Festiwal lata

Noworoczna Gala czyli klasyka nieoczywista

Noworoczna Gala czyli klasyka nieoczywista

Wielu ludzi idąc na ten koncert spodziewa się usłyszeć nuta w nutę to samo, co na koncercie Filahrmoników Wiedeńskich w samo południe 1 stycznia w telewizji bądź w radio

Polish Art Philharmonic tradycyjnie już na początku stycznia wita się z myślenicką publicznością na koncertem nazywanym Wielką Galą Noworoczną. Wielu ludzi idąc na ten koncert spodziewa się usłyszeć nuta w nutę to samo co słyszał na koncercie Filarmoników Wiedeńskich w samo południe 1 stycznia w telewizji bądź w radio. Maestro Michał Maciaszczyk podkreślał również na naszych łamach, że ten koncert nie ma jakiegoś ograniczenia repertuarowego, czy też „jazdy obowiązkowej”, a Marsz Radetzkiego to utwór który wykonują właściwie tylko Filharmonicy Wiedeńscy i tylko raz w roku. Repertuar zaś Polish Art Philharmonic przy okazji tego koncertu niemal zawsze trochę zaskakuje i niemal zawsze również poprzeczka dla odbiorcy jest podniesiona trochę wyżej.

Tak było i tym razem 7 stycznia w sali widowiskowej Myślenickiego Ośrodka Kultury i Sportu. Utwory, które usłyszeliśmy nie były wcale oczywistymi wyborami ani najbardziej osłuchanymi standardami klasyki. Ale za to było mnóstwo wspaniałej muzyki i prawdziwa podróż przez muzyczną historię. Antonin Dworzak z „Tańcem słowiańskim”, Piotr Czajkowski i „Trepak z Dziadka do orzechów”, Johannes Brahms i „Taniec węgierski”, czy też Camille Saint-Saens „Dance Macabre”, to utwory których usłyszenie prawdziwemu melomanowi przyjemność będzie sprawiać o każdej porze roku, a tym bardziej w wykonaniu orkiestry, która z sukcesami koncertuje już nie tylko w Niemczech, Austrii (ze szczególnym uwzględnieniem Musikverein), ale i w Chinach.

Ponieważ jednak jesteśmy w czasie karnawału to i takich elementów w tym koncercie nie zabrakło, a zadbała o nie rewelacyjna sopranistka Teatru Muzycznego w Poznaniu Anna Lasota wykonując choćby „pieśń i Wilii” Franza Lehara, czy też arii z „Księżniczki Czardasza” Imre Kalmana. Można chyba zaryzykować tezę, że takiego dynamitu wokalnego na tej scenie jeszcze nie słyszeliśmy. Na zakończenie koncertu usłyszeliśmy to, co rzeczywiście zna każde dziecko, a kinomanowi pewnie już zawsze będzie się kojarzyć z „Odyseją kosmiczną” Stanleya Kubricka, czyli „Nad pięknym modrym Dunajem” Johanna Straussa Syna, a wcześniej jeszcze mieliśmy możliwość pośpiewania bardzo trudnej wokalizy w „Bauern Polka” tego samego autora.

Koncert okazał się zresztą interaktywny do tego stopnia, że publiczności udało się nawet wymusić na Maestro taki bis, jaki sobie zażyczyła. Marsza Radetzkiego zatem nie było, ale był „Czardasz” Montiego z Michałem Maciaszczykiem w roli solisty.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).