Myślenice były ośrodkiem letnim dla krakowian

Myślenice były ośrodkiem letnim dla krakowian

Dawniej nie jeździło się do Włoch, nie jeździło się wtedy do Tunezji, czy Egiptu. Z Krakowa przyjeżdżało się na tak zwane letnisko na Zarabie. Dzielnica była pełna domów, w których mieszkańcy przyjmowali letników. Ludzie utrzymywali się w sezonie z wynajmowania pokoi i posiłków dla wczasowiczów

- w krótkich wspomnieniach na temat Myślenic mówi rodzeństwo Marta i Jacek Hołuj

Rodzina Hołujów szczególnie zapisała się w historii miasta, dlaczego?

Marta Hołuj: Jesteśmy przedstawicielami rodziny, która była znaczącą wśród - można powiedzieć dawnych przemysłowców. Na początku dwudziestego wieku w Myślenicach przemysł był znikomy. Pracy też nie było. Nasz dziadek Jan Hołuj starszy miał tartak na tak zwanej Górnej Wsi, bo wtedy to jeszcze nie była część miasta, tylko wioska.

Jacek Hołuj: Warto dodać, że miejsce w którym obecnie się znajdujemy - czyli w sąsiedztwie szpitala, dawniej należało do obrzeży Myślenic. To pokazuje skalę zmian i rozbudowę jaką przez te lata przeszły Myślenice.

Marta Hołuj: I właśnie nasz dziadek przyczynił się do ich rozbudowy. W miarę jak rozwijał swoją firmę, kupił od inżyniera Sinkiego młyn na Rabie. Lata mijały, a on zbudował zaporę na rzece w miejscu dzisiejszego Jazu. Zrobił do tego tak zwaną „Młynówkę”, która płynęła do Raby poprzez elektrownię wodną. Woda spadała na turbiny i wytwarzała prąd. Obok elektrowni powstał największy w powiecie myślenickim młyn, następna była stolarnia i tartak. Firma Jana Hołuja starszego zatrudniała bardzo dużo ludzi z Myślenic i okolic, zwłaszcza z Osieczan i z Drogini. Na stałe zatrudnionych było około 60 osób, ale w okresie letnim liczba ta znacznie wzrastała, a robotnicy znajdowali u niego prace sezonowe przy wyrębie lasu, bowiem nasz dziadek częściowo dzierżawił je na Uklejnie od księcia Kazimierza Lubomirskiego i w ten sposób zdobywał drzewo do tartaku i stolarni.

To prawda, że wybudował wiele budynków w naszym mieście?

Jacek Hołuj: Dziadek posiadał dużą firmę budowlaną i można powiedzieć, że najważniejsze budynki w Myślenicach były jego dziełem. Między innymi liceum wybudowane w 1936 roku, stojąca obok niego tak zwana stara „Bursa”, to był internat dla uczniów spoza miasta i też jest jego dziełem. Podobnie jak podwyższenie wieży kościoła parafialnego, budowa gmachu sądu i budynku pierwszego gimnazjum. Do listy najważniejszych budynków należy dodać siedzibę Towarzystwa Gimanstycznego „Sokół” i wiele willi w tak zwanym stylu szwajcarskim.

Większość budynków w Myślenicach była wówczas kryta strzechą, papą albo gontem. Jedynie Rynek, na którym stały kamienice kryty był dachówką. Natomiast ta wyrabiana była w cegielni, gdzie dzisiaj mieści się supermarket Jana Burkata przy którym stoi pozostałość po cegielni jaką jest komin. To przedsiębiorstwo wyrabiało bardzo dobrą cegłę i dachówkę, a w mieście do dzisiaj można spotkać domy kryte właśnie tą dachówką. Dziadek zamawiał tam rocznie około 300 000 cegieł i jak pisze Aleksander Mysiński w „Monografii powiatu myślenickiego” obejmującego dzieje społeczno-gospodarcze ziemi myślenickiej w latach 1918-1939; firma mojego dziadka wpływała na ekonomie całego powiatu.

Z czego utrzymywali się ludzie żyjący w Myślenicach w tamtym okresie?

