Oznacza to, że punktem startowym jest stworzenie mapy: rozpisanie rozdziałów, bohaterów, ich wzajemnych powiązań i – przede wszystkim – szczegółów papierowego morderstwa. W praktyce oznacza to ścianę zalepioną mnóstwem kartek, by jednym rzutem oka można było objąć całość.

A skąd pomysł akurat na kryminał?

Wybór gatunku wynika z moich własnych zamiłowań czytelniczych: po prostu kocham kryminały Agathy Christie, a szczególnie pannę Marple, co dla czytelników „Nie ma tego złego” jest dość widoczne. Zastanawiałam się, jak można by przenieść taką klasyczną postać na post-galicyjską prowincję i jak wówczas by ona funkcjonowała. Dodatkowym utrudnieniem było ograniczenie możliwości poruszania się, gdyż biedna panna Krystyna złamała nogę i całe śledztwo musi prowadzić w oparciu o relacje innych osób.

Drugim odnośnikiem był punkt, w którym zawiązuje się intryga. Jest to zjazd absolwentów grodowskiego liceum. Pomysł narodził się, gdy sama uczestniczyłam w takim spotkaniu z okazji 12-lecia matury. Wówczas to była tylko przelotna myśl, że w zamkniętym kręgu podejrzanych, zupełnie jak Poirot, można szukać mordercy, a sceneria spotkania klasowego daje wiele możliwości rozwinięcia fabuły.

A propos małego miasteczka… nikt się na Ciebie nie obraził po przeczytaniu książki?

A powinien?

Wiele postaci jest tak namalowanych, że człowiek odruchowo szuka ich pierwowzorów na ulicach Myślenic.

Nie, a przynajmniej nie w skali jeden do jeden, ale to dosyć charakterystyczne, że sporo osób, które przeczytało książkę, zadaje mi pytanie: a czy ten a ten… i tu pada imię bohatera z książki, to w rzeczywistości jest konkretna osoba?

Nie jestem Wyspiańskim i nie pisałam „Wesela”. Natomiast bohaterowie to istny konglomerat różnych zachowań i osobowości, trochę jak u Michała Bałuckiego w „Typach i obrazkach krakowskich”. Oczywiste są pewne przerysowania, ale wynikają one z faktu, że postaci powinny być wyraziste i zapadać w pamięć. Budując danego bohatera trzeba go wpasować nie tylko w wątek morderstwa, ale też zaopatrzyć w relacje społeczne i rodzinne. Tym sposobem powstał zbiór postaci, które są dość uniwersalne. Czytelnicy z innych podkrakowskich miast Chrzanowa, Trzebini czy Krzeszowic, czytając tekst też mówią „to nasz rynek”. Może małe miasta są do siebie po prostu podobne i zawsze znajdzie się tam krąg postaci rodem z Grodowa.

Czytając książkę w kilku momentach byłem przekonany, że niektóre sytuacje muszą być w całości przeniesione z życia, na przykład gdy główna bohaterka przypomina sobie jak została wyrzucona wraz z koleżankami z czytelni biblioteki przez dyrektorkę tej placówki za zbyt głośne rozmowy.

Nie spotkała mnie nigdy taka historia, choć trzyma się ona zasady prawdopodobieństwa. Natomiast jest w książce kilka sytuacji, które usłyszałam w anegdotach od znajomych, bądź których byłam świadkiem. Stąd wniosek, że zmysł obserwacji przy pisaniu jest nadzwyczaj przydatny.

Czego nie wiemy o autorce „Nie ma tego złego”?

Tego, że karierę czytelniczą zaczynałam od „Dzieci z Bullerbyn”, lubię humor Cejrowskiego, opowiadania Pilipiuka, eseje Asimova, składanki smooth jazzu Niedźwieckiego, włoskie lody i kawę – w każdej ilości.

Trzy najlepsze książki Agathy Christie?

O właśnie! To jest takie pytanie, którego z kolei nie lubię! Bo co to znaczy „najlepsza książka”? Gust czytelniczy mam wybitnie eklektyczny, a o gustach ponoć się nie dyskutuje. Ale co bym mogła polecić? „Zwierciadło pęka w odłamków stos”, „Morderstwo odbędzie się…” – oczywiście z panną Marple, „Niemego świadka”, „”Pięć małych świnek” z Herkulesem Poirot.

Masz już pomysł na następną książkę?

Mam już nawet coś więcej niż pomysł, ale lepiej nie uprzedzać faktów. Na razie cieszę się z pierwszej wydanej książki.

 

„Nie ma tego złego”

Katarzyna Żak
Seria: seria z babeczką
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Życie Zuzanny zmienia się o 180 stopni, gdy narzeczony porzuca ją dla innej. Zostaje jej niespłacony kredyt i puste mieszkanie, które miało być wymarzonym gniazdkiem. Po powrocie do rodzinnej miejscowości Zuza stara się zacząć wszystko od nowa. Jako dziennikarka lokalnej gazety niespodziewanie angażuje się w rozwikłanie tajemnicy morderstwa. Pomaga jej w tym wzbudzająca respekt we wszystkich mieszkańcach panna Krystyna – błyskotliwa i ironiczna emerytka pasjonująca się szydełkowaniem oraz… zagadkami kryminalnymi.

Miasto huczy od plotek, a w plątaninie tropów niełatwo znaleźć właściwy ślad… Czy dawne sympatie i szkolni wrogowie pomogą, czy przeszkodzą w rozwiązaniu zagadki? Czy nieprzyjemna prawda przesłoni idealny obraz dawnych przyjaźni?

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).