Między Młotem A Kowadłem...Zagubione Piękno

Między Młotem A Kowadłem...Zagubione Piękno

Ludowym tradycjom rzemieślniczym cywilizacja grozi zagładą... Grozi unicestwieniem...W takiej oto sytuacji znalazło się m.in. kowalstwo, które jeszcze w ubiegłym wieku rozwijało się wśród wielu dziedzin tzw. zajęć pozarolniczych w sposób nadzwyczaj prężny i ożywiony. Miało to bezpośredni związek z uprawą roli i produkcją gospodarstw rolnych.

Każda wieś miała swego kowala, a niekiedy nawet kilku reprezentantów tego zawodu zajmujących się produkcją rozmaitych i niezbędnych w gospodarstwie rolnym narzędzi pracy, a ponadto trudniących się też okuwaniem wozów i koni. Swoistym curiosum były w tej dziedzinie Świątniki Górne, a na naszym terenie Sułkowice, które przez całe dziesięciolecia XIX i XX wieku opierały swoją egzystencję głównie na tej dziedzinie rzemiosła. „Tu przy każdym domu stoi kuźnia...” - mawiali jeszcze przed sześćdziesięcioma laty tamtejsi mieszkańcy.

Tymczasem... Przypomnijmy...W I poł. XVII wieku Sułkowice miały zaledwie dwóch kowali. W II połowie XVIII w. było ich 60. W 1858 roku liczba ta wzrosła aż do 700. Bardziej zorientowani obserwatorzy i badacze dziejów sułkowickiego rzemiosła wymieniają nawet liczbę tysiąca kowali. W rozlicznych publikacjach funkcjonuje – z dawien dawna – pojęcie... „Osiedle tysiąca kowali”, czyli osiedle z wyjątkowo rozbudowaną siecią warsztatów, sprawnie funkcjonujących kuźni. Ten stan rzeczy zapewne sprawił, że w niedługim czasie – w 1887 roku powstało w Sułkowicach niezwykle prężnie działające Towarzystwo Kowali zrzeszające w swoich szeregach ponad 150 majstrów. W XIX w., gdy żelazo stało się bardziej dostępnym surowcem, asortyment wyrobów kowalskich znacznie się poszerzył i stał się bardziej urozmaicony. Na tzw. rynku produktów żelaznych pojawiają się m.in. metalowe kraty, zawiasy, okucia do drzwi i wozów; nierzadko też wyroby o formach i kształtach noszących wyraźne znamiona artystycznej roboty. Lata 60 ub. stulecia ten stan rzeczy zdecydowanie zmieniają. Po okresie wyjątkowego rozkwitu, tradycyjne kowalstwo zaczyna stopniowo obumierać. Konkurencją stały się przedmioty i wyroby żelazne pochodzenia przemysłowego. Zastępy mistrzów młota i kowadła wyraźnie przerzedzają się. Wielu z nich znajduje zatrudnienie w innych gałęziach produkcji nie mających już nic wspólnego z tradycyjnym kowalstwem. Część kowali o wieloletniej praktyce i doświadczeniu podejmuje pracę m.in. w tamt. Metalowej Spółdzielni Pracy „Kuźnia”.

Chcąc zachować tę niezwykle charakterystyczną dla Ziemi Krakowskiej tradycję – funkcjonujące wówczas instytucje szeroko pojętej kultury- postanowiły temu jakoś zaradzić. Wspólnym wysiłkiem podejmują pierwsze próby pobudzenia i ożywienia kowalstwa. W 1960 roku Wydział Kultury WRN w Krakowie wraz z tamtejszą Sekcją Badania Plastyki Ludowej Instytutu Sztuki PAN ogłaszają pierwszy wojewódzki konkurs na wyroby kowalstwa artystycznego. Ziemię Myślenicką reprezentowało wówczas 6 kowali: Władysław Bochenek, Stanisław Kania i Michał Moskal z Sułkowic, a ponadto Franciszek Cygan z Zakliczyna, Albin Moskal z Biertowic oraz osławiony tytułem mistrza nad mistrzami Władysław Pieprzyk z Gdowa, prowadzący przez wiele lat i to z wielkim powodzeniem Pracownię Kowalską Odnowienia Zamku Królewskiego na Wawelu. Tak więc początek został uczyniony. Pojawiły się nawet pierwsze symptomy lekkiego ożywienia, a także odrodzenia...

