Festiwal lata

Netflix psuje nam zęby

Netflix psuje nam zęby
Fot. Domena publiczna

Początek lipca. Początek wakacji. To znaczy, że żaden serial nie przegra już ze sprawdzianem z matematyki, a wiele nocy okaże się zbyt krótkich, by obejrzeć cały sezon.

Młodzi ludzie właściwie zapomnieli o telewizji. Dlaczego? Ponieważ kazała czekać na kolejny odcinek cały tydzień, a przecież prościej jest poświęcić jeden tydzień na cały serial. I tutaj wkracza Netflix i inne serwisy streamingowe, które zrobiły największą rewolucję w kulturze w XXI wieku. Nie chodzi tu o kontrowersyjne seriale, czy dokumenty, o poruszające filmy i głośne kampanie. Chodzi o to, jak zaczęliśmy do kultury podchodzić i czego od niej wymagać.

Do tej pory czas był pierwszym czynnikiem weryfikującym serial. Czy po tygodniu nadal jestem ciekawy, co będzie dalej? Chcę obejrzeć ten czy ten, są przecież o tej samej porze? Ograniczony dostęp sprawiał, że wybieraliśmy to, co najbardziej nam odpowiada i byliśmy bardziej krytyczni. Kiedy pojawiła się możliwość zobaczenia całego sezonu naraz i to nie jednego serialu tylko ogromnej ilości, i to za śmiesznie niską cenę, przestaliśmy być wybredni.

Serial stał się lekarstwem na nudę i wypełniaczem wolnego czasu. Zmienił się też sposób patrzenia. Kiedy zamiast odbiorcy stajemy się pochłaniaczem serialu, przestajemy zawracać uwagę na niedoróbki techniczne, luki w fabule, niezgodności, nielogiczności i banalność pomysłu. Ważne, że jest szybko i jest fajne. Szkoda, że przenieśliśmy to też na inne dziedziny sztuki.

Jeśli coś jest przyjemne, łatwe i jest kulturą, co w założeniu nas kształci i rozwija, to po co nam więcej? Do teatru trzeba się ładnie ubrać i posiedzieć kilka godzin. W galerii czy muzeum człowiek się tylko nachodzi. Przeczytanie książki może zająć nawet tydzień. Filharmonia wymaga 100% skupienia. Kino, ok, ale lepiej żeby z tą kontynuacją zdążyli w rok. Łatwa kultura nas rozleniwia i sprawia, że zamykamy się w pewnej bańce.

Nie twierdzę, że robią to wszyscy, ani tym bardziej, że kontakt młodzieży z kulturą ogranicza się tylko do połykania seriali jeden po drugim, zajadając się czekoladą i zgrzytania zębami na jej inne formy. Myślę jednak, że stanowczo zbyt rzadko tę bańkę przebijamy. I zapominamy, jak to wyglądało kiedyś i dlaczego sprawdzało się przez tyle lat. W końcu kultowe seriale na przykład z lat 80. ubiegłego stulecia przeszły tę wyjątkową selekcję, dlatego stały się kultowe. Powstało wiele produkcji, o których zapomniał świat, a czasem chcą zapomnieć nawet twórcy.

Produkcje, które regularnie wypuszczają na rynek tacy giganci, jak Netflix, niewątpliwie, wzbogacają kulturę i naświetlają ważne problemy społeczne. Budują coś, po czym być może zdefiniują nas przyszłe pokolenia. Tylko czasem po prostu ciężko słuchać, kiedy ktoś mówi: To świetna książka, znaczy, widziałem film na jej podstawie.

Emilia Ćwierz