List do redakcji z 26 sierpnia 2019r.

Region 27 sierpnia 2019 Wydanie 31/2019
List do redakcji z 26 sierpnia 2019r.

W dniu wczorajszym na terenie schroniska na Kudłaczach (rejon Myślenice) mój mąż został pogryziony przez psa rasy amstaff. Po przejściu szlaku weszliśmy na teren schroniska i mój mąż przechodząc koło grupki pijanych ludzi został zaatakowany przez ich psa (pies bez kagańca, jedynie na smyczy, ale właścicielka nie dała rady go utrzymać). Na miejsce zdarzenia przyjechała karetka, która zwiozła mojego męża do szpitala i policja, która ukarała właścicielkę psa mandatem o wysokości 100 zł (?!). Dodam jeszcze, że towarzystwo odpowiedzialne za psa (które miało jeszcze 2 psy ze sobą - wszystkie bez kagańca) śmiało się z nas i wyzywało nas gdy czekaliśmy na policję - pewnie już wiedzieli jak wysoki czeka ich mandat. Wychodzi na to, że jedyną poszkodowaną stroną jest mój mąż, który musiał poddać się hospitalizacji i nabawił szoku.

Pijane towarzystwo z amstaffem bez kagańca dostało tylko 100 zł kary a policja nawet nie kazała im założyć psom kagańce. Ciekawa jestem, czy tak samo by rechotali jakby przechodziło koło tego psa dziecko i by mu ten pies odgryzł głowę. W ogóle zauważyłam, że w rejonie Myślenic ludzie dość luźno podchodzą do kwestii trzymania psów, gdy szliśmy lasem do schroniska minęły nas 3 wilczury puszczone luzem (znów bez kagańców) przez jakiegoś grzybiarza. Owszem psy nie były agresywne, ale sam widok 3 wilczurów, które okrążają człowieka ze wszystkich stron pośrodku lasu (właściciela nawet nie było widać na horyzoncie) może przyprawić człowieka o zawał serca a jak sie idzie z dzieckiem to już o tragedię nie trudno.

Może wasza Gazeta zainteresowałaby się niską świadomością ludzi, którzy żyją w regionie i puszczają swoje psy bez opieki, bez kagańców, a potem śmieją sie i wyszydzają ofiary swoich piesków.

Ja jako turystka już nigdy w ten region Polski nie zawitam. Jestem w szoku po tym jak widziałam jak mój mąż jest atakowany przez psa na oczach wszystkich, a potem ja i moi rodzice (starsi ludzie) zostaliśmy jeszcze zwyzywani, że śmialiśmy zadzwonić po karetkę i policję. Widocznie wg tych psiarzy mój mąż z lejącą sią raną na brzuchu powinien schodzić sam na własnych nogach byleby nie zaszkodzić amstaffowi.

Pozdrawiam

Olga Kubacka