Nie mogę się obawiać tego, że ktoś będzie próbował mnie zdyskredytować

Nie mogę się obawiać tego, że ktoś będzie próbował mnie zdyskredytować
Maciej Ostrowski podczas konferencji prasowej podsumowującej 15-lecie jego kadencji Fot. Piotr Jagniewski

Burmistrza powinno cechować wyważenie i spokój, a sprawując tę funkcję powinno się mieć twardą skórę. Nie mogę się obawiać tego, że ktoś będzie próbował mnie zdyskredytować. Nie mogę również zostać obojętny wobec nasilającego się zjawiska prowadzenia polityki donosów, obrzydzania samorządów i rozpowszechniania nieprawdziwych informacji

Podczas konferencji podsumowującej 15-lecie kadencji Macieja Ostrowskiego, która odbyła się 4 kwietnia w Urzędzie Miasta i Gminy w Myślenicach największe zainteresowanie dziennikarzy wzbudziła aktualna sytuacja na lokalnej scenie politycznej i czekające nas jesienią wybory samorządowe. Dyskusję jaka rozgorzała w myślenickim magistracie streściliśmy, a najciekawsze pytania zadawane przez przedstawicieli mediów i odpowiedzi jakich udzielał burmistrz, publikujemy w formie wywiadu:

 

Panie burmistrzu, podczas swojego wystąpienia wspomniał Pan o „polityce donosów” i „obrzydzania samorządu” - co kryje się za tymi pojęciami?

To zjawisko pojawiło się dwa lata temu i nasila się z czasem. Faktem jest, że w piętnastoletniej historii sprawowania przeze mnie funkcji burmistrza jego skala nigdy nie była tak duża. Nie ma tygodnia w którym nie musielibyśmy się tłumaczyć z kolejnych donosów i pism składanych na policji, do prokuratury - czy w CBA, o innych służbach nie wspominając.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby wspomniane sygnały miały związek z czuwaniem nad nieprawidłowościami zachodzącymi w urzędzie. Wspomniana przeze mnie polityka donosów polega na świadomym rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji, jak na przykład złożona skarga na to jakoby burmistrz wyburzył zabytkową szkołę, mimo że w momencie rozpoczęcia rozbiórki nie była ona wpisana do rejestru zabytków i za takowy nie była uznawana. Ale o tym już nikt nie wspomina. To świadome wprowadzanie w błąd.

Na tym właśnie polega polityka obrzydzania samorządu. Rok temu mówiono o tym, że wójtowie i burmistrzowie sprawujący urząd więcej niż dwie kadencje, nie będą mogli kandydować w wyborach, tłumacząc to wietrzeniem samorządów i zapobieganiem przyspawania niektórych do stołków. Prowadzona obecnie polityka dyskredytowania samorządów może przybierać różne formy.

Łączy Pan wspomniane donosy i zwiększone zainteresowanie różnych organów Pana osobą ze zbliżającą się kampanią wyborczą?

Podejrzewam, że można doszukiwać się tu pewnych powiązań. Ostatnio od jednego z funkcjonariuszy usłyszałem, że być może „zaczęło się polowanie”. Przetrwałem już cztery kampanie i jak dotąd nikt nie sięgał po takie narzędzia. Zawsze było trudno, natomiast ten okres jest szczególny, co mogą potwierdzić urzędnicy - ponieważ takiej liczby odpowiedzi do wszelkich instytucji i urzędów kontroli oraz ścigania, jakie piszemy dzisiaj - nie było nigdy wcześniej. Nie wiem czemu to ma służyć?

Warto wspomnieć historię z 2008 roku, kiedy w obecności kamer doszło do zatrzymania Janusza Filipiaka – prezesa Comarchu. Został zwolniony po 24 godzinach, a po 3 latach udowodnił w sądzie, że był niewinny. Do dzisiaj prokurator go nie przeprosił. Mam odczucie, że może dojść do sytuacji w której w wyniku prowadzonych działań, to właśnie burmistrza Myślenic w podobnych okolicznościach wyprowadzą funkcjonariusze, zatrzymując go na 24 godziny i podając w mediach, że coś było na rzeczy, niekoniecznie precyzując co.

