Piknik ekologiczny

Nasz cel to medal na igrzyskach

Nasz cel to medal na igrzyskach
Ojciec Tomasz, Nikola i Paulina – ich celem jest udział dziewcząt w igrzyskach olimpijskich Fot. Fot. R. Podmokły

Rzadko zdarzają się sportowcy, którzy już w wieku juniorskim tak otwarcie potrafią określić poziom swoich medalowych aspiracji. Siostry Nikola i Paulina Szlachta, a także ich tato Tomasz nie owijają jednak w bawełnę.

Chcą jechać na igrzyska i chcą na nich zdobyć medal. Biorąc pod uwagę, że ostatni medal igrzysk olimpijskich w judo Polska zdobyła prawie ćwierć wieku temu, trudno odmówić im ambicji, która cechuje tylko prawdziwych wyczynowców. O kulisach ich drogi na szczyt rozmawialiśmy z całą trójką – 18-letnią Nikolą i 19-letnią Pauliną – zawodniczkami klubu UKS Judo Wolbrom oraz Tomaszem Szlachtą, który namówił córki do tego sportu i czuwa nad ich rozwojem od kilkunastu lat.

– Już kilka lat temu w wywiadach prasowych deklarowaliście, że waszym celem są igrzyska w Tokio 2020 roku. Czy coś się w tym względzie zmieniło?

Tomasz – Trochę musieliśmy ten plan zmodyfikować. Optymistyczne założenia były takie, że dziewczynom uda się pojechać na trzy igrzyska – w Tokio 2020, w Paryżu 2024 i Los Angeles 2028. Z różnych względów o udział w tych najbliższych będzie bardzo trudno. Nie jest to niemożliwe, ale furtka eliminacyjna, przez którą trzeba się będzie przecisnąć jest bardzo, bardzo ciasna. W praktyce szanse na udział w przyszłorocznych igrzyskach dostanie z grona juniorek tylko mistrzyni albo wicemistrzyni Mistrzostw Świata Juniorów, które w jesieni odbędą się w Maroku. Mocno się do nich na pewno przygotujemy ale realniejsze w dalszej perspektywie są te igrzyska za 5 i 9 lat.

– Pewnie nie ułatwiła wam zadania kontuzja Nikoli sprzed roku?

Tomasz – Z całą pewnością. Tym bardziej, że była to kontuzja więzadła krzyżowego, a operacja i późniejsza rehabilitacja przy takim urazie to dosyć skomplikowana, kosztowna i nierzadko trwająca bardzo długo sytuacja.

– Czy judo to jakoś wyjątkowo kontuzjogenna dyscyplina?

Nikola Szlachta – Nie wiem, czy na tle innych sportów walki jakoś się w tym względzie wyróżnia, natomiast na pewno dosyć częstym urazem są kontuzje stawu kolanowego, bo taka jest specyfika tej dyscypliny, że właśnie na kolanach są największe obciążenia. A techniki judo wymagają również bardzo wielu dynamicznych skrętów ciała i z pewnością dla kolan to nie jest sport najzdrowszy.

– Na jakim etapie jest twoja rehabilitacja?

Nikola Szlachta – W maju powinnam już rozpocząć treningi z pełnym obciążeniem, jest więc szansa na dobrą formę w jesiennych mistrzostwach w Maroku. Początkowo wydawało się, że będzie okazja na trochę wcześniejszy powrót do walk na tatami, ale czasami lepiej trochę poczekać i wrócić w pełnej formie.

– A jak to się stało, że w ogóle zainteresowałyście się judo?

Paulina Szlachta – Do sportu tato zachęcał nas od zawsze, a judo zainteresowałyśmy się w dosyć nietypowych okolicznościach, bo na myślenickim… basenie. Równolegle z zajęciami na basenie, inna grupa dzieci miała zajęcia z judo i wyglądało to tak uroczo, że nam pięcio- czy czteroletnim dzieciakom, spodobało się to od razu.

– Wasza sportowa przygoda trwa zatem już kilkanaście lat. Jaka była wasza droga do UKS Judo Wolbrom i trenera Czesława Łaksy?

