Najmniejsze muzeum świata

Najmniejsze muzeum świata

Nie wiem, kiedy zrodziła się we mnie myśl, że każdy człowiek posiada swoje prywatne muzeum. Jest nią dłoń. Pięć palców, czyli krótko mówiąc: ludzka ręka.

Wszystko w niej się mieści, wiele od niej zależy. Sięgamy nią, dajemy, bierzemy, budujemy, burzymy, obejmujemy, głaszczemy, itd. A potem zamykamy w pięść. Mieszczą się w niej wszystkie nasze siły i bezsiły, bunty i rewolucje, zwycięstwa i klęski. Słowem autentyczne, najmniejsze muzeum świata. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Tę ostatnią chiromanci i wszelkiego rodzaju wróżbici mogą odczytywać z wyrytych na dłoni linii: życia, serca, głowy, przeznaczenia, słońca, zdrowia. Są też wiele mówiące pagórki: Wenery, Jowisza, Saturna, Słońca, Merkurego, Księżyca, Marsa… No, istne muzeum. A właściwie dwa.

Pięciu strażników pilnie strzeże każdego z tych niezliczonych muzeów. Najgroźniejsi to Kciuk i Wskazujący. Najmilsi to Serdeczny i Mały. Bywa niekiedy, że ta piątka nie może w pełni wykonywać swych zadań. Serdeczny przestaje reagować na zamówienia serca, Wskazującemu brak odwagi, by pokazywać zło…

Tak właśnie stało się po latach ciężkiej pracy fizycznej z rękami stryja Stefana. Owszem, pięć mógł zacisnąć, ale w żaden sposób nie mógł wyprostować wszystkich palców. Po prostu nie potrafił.

Patrzyłem na jego ręce z szacunkiem i niepokojem. Bałem się świętości zastygłej w tym skurczu, w tej nieustannej gotowości do pracy, do wzięcia w rękę kilofa, łopaty, siekiery. Grube, czyste paznokcie były ozdobą. Biżuterią pracy, ciężaru, codziennego utrudzenia.

Gdy stryj podawał rękę, czuło się coś niezwykłego. Szorstkiego, znajomego i zarazem obcego, a przede wszystkim - s w o j s k i e g o.

Moja żona twierdzi, że człowieka najlepiej poznać po rękach. Nie zwiedzie nawet piękny paryski lakier do paznokci „Viva”…

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.