Pochodzący z tut. terenu kowale o aspiracjach także artystycznych coraz częściej demonstrują swoje wyroby i umiejętności na rozmaitych wystawach, pokazach oraz kiermaszach sztuki i rękodzieła ludowego. Temu ożywieniu przyczyniły się równocześnie zapoczątkowane w 1963 r. z inicjatywy ówczesnego Pow. Domu Kultury doroczne „Ekspozycje twórczości ludowej i amatorskiej powiatu myślenickiego”/1963-1969/, a także plenerowe pokazy sztuki kowalskiej organizowane w ramach popularnych onegdaj w Myślenicach „Niedziel+ na Zarabiu”.W 1967 r. instytucje samorządowe Myślenic i powiatu pod egidą PDK postanawiają ogłosić I Powiatowy Konkurs na Zdobione Wyroby Kowalstwa Ludowego i Artystycznego ph. „Piękno w metal zakute”. Ideą tego wielce ważnego dla myślenickiego rzemiosła przedsięwzięcia było właśnie ożywienie tut. kowalstwa będącego niejako szlachetną krzyżówką krakowsko- podhalańskiej tradycji. Trwające przez kilka miesięcy konkursowe zmagania poprzedziła gruntowna penetracja terenu. Potencjalnych uczestników konkursu odwiedzają wówczas znani etnografowie Krakowa na czele z dr Ewą Fryś- Pietraszkową z Pracowni Badania Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki PAN oraz bezpośredni organizatorzy, czyli myślenicki MDK i Muzeum Regionalne PTTK. Objeżdżając okoliczne wsie i miejscowości odwiedziliśmy dokładnie 75 funkcjonujących w tym czasie wiejskich kuźni starając się zachęcić tamt. mistrzów, czeladników, uczniów i samouków do udziału w konkursie i zaprezentowania swoich wyrobów wykonanych wedle starych wzorów, zdobionych wybijaniem i innymi sposobami. Ostatecznie do konkursu przystąpiło 37 kowali wywodzących się z 25 miejscowości powiatu. Zgodnie z przewidywaniami najliczniejszą reprezentację wystawiły Sułkowice. Swoich przedstawicieli miały też: Biertowice, Harbutowice, Komorniki, Mierzeń, Myślenice, Rudnik, Sieraków, Skomielna Biała, Stróża, Tokarnia, Wierzbanowa, Zakliczyn. Jury pracujące pod przewodnictwem wybitnego polskiego etnografa prof. dr Romana Reinfussa nie miało zbyt łatwego zadania. Ocenie podlegało dokładnie 106 wyrobów użytkowych i dekoracyjnych, a wśród nich : motyki, siekiery, łańcuchy, lemiesze do pługów, zdobione metalową ornamentyką dyszle do wozów, podkowy, tradycyjne „dynarki”, wymyślne zamki, skoble i zawiasy do drzwi, ozdobne kraty do okien oraz opierające się na starych wzorcach – przeznaczone do współczesnego wnętrza – świeczniki, lampy, kinkiety, popielniczki, ozdobne rozety. A były to wyroby jedyne w swoim rodzaju, bo niepowtarzalne i oryginalne, odznaczające się prastarym, plebejskim i niezawodnym smakiem artystycznym. Nie wątpiliśmy, że te wszystkie cuda kowalskiej roboty zrodziła twórcza wyobraźnia, niezawodność oka i pewność ręki, która ciężkim młotem potrafi operować nie gorzej niż rzeźbiarz dłutem, a malarz pędzlem. Jury podkreśliło wówczas...- „Konkurs na zdobione wyroby kowalskie stał się zbawczym bodźcem ożywiającym stare rzemieślnicze tradycje regionu”. Konkurs wyraźnie dowiódł, że nasi kowale nie utracili swego mistrzostwa, że nadal /w pocie czoła/ potrafią tworzyć wedle własnego pomysłu i własnego poczucia estetyki wyroby nie tylko użyteczne, ale też w swej prostocie piękne i oryginalne, czasem unikalne. Kiedyś byłyby anonimowe, ale dzięki temu konkursowi, a także następnym, znalazły się w wielu znaczących dla naszej historii i kultury miejscach i obiektach – muzeach, zamkach, twierdzach i pałacach m.in. Baranowa, Dobczyc, Krakowa, Niedzicy, Pieskowej Skały... wszędzie sygnowane nazwiskami ich autorów.