Nikola Szlachta – Przez pierwsze kilka lat trenowałyśmy w myślenickim Sokole, gdzie treningi na poziomie ogólnorozwojowym były na wysokim poziomie, jednak my chciałyśmy czegoś więcej, walczyć nie tylko z rówieśnikami z klubu, ale z całego kraju.

Paulina – W 2010 roku uznałyśmy, że trzeba przejść na jakiś wyższy poziom i zgłosiłyśmy się do sekcji judo Wisły Kraków. Tam trenowałyśmy przez 6 lat, nie bez sukcesów zresztą. W Wolbromiu jesteśmy od 2016 roku do tej chwili.

Tomasz Szlachta – Ale i to się niedługo zmieni, ponieważ jesteśmy w trakcie kolejnej zmiany barw klubowych i kto wie, czy nie jest to najważniejszy przełom w karierach sportowych Nikoli i Pauliny, bo we Wrocławiu po raz pierwszy chyba wyjdą spod naszej pełnej rodzicielskiej opieki i zaczną działać samodzielnie i na własny rachunek.

– W ciągu 9 lat dziewczyny po raz trzeci zmieniają klub. To duża częstotliwość czy raczej norma?

Tomasz – To za każdym razem były przemyślane i uzasadnione decyzje. Nie chcieliśmy hamować rozwoju naszych córek, dlatego robiliśmy „krok do przodu” – krok po korku do tych wymarzonych igrzysk. Przejścia z klubów nie były proste, dziewczyny były zżyte z koleżankami i kolegami, trenerzy niechętnie zgadzali się z naszymi decyzjami o odejściu, szczególnie że Nikola i Paulina zdobywały i zdobywają mnóstwo trofeów. Jednak były to decyzje, które musieliśmy podjąć, aby córki mogły się rozwijać i walczyć o upragniony medal olimpijski.

– Decyzje, które wiążą się z wieloma wyrzeczeniami?

Tomasz – Tak, szczególnie w naszym przypadku. Mieszkamy w Borzęcie, dziewczyny chodzą do szkół w Myślenicach, trenują obecnie w Wolbromiu, a dawniej w Krakowie. W ciągu ostatnich 3 lat nasz dzień powszedni wyglądał tak, że o 14.00 odbierałem córki ze szkoły, a następnie jechaliśmy 80 km do Wolbromia i po półtorej godziny Nikola i Paulina meldowały się na treningu u Czesława Łaksy. Kto trenował judo, ten wie, jak ekstremalnie trudne są zajęcia w tej dyscyplinie, a taki trening w Wolbromiu trwał 2 godziny. W domu byliśmy zatem około 20.00 i trzeba było usiąść do nauki i odrabiania lekcji. Żeby jedno z drugim pogodzić, trzeba mieć dużo samozaparcia i musi mieć je zarówno rodzic, jak i dziecko.

– A dochodzą do tego jeszcze zawody.

Tomasz – To osobny temat. W momencie kiedy dziewczyny weszły już na europejski poziom, musimy niemal co dwa tygodnie jeździć na Puchar Europy do różnych miejsc Starego Kontynentu i nie dla własnej fanaberii, ale po to by gromadzić punkty rankingowe i nie stracić kontaktu ze światową czołówką. Byliśmy w Atenach, Sankt Petersburgu, Bratysławie, Berlinie czy Lugano i wymagało to nieraz niezłej logistyki, żeby wylecieć na zawody w piątek, w sobotę niemal cały dzień spędzić na hali, a w niedzielę jeszcze coś pozwiedzać, bo chciałbym żeby Nikola i Paulina coś na tym skorzystały, również w sferze pozasportowej.

Otrzymujecie jakieś wsparcie ze strony związków sportowych?