Jacek Hołuj: W większości ludzie mieli jakieś małe gospodarstwa z których się utrzymywali. Poza tym działało tu wielu rzemieślników, przede wszystkim szewców, kuśnierzy, krawców, którzy żyli ze swojej pracy. Przemysł nie był dziedziną prężnie rozwijającą się w tym miejscu, ale z biegiem lat i postępującej rozbudowy Myślenice coraz bardziej przypominały ośrodek miejski.

A sklepy? Myślenice od zawsze kojarzą się z handlem…

Jacek Hołuj: Handel w tamtym okresie przede wszystkim znajdował się w rękach żydowskich. Sklepów, że tak powiem… katolickich było bardzo mało, może co dziesiąty z nich, ale sam handel w Myślenicach zawsze miał się dobrze. To w Rynku co poniedziałek odbywały się jarmarki. Plac zapełniał się furmankami i robiło się ciasno, kiedy między straganami przeciskali się ludzie. To były dni w których miasto tętniłp życiem, a na ulicach panował ruch i gwar. Targowano nabiałem, produktami rozlnymi, drobiem, bydłem i wieloma innymi.

A mogą Państwo opowiedzieć coś o którymś z tych zdjęć?

Marta Hołuj: To jest przeprawa przez Rabę… bo kiedyś na Zarabie prowadził drewniany most, który często zabierała rzeka. W okolicach parku można było przekroczyć Rabę tratwą, co widać na zdjęciu.

Jacek Hołuj: To bardziej był prom niż tratwa.

Co jeszcze w tamtym okresie charakteryzowało Zarabie?

Marta Hołuj: Na Zarabiu stał dwór Państwa Kokowskich, których wnukiem był znany poeta, fraszkopisarz Jan Sztaudynger i on przyjeżdżał do Myślenic na wakacje. W kolejnych latach napisał książkę o Myślenicach pt. „Szczęście dnia wczorajszego” w której opisuje lata trzydzieste spędzone w naszym mieście.

W lecie Myślenice odwiedzało wiele takich osób?

Marta Hołuj: W okresie letnim Myślenice zamieniały się w letnisko. Nie jeździło się wtedy do Włoch, nie jeździło się wtedy do Tunezji, czy do Egiptu, a przyjeżdżało się właśnie do Myślenic. Z letniska na Zarabiu korzystali głównie mieszkańcy Krakowa, a Zarabie było pełne willi w których mieszkańcy przyjmowali gości i to też stanowiło pewien dochód.

Czym przyjeżdżali letnicy? Kiedyś niewiele osób miało samochody, a busy nie kursowały tak często jak dzisiaj...

Jacek Hołuj: Komunikacja była znikoma, autobus z Krakowa do Myślenic jechał dwa, a może trzy razy dziennie. Przystanek znajdował się przy dzisiejszym posterunku policji i stamtąd samochód zabierał ludzi. W autobusie mieściło się około piętnastu osób. Były to niewielkie pojazdy, których właścicielem był m.in. profesor Eliński.

Marta Hołj: Chciałam jeszcze zaznaczyć, że w okresie międzywojennym pojawiły się plany budowy kolei, która miałaby przejeżdżać przez Myślenice. Dwa razy planowano jej budowę i dwa razy te plany zbiegały się z wybuchem wojny. Zarówno pierwsza wojna światowa jak i druga niweczyła te wizje i w związku z czym do dzisiaj nie przebiega przez Myślenice kolej.

Które jeszcze miejsca lub budynki można uznać za charakterystyczne dla Zarabia z tego okresu?

Jacek Hołuj: Oczywiście na przestrzeni lat Zarabie się zmieniało, a w różnych dziesięcioleciach na jego terenie znajdowały się charakterystyczne elementy jak strażnica, amfiteatr, ośrodek sportowy, czy wspomniane promy za pomocą których mieszkańcy przekraczali Rabę.

Marta Hołuj: Dla samego miasta natomiast charakterystyczny był m.in. pierwszy zakład fotograficzny Elżbiety Gurdówny, apteka Tadeusza Skowrońskiego, wspomniana wcześniej cegielnia, fabryka guzików - Galalit w innym dziesięcioleciu można wspomnieć kajaki na Zarabiu często przywoływane we wspomnieniach przez starszych mieszkańców.