Wspomniane przeze mnie działania wpisują się w politykę dezinformacji, wybiórczego informowania i manipulowania faktami. W naszym środowisku ta kwestia zyskuje na popularności i jest coraz częściej stosowana.

Czy takie działania zniechęcają do dalszej kandydatury?

Kiedyś po przegranym procesie z dziennikarzem usłyszałem od sędziego, że burmistrz powinien mieć twardą skórę. Takie zachowania na pewno nie zachęcają, ale jako burmistrz przetrwałem już wiele i takie sytuacje mnie nie zniechęcają. Praca w samorządzie wymaga m.in. wytrwałości i tego nauczyłem się przez te wszystkie lata.

W ramach prowadzonej polityki dezinformacji opierającej się m.in. na tym, że jedna z partii kolportuje w mieście ulotki zawierające tabelę z umowami - zleceniami wyszczególniającymi zarobki konkretnych osób. Ale nikt nie wspomina w tej broszurze, że te pieniądze pochodziły z funduszy unijnych, a umowy zostały zawarte w ramach realizacji konkretnych projektów, natomiast wynagrodzenia dotyczyły dodatkowej pracy wykonanej przez wspomniane osoby popołudniami i w weekendy.

W ten sposób dzisiaj manipuluje się informacją, tworząc negatywny obraz samorządu i sprawujących władzę. Jednak ci którzy dzisiaj to robią, muszą pamiętać, że jeśli wygrają wybory - zajmą miejsca obecnych samorządowców, a stworzony przez nich negatywny wizerunek samorządu pozostanie w świadomości ludzi.

Obserwując scenę polityczną w Myślenicach można zauważyć, że w pewnym okresie na poziomie lokalnym działało coś na wzór „współpracy między podziałami” - potrafił Pan łączyć polityków dwóch biegunów takich jak Marek Łatas z PiS i senator Stanisław Bisztyga z PO - wspólnie pracowaliście na rzecz gminy. Zwracał Pan dzisiaj uwagę na to, że w ostatnim okresie scena mocno się spolaryzowała, w którym momencie doszło do podziału i gdzie należy szukać jego przyczyny?

Przez te 15 lat przyszło mi współpracować na rzecz mieszkańców Miasta i Gminy Myślenice z różnymi układami politycznymi w Radzie i poza nią. Przy moim stole zasiadali ludzie z prawicy, lewicy i ze środka nie po to, aby toczyć spory rangi politycznej czy ideologicznej, lecz po to, by jako lokalni politycy rozwiązywać problemy samorządu i współpracować na rzecz naszych mieszkańców. Zawsze starałem się działać i współpracować ponad podziałami ponieważ uważam, że w samorządzie nie są istotne partie, a burmistrz powinien działać na rzecz mieszkańców.

Natomiast, kiedy dochodziło do wyborów parlamentarnych staraliśmy się, żeby to myśleniczanie sprawowali mandat w Sejmie, czy w Senacie, aby mogli reprezentować interesy społeczności skupionej wokół Ziemi Myślenickiej. Prawda jest taka, że jako samorządowcy to interesy tych ludzi mamy reprezentować i tak zarządzać gminą, aby dbać o dobro naszej małej ojczyzny. To podstawowy element polityki jaką od lat realizuję.

Natomiast jeśli chodzi o podziały o które Państwo pytają, za moment przełomowy należy uznać rok 2014 i poprzednią samorządową kampanię wyborczą w której moim kontrkandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości został Jarosław Szlachetka uzyskując najlepszy wynik z moich dotychczasowych rywali. Trudno mi natomiast powiedzieć dlaczego dzisiaj nie ma współpracy. Kiedyś była wola dialogu, a burmistrz był zapraszany m.in. na spotkania opłatkowe różnych ugrupowań. Dzisiaj takie praktyki nie są stosowane. Uważam, że nie służy to dobremu funkcjonowaniu i rozwojowi gminy.

