Napis na łyżce

Napis na łyżce

Nie ma już i nie będzie nigdy takich łyżek. Mój pradziadek, kiedy jechał do Jerozolimy, zabrał ją oczywiście ze sobą. Była srebrna. Na lekko podrzeźbionym trzonku miała wyraźny napis: „Miła wieść, gdy wołają jeść!” Pradziadek opowiadał, że miał jeszcze drugą starą łyżkę z napisem: „Wolno nam jeść, a ukraść nie.” Mimo tej przestrogi, ktoś ją jednak ukradł. Pamiętam, że na tej pierwszej uczyłem się liter, jakby to był elementarz. I stąd pewnie lubię jeść, cieszę się również, gdy jedzą inni. Wołanie na posiłek - i to zawsze wspólny, jest najprzyjemniejszym momentem każdego dnia…

Pradziadek nosił łyżkę ze sobą jakby była jakimś skarbem. Trzymał ją za pasem. Mówił, że widział tak u szlachty. Dziedzic we dworze nosił łyżkę i nóż za pasem. Pradziadek szlachcicem nie był, ale tylko wiejskim, pobożnym kołodziejem. Zawsze marzył o pielgrzymce do Jerozolimy i wreszcie marzenie zrealizował tuż przed wybuchem II wojny światowej. Oczywiście pojechał tam ze swą wierną towarzyszką - łyżką.

Teraz od dziesiątków lat pradziadka nie ma już wśród żywych, łyżka po nim pozostała. Jem nią od wielkiego święta. Czterech swoich synów uczyłem pierwszych liter na srebrnej łyżce wypisanych. I proszę sobie wyobrazić, że nigdy nie było problemów z jedzeniem. Dzieci uwierzyły w prawdę słów: „Miła wieść, gdy wołają jeść.”

A w ogóle to zasługa w tworzeniu piękna jedzenie należy do mojej żony. Codziennie celebruje wspólne śniadanie, obiad i kolacje. Całą szóstką zasiadamy wspólnie przy stole. Ściśle przestrzegamy też godzin: siódma, pierwsza w południe i szósta wieczorem. Denerwuje się, gdy ktoś się spóźnia. Nakryty stół to rzecz święta! Tak to jest u nas. I kochamy ją za to bardzo.

I teraz bomba. Najstarszy syn zapytany o to, co chciałby otrzymać na swe dwudzieste piąte urodziny, odpowiedział, że srebrną łyżeczkę z napisem.

Mam problem, bo nie wiem, jaki dać napis. Nie wypada żartować. Ani kpić…

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.