Wracając do wspomnianego uprzednio konkursu roku 1967, trudno nie wspomnieć, że główne konkursowe laury i nagrody zdobyli wówczas – Klemens Śmietana i Józef Talaga ze Stróży i kolejny raz dwaj niezawodni w tym fachu kowale sułkowiccy – Stanisław Bochenek i Stanisław Kania. Następne konkursy- swego rodzaju turnieje mistrzów sztuki kowalskiej – odbyły się kolejno w latach 1975,1981 i 1987. O ile w pierwszym z nich uczestniczyło 27 kowali, o tyle w drugim i trzecim konkursie liczba ta zmalała wręcz katastrofalnie do zaledwie 5 i 6 uczestników. Nieomal identyczną sytuację odnotowaliśmy podczas pięciu edycji jubileuszowych przeglądów twórczości plastycznej artystów nieprofesjonalnych powiatu myślenickiego „Praca i Piękno” /1982, 1987, 1992, 1997, 2002/, które za każdym razem /w kat. kowalstwa/ odbywały się przy udziale tych samych /pięciu/ kowali.

„Osiedle tysiąca kowali” reprezentowali – broniąc jego chwały i honoru- wyłącznie ci sami – wspomniani wcześniej – kowale, a więc Stanisław Bochenek i Stanisław Kania. Kolejne próby pobudzenia tradycji kowalskich na Ziemi Myślenickiej znów zawiodły. Konkursy zostały ostatecznie zaniechane. Płynące z onego faktu refleksje zabrzmiały wręcz jednoznacznie. Nowoczesna technika wyparła rękodzielników. Tradycyjne kowalstwo- jak głosili już wówczas niektórzy kowale, to bezpowrotna przeszłość...To dawne czasy...Stare, wiejskie kuźnie pozostały jeno sentymentalnym wspomnieniem; rozsiane w tylu miejscach naszego regionu zdewastował czas... Zdewastowali ludzie...Gdzieniegdzie tylko- w półmroku – tlą się jeszcze pojedyncze ogniki palenisk... Tylko w niektórych miejscach słychać rytmicznie brzmiące uderzenia młota...Między młotem a kowadłem pojawiła się pustka. Dawne piękno zagubiło się w otchłaniach biegnącego czasu; w zachwytach nad nowoczesnością i współczesnością... Ale czy tak do końca?... A może nie jest jeszcze tak źle?... skoro np. przed dziewięcioma laty Edward Garbień z Sułkowic – jako fachman co się zowie- wykonał na specjalne zlecenie Muzeum Auschwitz gruntowną renowację znanego na świecie napisu... «»Arbeit macht frei’’ ...Skoro, wychodząc naprzeciw nowym i nowoczesnym trendom rynkowego zapotrzebowania, w kilkunastu – mniejszych lub większych – zakładach, pracowniach i warsztatach kowalsko- ślusarskich/ Krzywaczka, Pcim, Sułkowice, Świątniki Górne / pojawiają się produkty kute ręcznie starą metodą młota i kowadła...Skoro na zapotrzebowanie mieszkańców pojawiają się tam rozliczne w formie i zdobieniu wyroby oraz produkty rozmaitej użyteczności i dekoracyjności... A są to np. metalowe bramy i ogrodzenia, balustrady, kraty i schody, wymyślne latarnie i meble ogrodowe, czy też stojaki i zestawy domowych kominków... Poddając się urodzie kowalskiej sztuki, może warto choć dla chwilowego zauroczenia i przypomnienia odwiedzić kilka funkcjonujących w naszym powiecie miejsc, gdzie zachowano prawdziwie unikalne obiekty dawnego rzemiosła; choćby dla przykładu Izbę Tradycji przy Gminnej Bibliotece Publicznej im. ks. Józefa Sadzika w Sułkowicach; Muzeum Ślusarstwa im. Marcina Mikuły w Świątnikach Górnych, albo myślenickiego Muzeum Niepodległości. Może warto...

Jan Koczwara Jan Koczwara Autor artykułu

Pasjonat, kolekcjoner i baczny dokumentalista lokalnych - i nie tylko - wydarzeń społecznych, kulturalnych oraz artystycznych. Człowiek o fenomenalnym dorobku naukowym i artystycznym pełen skromności i kultury osobistej.