Obecnie z posłem Jarosławem Szlachetką współpracujemy przy budowie węzła jawornickiego, a także linii kolejowej i mam nadzieję, że uda się doprowadzić te projekty do końca. Uważam jednak, że działanie na rzecz gminy powinno jednoczyć, a walka partyjna odbywać się w Warszawie, istotą polityki lokalnej jest współpraca.

Ponadto proszę pamiętać, że PiS współrządził ze mną do roku 2014 i bierze pełną odpowiedzialność za działania i realizację m.in. takich projektów jak „Czysta woda dla Krakowa”, reorganizacja Zakładu Utylizacji Odpadów, czy ustalanie wysokości taryf za wodę i ścieki. Dzisiaj ze zdumieniem patrzę na radnych, którzy przy wspólnym stole układali ze mną taryfy, a teraz tego nie pamiętają. Bycie u władzy nie polega tylko na mówieniu o tym, że za czasów mojego poprzednika Myślenice znajdowały się w ruinie. Biorę pełną odpowiedzialność za tamten okres, ponieważ w tym czasie sprawowałem mandat radnego. Nie można zapominać o decyzjach, które się podejmowało.

„Burmistrz Maciej Ostrowski - wyważony w swoich słowach i postępowaniu” to cytat z artykułu o Panu sprzed kilku lat. Czy dzisiejsze przepychanki z Pana udziałem m.in. w mediach społecznościowych nie psują tego wizerunku?

Staram się funkcjonować spokojnie. Nadal uważam, że burmistrza powinno cechować wyważenie i spokój, a sprawując tę funkcję powinno się mieć grubą skórę. Nie mogę się obawiać tego, że ktoś będzie próbował mnie zdyskredytować.

Pomimo wielu spraw jakie obecnie toczą się przeciwko mnie w sądzie, nadal cierpliwie tłumaczę i wyjaśniam wszelkie wątpliwości. Dzisiaj prowadzona jest sprawa dotycząca mojego wyjazdu do Francji, która początek miała w Sądzie Rejonowym w Krakowie, niedawno zostałem uniewinniony przez Sąd Apelacyjny, a postępowanie cofnięto do Sądu Rejonowego, gdzie będę się bronił z jednego z pięciu zarzutów.

Nie mogę zostawać obojętny wobec nieprawdziwych informacji, bądź sfabrykowanych wpisów mówiących m.in. o tym, że burmistrz oskarżony lub zamieszany jest w sprawy dotyczące Babiogórskiego Parku Narodowego. Właśnie tego typu dezinformacje i manipulacje pojawiają się w sieci. To wynik stylu prowadzonej polityki i odpowiedniego kształtowania przekazu informacyjnego.

Jaką ocenę po tych 15 latach może Pan sobie wystawić w skali od 0 do 5?

Dla mnie najlepszą oceną jest ta, jaką podczas każdych wyborów wystawiają mieszkańcy idąc do urn. Mimo, że w poprzednich wyborach wielu kandydatów zebrało sporo głosów startując z list partyjnych, nie zapominajmy jednak o tym, że to wybory samorządowe w których ludzie doceniają i wybierają nie tyle opcje polityczne, co człowieka. Burmistrz powinien być apartyjny, powinien łączyć wszystkie opcje, aby działać wspólnie dla dobra Miasta i Gminy. Jako włodarz starałem się być burmistrzem wszystkich mieszkańców - zarówno miasta jak i terenów wiejskich. Wcześniej było tylko miasto, a na drugim planie wieś. Dziś z pełną stanowczośćią mogę stierdzić, że dzisiaj tego podziału nie ma - został „zakopany”.

Dużo mówimy o sposobach prowadzenia polityki i wyborach, kiedy natomiast usłyszymy Pana deklarację dotyczącą startowania w jesiennych wyborach samorządowych?

Jeszcze przyjdzie na to czas i gwarantuję Państwu, że we właściwym momencie poinformuję o tym jaką podjąłem decyzję. To mój obowiązek względem mieszkańców i moich wyborców.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Reporter, redaktor, fotograf. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)