Lepszego powietrza nie będzie?

Miasto 5 listopada 2019 Wydanie 41/2019
Lepszego powietrza nie będzie?
Oddychamy zatrutym powietrzem, a skutki tego są dla naszego zdrowia katastrofalne

Benzo(a)piren, pył PM10, pył PM2,5, dwutlenek azotu NO2, dwutlenek siarki SO2 – jeszcze kilka, czy kilkanaście lat temu nazwy te niewiele mówiły przeciętnemu człowiekowi. Dziś większość z nas ma świadomość, co oznaczają: oddychamy zatrutym powietrzem, a skutki tego są dla naszego zdrowia katastrofalne.

Mgła z dymu

Temat smogu powraca jak bumerang każdej jesieni. Samo słowo wywodzi się z języka angielskiego „smoke” – „dym” oraz „fog” – „mgła”. W polskich miastach najczęściej mamy do czynienia ze smogiem typu londyńskiego – charakterystycznego dla umiarkowanej strefy klimatycznej i powstającego głównie od listopada do stycznia, czasem do marca. Powstaje on na skutek wymieszania powietrza z zanieczyszczeniami i spalinami. Na pojawienie się smogu wpływa zarówno coraz większa liczba samochodów, przemysł, palenie węglem, jak i pogoda, czy ogólne uwarunkowania terenu. Największe problemy ze smogiem w okresie jesienno–zimowym mają te miejscowości, które znajdują się w nieckach. Przykładem może być tu i Kraków i – niestety – Myślenice. Takie położenie powoduje, że często dochodzi do inwersji termicznej: nad gruntem, na terenach nizinnych mamy chłodniejsze powietrze niż na terenach górzystych. Szkodliwe cząsteczki unoszą się wówczas do góry i pozostają blisko powierzchni ziemi – co wygląda jak mgła. Jeśli do tego dodamy bezwietrzną pogodę i dużą wilgotność powietrza – zanieczyszczenia się kumulują. Warstwa cieplejszego powietrza ponad niecką działa wówczas jak korek – nie pozwala zanieczyszczeniom na rozproszenie się w atmosferze, zatem brudne powietrze – w postaci żółto–mlecznej mgły – zalega nad miastem, dopóki nie zmieni się pogoda. Wybawieniem wówczas jest silny wiatr albo opady deszczu.

Złożony problem

Skąd jednak zanieczyszczenia, które unoszą się w tej mgle? Jedni twierdzą, że winny jest przemysł i związana z nim działalność fabryk, inni – że wzmożony ruch samochodowy, a jeszcze inni, że spalanie śmieci. Problem w tym, że nie ma jednego czynnika, który odpowiada za psucie powietrza. Pyły i gazy są emitowane do powietrza głównie w wyniku: spalania paliw stałych w piecach i kotłach domowych (tzw. niska emisja), spalania paliw płynnych w silnikach samochodowych (tzw. emisja liniowa), spalania paliw stałych w energetyce i przemyśle (tzw. wysoka emisja), procesów przemysłowych oraz emisji wtórnej zanieczyszczeń pyłowych z powierzchni odkrytych np. dróg, chodników, boisk oraz z powierzchni pylących. Na stan powietrza w Myślenicach wpływa nie tylko palenie węglem przez mieszkańców, ale również duży ruch samochodowy – tak w samym mieście (te poranne i popołudniowe korki!), jak i na zakopiance oraz stan powietrza w sąsiednich miejscowościach. Na dobrą sprawę dopiero eliminacja wszystkich powyższych czynników mogłaby poprawić jakość powietrza, którym oddychamy. Wydaje się to równie możliwe, jak przeniesienie Myślenic, czy Krakowa w bardziej przyjazne położenie geograficzne. Co oczywiście nie oznacza, że – oprócz sezonowego narzekania na jakość powietrza – nie należy nic robić. Nawet nieznaczna poprawa jakości powietrza ma korzystny wpływ na nasze zdrowie. Warto więc redukować źródła zanieczyszczeń, na które mamy wpływ. Zacząć trzeba od wymiany pieców.

Piece do wymiany

Jeszcze do niedawna większość domów w Myślenicach ogrzewana była piecami na węgiel, z czego większość to piece działające w oparciu o technologię bliższą XIX, niż XXI wiekowi: kotły z drzwiczkami i rusztem, które wyrzucają do powietrza gigantyczne ilości zanieczyszczeń, w postaci szarego lub żółtego dymu, który unosi się nad kominami. Tymczasem piece tzw. piątej klasy, choć również opalane węglem, wyrzucają do atmosfery co najmniej dziesięć razy mniej zanieczyszczeń, niż te najstarsze. W tym momencie dochodzimy do kwestii finansowych. Ludzie nie palą węglem, bo im tak wygodnie – tylko dlatego, że to wciąż najtańsza forma ogrzewania. Jedynie miejska sieć ciepłownicza byłaby konkurencyjna w tym względzie, ale na taki „luksus” mogą sobie pozwolić tylko największe miejscowości. Dlatego wiele gmin stara się wykorzystać środki zewnętrzne, by dopłacić mieszkańcom do wymiany starych pieców na te bardziej nowoczesne. Zwłaszcza że do końca 2020 roku trzeba wymienić wszystkie „kopciuchy”, które nie spełniają wymogów 3. klasy emisyjności. Od 1 stycznia 2023 roku zakaz eksploatacji obejmie wszystkie pozaklasowe kotły oraz kominki o sprawności cieplnej poniżej 80%. Cztery lata później, czyli w 2027 r., zabronione będzie również użytkowanie kotłów 3. i 4. klasy.