Wspomniany przez Państwa Jan Hołuj starszy to dziadek ze strony ojca, a czym zajmował się tata waszej mamy?

Marta Hołuj: Drugim naszym dziadkiem, czyli ojcem naszej mamy był Wacław Kondr, który dzierżawił od księcia Kazimierza Lubomirskiego dwór w którym w tej chwili znajduje się zakład fotograficzny i biblioteka pedagogiczna. Znajdowały się tam stajnie i stodoły dworskie. Dziadek dzierżawił przez 40 lat niemalże całe Myślenice, w każdym razie całą własność jaką posiadał książę. Jeszcze jako dzieci odwiedzaliśmy ten siedemnastowieczny dwór . Dopiero w roku 1946 po zakończeniu wojny, kiedy władza została przejęta przez komunistów, naszego dziadka wygnano ze dworu i tam zrobiono wytwórnie i skup skór. Sam dwór w następnych latach popadał w ruinę, majątek księcia został rozparcelowany, a budynek przekształcono w magazyn skór.

Wacław Kondr zapisał się w historii miasta podobnie jak Jan Hołuj starszy?

Jacek Hołuj: Trzeba przyznać, że on również zatrudniał dużo ludzi, zwłaszcza pracowników sezonowych w czasie żniw, a oprócz tego dostarczał materiały na budowę drogi na odcinku Kraków - Zakopane, która powstawała w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Można powiedzieć, że rodzina Hołujów miała swój udział w budowie Zakopianki, bowiem obaj nasi dziadkowie dostarczali materiały na jej budowę.

Rozmawiały: Karolina i Julia Ingarden

Marta Hołuj - ukończyła Uniwersytet Jagielloński na wydziale prawa. Dyplom uzyskała na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie wróciła do Krakowa, gdzie zrobiła aplikacje sędziowską, ale nigdy nie pracowała w zawodzie sędziego, tylko przeszła na uzupełniającą aplikację radcowską i do dzisiaj wykonuje zawód radcy prawnego.

Jacek Hołuj - urodzony w Myślenicach jak mówi - jeszcze przed wojną. Tutaj ukończył szkołę podstawową i część liceum, ponieważ musiał zakończyć karierę szkolną i w 1955 roku powołano go do wojska, gdzie odbywał służbę w kopalni węgla kamiennego w Zabrzu Biskupicach. W latach 1956 - 59 pracował tam 800 metrów pod ziemią. Po skończeniu służby wojskowej wrócił do Myślenic, gdzie kontynuował naukę. W 1960 roku zawarł związek małżeński, a następnie rozpoczął studia w Krakowie, gdzie ukończył kierunek Rehabilitacji Leczniczej na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Następnie zaczął pracować w myślenickim szpitalu. W służbie zdrowia przepracował w sumie 42 lata. Dzisiaj jest na emeryturze. Od 50 lat kolekcjonuje zdjęcia związane z historią Myślenic i okolic.

 

Wygraj jedną z książek "Myślenice we wspomnieniach mieszkańców"

W ramach Harcerskiego Archiwum Społecznego młodzi ludzie szukali myśleniczan chętnych do podzielenia się swoimi życiowymi doświadczeniami. Rozmowy toczyły się wokół zdjęć udostępnionych przez Muzeum Niepodległości, a rozmówcy opowiadali o tym, co znajduje się na fotografiach i wspomnieniach, jakie budzą w nich przedstawione miejsca, obiekty i wydarzenia.

Efektem jest ponad dwustustronicowa książka w której zebrany materiał został podzielony na fragmenty ułożone tematycznie. Znalazły się w niej urywki rozmów, a na naszych łamach prezentujemy ich obszerne fragmenty. Mamy nadzieję, że starszym czytelnikom pozwolą na moment przenieść się do czasów ich młodości, natomiast młodszym poznać Myślenice, w jakich na co dzień żyli ich rodzice i dziadkowie.

Książka „Myślenice we wspomnieniach mieszkańców” nie trafi do sprzedaży, jednak dla naszych czytelników udało nam się zdobyć kilka egzemplarzy. Aby mieć szansę otrzymania jednego z nich wystarczy dostarczyć do siedziby redakcji kupon konkursowy, który drukujemy w papierowym wydaniu Gazety Myślenickiej.