Tomasz – Na etapie juniorskim w tego typu dyscyplinach sportowych, jak judo, niestety kwestia rozwoju kariery sportowej w głównej mierze zależy od rodziców i ich zaangażowania. Nie tylko finansowego, ale i czasowego oraz emocjonalnego. Nas po prostu ciężko gdzieś spotkać. Do mnie i mojej żony znajomi mają żal, że trudno nas zaprosić powiedzmy na grilla. A dziewczyny z kolei rzadko imprezują z rówieśnikami. Ale taka jest cena za sport wyczynowy, że jak się chce w nim do czegoś dojść, to w pewnych momentach trzeba sobie powiedzieć „stop, dziękuję, muszę iść na trening, muszę odrobić lekcje”, a każde pofolgowanie sobie odbija się na wynikach. Pragniemy jednak bardzo podziękować panu Jarosławowi Szlachetce za dotychczasowe wsparcie i dobre, pełne wiary w nasze córki słowa oraz pani Agnieszce Szlachetce z Gabinetu Fizjomedica w Jaworniku za rehabilitację, która wzmacniała fizycznie i pomagała w odnowie biologicznej naszych dziewczyn.

Patrząc na listę Waszych osiągnięć, można odnieść wrażenie, że do pewnego momentu lepiej rokowała Nikola. Czy to słuszne spostrzeżenie?

Tomasz – To się zmieniało kilka razy w trakcie tych kilkunastu lat. Paulina więcej wygrywała od Nikoli na etapie młodzików, natomiast Nikola lepiej się prezentowała w momencie, gdy przeszliśmy do Wolbromia. Teraz znowu się role odwróciły kiedy Nikola leczyła kontuzję.

– Reprezentujecie tę samą kategorię wagową. Zdarzyło się wam walczyć ze sobą na zawodach?

Nikola – Tak się szczęśliwie złożyło, że nie musiałyśmy. Ten rok różnicy, jaki jest między nami powodował, że byłyśmy w różnych kategoriach wiekowych, a gdy wejdziemy w wiek seniorski, to z kolei możliwe, że będziemy walczyć w różnych kategoriach wagowych.

– Krążą legendy o tym, jak ciężki jest trening judo. Potwierdza się to w rzeczywistości?

Paulina – Absolutnie. Szczególnie kiedy przeszłyśmy z Wisły do Wolbromia mogłyśmy się o tym przekonać. Już rozgrzewka była tak wyczerpująca, że starczyłaby za sam trening. Szczegółów zdradzić nie mogę, bo to trenerska tajemnica Czesława Łaksy, ale trening obejmuje w zasadzie wszystko – od ćwiczeń obwodowych, po stójkę, biegi długodystansowe i siłownię.

Miałyście kiedyś ochotę rzucić tę dyscyplinę?

Paulina – Zdarzało się, ale nie dlatego, że dyscyplina przestała mi się podobać, tylko dlatego, że szczególnie na początku treningów w Wolbromiu, miałam problem z przestawieniem się na styl trenera Czesława Łaksy, nie widziałam początkowo efektów tego innego, niż do tej pory treningu. Dopiero z czasem mogłam to docenić.

– Judo wypełniło wam całe dotychczasowe życie?

Nikola – Były oczywiście inne zajęcia, na które chodziłyśmy po szkole. Grałyśmy na keyboardzie w Szkole Yamahy, prowadzonej przez Piotra Gablankowskiego, chodziłyśmy na zajęcia teatralne do MOKiS-u w czasach, gdy prowadził je jeszcze Leszek Pniaczek, pływałyśmy na basenie w Myślenicach, a nawet byłyśmy w szkole tańca cheerleaderek Marty Jaworskiej, ale z tego wszystkiego rzeczywiście przetrwała miłość do judo.

– Ponieważ ten sport na ekranach telewizorów gości nieczęsto, wyjaśnijmy kilka kwestii technicznych.

Tomasz – Odbywa się jednego dnia, a walki prowadzone są systemem pucharowym i repasaże są dopiero od ćwierćfinału. Inaczej rzecz ujmując, jeżeli startuje 32 zawodników, to chcąc zdobyć medal, nie można sobie pozwolić na porażkę w dwóch pierwszych walkach. Pojedyncza walka trwa 4 minuty, ale gdy nie jest rozstrzygnięta, to kontynuuje się ją do skutku. To zresztą często negatywnie wpływa na poziom walk finałowych, bo zawodnicy mają już za sobą po 4 takie wyczerpujące pojedynki. Przy losowaniu drabinki turniejowej bierze się pod uwagę punkty rankingowe z różnych turniejów, tak żeby najlepsi zawodnicy nie wpadli na siebie już we wczesnych fazach turnieju.