Do tej pory w Myślenicach udało się – w ramach dofinansowania ze środków unijnych – wymienić „kopciuchy” na piece ekologiczne w 270 gospodarstwach. Zapotrzebowanie jest dużo większe – około pół tysiąca osób wpisało się na listę oczekujących – gdyby pojawiły się dodatkowe środki unijne na ten cel. Gmina złożyła wniosek w tej sprawie, ale póki co jest na liście rezerwowej. Wymiana pieców prowadzona była od początku 2018 r. Dlaczego tak późno? Czy wcześniej nie podjęto żadnych działań w tej materii? Według Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, nawet jeśli podjęto – to w stopniu niewystarczającym. Według danych WIOŚ: z mających zostać wymienionych 549 pieców w latach 2013–2015 wymieniono (uwaga!): 0,7 proc. Zostawmy to bez komentarza.

Ratunkiem może się okazać rządowy program „Czyste Powietrze”, oferujący dofinansowanie na wymianę pieców, docieplenie domów, instalację odnawialnych źródeł energii (takich jak kolektory słoneczne i instalacja fotowoltaiczna), czy montaż wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Jedynym minusem programu może być sam wniosek – a właściwie jego poprawne wypełnienie. Do łatwych i prostych on raczej nie należy. Dużym udogodnieniem jest zatem możliwość uzyskania pomocy w jego uzupełnieniu w Urzędzie Miasta i Gminy, (Wydział Mienia, pok. nr 23). Zainteresowanie jest spore – do tej pory z powiatu myślenickiego wpłynęło już ponad 1 000 wniosków.

Ludzie palą śmieci?

Wymiana pieców to jedno, ale to czym w nich palimy – to inna kwestia. Przypomnijmy, że od 1 lipca 2017 w Małopolsce obowiązuje zakaz spalania mułu i flotu węglowego, węgla kamiennego o uziarnieniu 0–3 mm, drewna i innej biomasy o wilgotności powyżej 20%. Żeby tylko jednak chodziło jedynie o węgiel złej jakości. Ten temat – jak i sam temat smogu – również powraca co sezon. Na ulicach, podczas rozmów, na portalach i forach internetowych, w lokalnych gazetach aż huczy – „ludzie palą śmieci”. Trzeba edukować i informować, bo społeczność wciąż nie wie, nie ma świadomości, że truje. Siebie i nas, swoje i nasze dzieci. Palą wszystko: butelki plastikowe, pampersy, lakierowane drewno, puszki.

Tylko, czy na pewno? W sezonie 2017/2018 straż miejska przeprowadziła 262 kontroli pieców. W 27 przypadkach ujawniono nieprawidłowości dotyczące termicznego przekształcania substancji zabronionych. W większości przypadków, do pieca były wrzucane nie śmieci, lecz elementy drzewa polakierowanego: pocięta boazeria, płyty wiórowe, stara stolarka okienna lub elementy płyt meblowych. Na 33 zgłoszenia przyjęte od mieszkańców, tylko 7 okazało się zasadnych i dochodziło tam do spalania substancji zabronionych. Z kolei w sezonie 2018/2019 (stan na dzień 30.10.2019) przeprowadzono 488 kontroli, w trakcie których stwierdzono 52 nieprawidłowości. Na 58 zgłoszeń przyjętych od mieszkańców, tylko w 12 przypadkach dochodziło do spalania substancji zabronionych.

Dużo? Mało? Wciąż za dużo, ale chyba jednak dużo mniej, niż powszechnie sądzimy. Prawda jest taka, że świadomość odnośnie palenia śmieci jest dużo większa, niż jeszcze 2–3 lata temu. Więc skąd ten dym? Skoro po przyjeździe straż miejska nie znajduje niczego oprócz węgla – który ma odpowiednie dokumenty i certyfikaty? Skoro nawet badania popiołu nie wykazują żadnych niewłaściwych materiałów, które byłyby spalane? Częstotliwość takich sytuacji skłoniła straż miejską oraz referat Ochrony Środowiska z Wydziału Mienia UMiG do wysłania prośby o skontrolowanie składów opału w gminie Myślenice przez Inspekcję Handlową w Krakowie. Jak poinformowała nas naczelnik kontroli opału, do tej pory przeprowadzono jedną kontrolę w gminie Myślenice i żadnych nieprawidłowości nie stwierdzono.

Będzie lepiej?

Jeśli wymienimy wszystkie piece, ograniczymy ruch samochodowy, zadbamy o zieleń w mieście – być może odczujemy znaczną poprawę jakości powietrza, którym oddychamy. Być może. A może nie. Proszę spojrzeć na stolicę Małopolski. Jeśli przyjrzymy się mapie zanieczyszczeń w Krakowie, zauważymy znaczną poprawę w stosunku do lat ubiegłych. Wszędzie zielone znaczki, zamiast czerwonych, oznaczających najwyższy stopień zanieczyszczeń. Idylla trwa do godziny 16, czasem 17. Potem na czerwono „zaświecają” nam się okoliczne miejscowości: Zabierzów, Zielonki, Rząska, Wieliczka, Skawina – około dwóch, trzech godzin później czerwono jest już w Krakowie.

Prawda jest taka, że powietrze w Krakowie nigdy nie będzie czyste, jeśli w okolicznych miejscowościach nadal będzie spalany węgiel. Podobnie jest w Myślenicach. Z racji położenia geograficznego, to, jakie mamy powietrze w mieście, zależy również od naszych sąsiadów. Zmiany muszą objąć dużo większy zasięg, niż tylko miasto Myślenice. Jesteśmy połączeni – i chociaż połączeń tych nie widzimy, możemy je doskonale poczuć – w powietrzu, którym oddychamy.

Marta Duszyk