Festiwal lata

Kuchenne rewolucje w domowych pieleszach

Kuchenne rewolucje w domowych pieleszach
Fot. fot. z archiwum prywatnego Anny Czudeckiej-Wrony

Kuchnia to moje miejsce w domu, tu nieustannie testuję swoje możliwości, próbuję nowych smaków, ale i wciąż odkrywam rzeczy, których nigdy nie robiłam. W kucharzeniu uwielbiam to, że nie istnieją granice, zawsze zostanie coś do odkrycia, a to, co dla mnie jest pasją, uszczęśliwia i syci innych.

To, co robię, wynika z codziennych obowiązków żony i matki – przygotowanie obiadu, upieczenie ciasta na niedzielę… Bo ciasto co niedzielę musi być.

Niejednokrotnie jednak jest czymś więcej, nie uznaję bowiem typowych obiadów: mięso plus ziemniaki. Eksperymentuję w kuchni na każdym kroku, rzadko kiedy na obiad jest to samo.

Na rodzinną imprezę nie zdarzyło mi się zrobić dwa razy tej samej sałatki. Uważam, że dobra gospodyni powinna umieć zrobić wszystko. Sama więc robiłam przetwory, piekłam chleb – na drożdżach i na zakwasie, pizzę czy domowe ciasto francuskie, ale i robiłam sama czekoladę czy ptasie mleczko. To właśnie ta słodka strona gastronomii jest moim kuchennym konikiem. Kiedy zapragnę zjeść coś konkretnego, męczy mnie to tak długo, aż nie zrealizuję swojego pragnienia. Na każde urodziny syna czy inną okoliczność sama piekę i dekoruję tort zgodnie z życzeniem solenizanta. Był tort w kształcie wozu policyjnego, od kilku lat jednak tort musi zawierać motyw z Lego Ninjago. Stąd w ubiegłym roku jeden był w kształcie ulubionego ninja, a drugi z klockami Lego i ludzikami. W tym roku zaś była to głowa Jay’a, ninja błyskawic. Oczywiście te desery różnią się nie tylko wyglądem, ale i smakiem. Uwielbiam testować nowe połączenia, dostosowywać je do kubków smakowych moich konsumentów i swoich własnych.

Nie miałam jeszcze okazji w domowej kuchni poeksperymentować z sushi, ale mam nadzieję, że niebawem to nadrobię. Marzę o tym, aby przez cały dzień siedzieć w kuchni i testować wciąż nowe przepisy. Toteż z tyłu mojej głowy od pewnego czasu mieszka myśl, by otworzyć własną kawiarnio-cukiernię. Choć obecnie nie mam takiej możliwość, łatwo z tego marzenia nie zrezygnuję.

Kuchnia to bez wątpienia moje miejsce na ziemi, mój sposób na nieustanne poddawanie się próbom, ale i niegasnąca tęsknota – przecież wciąż zostaje coś, czego jeszcze nie zrobiłam; połączenie, którego nie przetestowałam. Choć dziś właściwie nie trzeba gotować, by przeżyć, ja nie wyobrażam sobie życia bez kuchni, a szczególnie bez piekarnika. Mimo, że dzisiaj łatwiej można wynająć salę czy zamówić catering na uroczystość rodzinną, ja wciąż raczę swoich gości własnoręcznie przyrządzonymi potrawami.

Anna Czudecka-Wrona