Od grzechu do grzechu

Od grzechu do grzechu

Gdy było mu smutno i źle, miał na to sprawdzone lekarstwo. Wsiadał po prostu do pociągu i jechał przez całą Polskę. Dojeżdżał na Hel, popatrzył na morze i wracał z powrotem. Trwało to wszystko raptem dwa lub trzy dni. Zależy kogo przypadkiem spotkał i na co się napatrzył. Teraz już właściwie jechał na południe kraju.

Ładnie wyglądająca dziewczyna z sąsiedniego przedziału wysiadła i długo całowała się na peronie z jakimś szczęśliwcem. Tak myślał. Patrzył na młodą kobietę. Na dworcu w Kielcach rzuciła się w ramiona innemu mężczyźnie z nie mniejszą namiętnością.

Razem zniknęli w tłumie pasażerów. Wyraźnie spieszyli się. Do czego? Odpowiedź była jedna i bardzo naga. Uświadomienie sobie tego bez cienia zazdrości, działało kojąco i było doskonałym antidotum.

I cóż to plótł wczoraj wieczorem łysawy facet w wagonie restauracyjnym? Że życie to jest w gruncie rzeczy drogą od grzechu do grzechu. Żyć jest przyjemnie, ale najprzyjemniej jest z grzechu wychodzić. Ta ciągła plątanina jest podniecająca. Nie można przez życie przejść jak dziewica przez puste łóżko.

Wypili razem kilka piw i na pożegnanie przygodny znajomy powiedział mu z pijacką szczerością:

- Wielu rzeczy się wstydzę, mam słaby charakter, ale ważne, że nie zatracam kontroli nad swymi potknięciami i potrafię je odpokutować.

- Sam zadajesz sobie pokutę?

- Oczywiście! Gdy czasem idę do spowiedzi, to zmyślam grzechy, by księdzu sprawić przyjemność. Więc cóż to jest za pokuta, którą on mi zada? Bzdura, więc sam sobie nakładam karę!

Nie zapytał jaką, bo nieznajomy niespodziewanie zasnął z głową na stoliku między kuflami i talerzykami z resztkami jedzenia. Martwa natura. Tylko nie miał jej kto namalować. Może artysta Grzech? Roześmiał się na tę myśl.

I ten śmiech był dowodem na to, że pozbył się na parę miesięcy smutku. Jakby ktoś wymazał mu złe samopoczucie z czarnej tablicy życia. Ten „ktoś” to człowiek? Nie zastanawiał się nad odpowiedzią, bo i nie on postawił pytanie.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.