– Ci, którzy oglądali walki Waldemara Legienia czy Pawła Nastuli kojarzą, że w trakcie walki można było dostać punkty przez „ippon”, „waza-ari” czy „kokę”. Czy coś się zmieniło od tego czasu?

Tomasz – Reguły zostały nieco uproszczone i z tych punktowanych technik zostało już tylko „ippon” i „waza-ari”. „Ippon” oznacza zresztą w praktyce zakończenie walki, a dzieje się to gdy zawodnik, który rzuci przeciwnika na plecy, utrzyma go leżącego na macie przez 20 sekund lub założy dźwignię bądź duszenie w sposób, który doprowadzi przeciwnika do poddania się.

– Wspomniał pan, że dziewczyny wychodzą teraz spod rodzicielskiej opieki. Jak to w praktyce będzie wyglądało?

Tomasz – Po pierwsze przenoszą się do KS AZS AWF Wrocław, co oznacza, że we Wrocławiu zamieszkają i tam będą trenować. Po drugie – wiąże się to również za zmianą szkoły. W przypadku Nikoli będzie to zmiana liceum, a w przypadku Pauliny rozpoczęcie studiów na dwóch kierunkach – chemii oraz wychowania fizycznego. W tym miejscu muszę również podziękować wszystkim tym, którzy z wyrozumiałością patrzyli na naszą sportową pasję i umożliwili nam łączenie sportu z edukacją. Mam tu głównie na myśli Gimnazjum Nr 3 w Myślenicach i Małopolską Szkołę Gościnności na Zarabiu. Paulina będzie miała jeszcze jeden obowiązek, bo za chwilę będzie w wojsku, które będzie ją wspierać w rozwoju kariery sportowej.

– Nie ma pan obaw związanych z tym, że po raz pierwszy dziewczyny będą tak daleko od domu?

Tomasz – Półżartem mogę odpowiedzieć, że w końcu od siebie odetchniemy, ale na poważnie chciałbym uniknąć tego, co w psychologii nazywane jest „rodzicielstwem helikopterowym”, czyli krążenia nad swoimi dziećmi o każdej porze dnia i nocy, nie pozwalając im na podejmowanie własnych decyzji, na popełnianie błędów i wyciąganie wniosków, bo to bardzo toksyczna relacja. Z drugiej strony nie żałujemy ani jednej chwili z tych kilkunastu lat, które poświęciliśmy dla córek. Chociażby tych rozmów, które toczyliśmy w drodze do Wolbromia. Nie każdy rodzic może sobie pozwolić na spędzanie takiej ilości czasu z dziećmi, jaki my mieliśmy w drodze na trening. Wzmacniało to nasze rodzinne relacje i przekonanie, że droga którą obraliśmy jest słuszna.

– Dlaczego warto uprawiać judo?

Paulina – Bo to dyscyplina, która rozwija człowieka na bardzo wielu płaszczyznach. Chyba niewiele jest sportów, które wymagałyby aż takiej wszechstronności.

Nikola – A poza tym uczy sumienności, samodyscypliny i bardzo pozytywnie wpływa na inne aspekty życia.

Sukcesy Nikoli: III miejsce na Mistrzostwach Europy juniorów młodszych w Kownie na Litwie, I miejsce w Pucharze Europy juniorów młodszych w Follonice we Włoszech, III miejsce w Pucharze Europy juniorów młodszych w Zagrzebiu; w Mistrzostwach Polski juniorów młodszych: 2 x I miejsce, III miejsce; w Mistrzostwach Polski młodzików I miejsce.

Sukcesy Pauliny: III miejsce w Pucharze Europy juniorów w Gdyni, III miejsce w Pucharze Europy juniorów młodszych w Koper w Słowenii; Mistrzostwa Polski seniorów: 2 x III miejsce; Mistrzostwa Polski juniorów: I miejsce, III miejsce; Mistrzostwa Polski juniorów młodszych: I miejsce, 2 x II miejsce; Mistrzostwa Polski młodzików: I miejsce, III miejsce.

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).