Festiwal lata

Narobiły nam jaskółki...

5 czerwca 2008 Wydanie 19/2008
Narobiły nam jaskółki...
Jako jedyny wolę walki w zespole Dalinu wykazywał kapitan Marek Szuba,fot.M.Stańczyk www.tarnow.net

Unia Tarnów – Dalin Myślenice 2:0, 1:0 Hajduk 25, 2:0 Żaba 90+2

Unia: Libera - Maciosek, Ł. Bartkowski, D. Bartkowski, Pawlak - Radliński (69 Ryński), D. Popiela, Wstępnik, Rodak (84 Witek) - Drozdowicz (57 Węgrzyn), Hajduk (90 Żaba)
Dalin: Szuba - Myśków, Rapacz, Pilch, Sz. Cygal (71 Kałat) - Stelmach, Muniak, Dyrcz, Rączka - Drobny, Kęsek (68 M. Górecki)
żółte kartki: Drozdowicz, Hajduk, Pawlak, Rodak - Rapacz

Kibice biało-zielonych musieli obejść się smakiem po wielkim apetycie jaki mieliśmy na korzystny wynik w Tarnowie i ewentualne baraże o nową II ligę. Niestety wszystko wskazuje na to, że Dalin przegrał mecz zanim on na dobre się zaczął, będąc jeszcze w szatni. Obserwatorzy i sam trener Krzysztof Hajduk zgodnie podkreślają, iż stawka meczu i sama jego oprawa sparaliżowała piłkarzy Dalinu do tego stopnia, że nie potrafili przeciwstawić się dobrze dysponowanym w tym dniu jaskółkom.

Pierwszą odsłonę zdominowała całkowicie Unia, która od pierwszego gwizdka arbitra zaczęła ofensywę, podbudowana zwycięstwem w Pucharze Polski i świetną atmosferą na trybunach, gdzie zasiadło blisko dwa tysiące sympatyków biało-niebieskich. Decydująca dla przebiegu całego spotkania jak się potem okazało była sytuacja z 8 min. Szkolny błąd popełniła defensywa Unii, a z prezentu skorzystał Stelmach znajdując się w sytuacji sam na sam z Liberą. Gdyby ją wykorzystał lub faulowany przewrócił się, co równoznaczne byłoby z czerwoną kartką dla zawodnika Unii mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej… gdyby! A tak Unia parła do przodu, a Szubę wciąż nękał Hajduk, któremu w końcu w 25 min dopisało szczęście pewnie wykorzystując świetne dogranie Rodaka. Później mogło być już tylko gorzej… na szczęście albo Szuba stawał na wysokości zadania, albo jak w 43 min przy niesłusznie nieznanej bramce Hajduka - pomagał arbiter. Dalin natomiast był całkowicie zagubiony, grał nieporadnie, a gdy już cokolwiek się udawało Libera nie dawał się zaskoczyć.

W drugiej odsłonie za sprawą niesłabnącego żaru z nieba tempo zupełnie siadło. Unia usatysfakcjonowana prowadzeniem cofnęła się do obrony, nie chcąc niepotrzebnie ryzykować i czyhała na to, że Dalin się otworzy. Ambitna gra biało-zielonych przyniosła efekty w postaci zagrożenia bramki gospodarzy. Najlepsza sytuacja do wyrównania nadarzyła się w 60 min, kiedy ładnie „wyklepali” defensywę jaskółek Stelmach, Kęsek i M. Drobny, jednak ten ostatni nieczysto trafił w piłkę. Chwilę później z wolnego próbował niestety mało widoczny w tym spotkaniu Rączka jednak bez efektu. Ostatni kwadrans spotkania to solowy pojedynek Szuba kontra Unia, gdzie kolejno najpierw Ryński, a potem Hajduk przekonywali się, że Szubie należy się miano najlepszego czwartoligowego golkipera. Niestety już w doliczonym czasie gry Szuba był bez szans przy strzale Żaby, który nomen omen pierwszy raz dotknął futbolówki, bowiem wszedł kilkanaście sekund wcześniej.

Po meczu kapitał biało-zielonych Marek Szuba zapytany o powody porażki tłumaczył:

Stawka tego meczu jednak nas chyba przerosła i do tego jeszcze ten tłum na trybunach – co przecież nie zdarza się często na 4.ligowych boiskach – paraliżował nasze poczynania. Ogarniająca niemoc nie pozwoliła pokazać wszystkiego na co było nas stać. Zdecydowanie sytuacja „Bin Ladena” miała najistotniejszy wpływ na przebieg całego spotkania, ale daleki jestem od obwiniania Tomka, który zagrał naprawdę dobre spotkanie. Tak się po prostu zdarza, jak się za bardzo chce…

Najważniejsze błędy?

- Wynik nie odzwierciedla do końca tego co działo się na boisku. Bramki – a zdecydowanie pierwsza, padły po indywidualnych błędach. Zawodziła – jak przez większość rundy – skuteczność. Gra wyglądała nienajgorzej, ale wszystko kończyło się na 20 m od bramki  Libery, gdzie już nie było pomysłów na dobre rozegranie, a gdy już coś wychodziło brakowało tej przysłowiowej „kropki nad i”.

Nie żal Wam tego, że II liga przeszła Dalinowi koło nosa?

- II liga uciekła nam nie dziś, ale w spotkaniach z Tuchovią, Garbarnią czy Bochnią, gdzie potraciliśmy niepotrzebnie punkty grając u siebie. Od początku wiadomo było, że wyjazd do Tarnowa będzie ciężki, a o punkty będzie bardzo trudno – więc ewentualna porażka była już wkalkulowana w rachunki. Przewagę należało zdobyć wcześniej, a do Tarnowa jechać już na wycieczkę krajoznawczą. Zresztą bądźmy szczerzy – na drugą ligę byłoby nas stać jedynie pod względem sportowym, organizacyjnym i finansowym zdecydowanie nie. Poza tym pragnę stanowczo podkreślić, iż to, że nie zagramy w barażach o II ligę w zupełności nie poczytujemy w kategoriach jakiejkolwiek porażki. Dla nas ten sezon jest bardzo udany i cieszymy się z awansu do III ligi, który jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek wszyscy braliby w ślepo. To wielki sukces klubu, trenera i nas samych, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni…

Piotr Ślusarczyk