Okaryna

Okaryna

Od śmierci pani Marii O. upłynęło już kilkadziesiąt lat, ale czas nie zatarł wspomnień. Jakże kochały ją wszystkie uczennice i pieszczotliwie przezywały ją „Otóżką”, bo nauczycielka lubiła używać słowa „otóż”.

Siwowłosa, wysoka, postawna, niezamężna - prawdziwa szkolna dama - pani! Uczyła chemii, biologii i śpiewu. Pięknie grała na okarynie. Nazywała ten instrument „bogatą biedą”, bo był zrobiony z wypalonej gliny; denerwowała się, że w książkach podają trochę bałamutne informacje o tym niewielkim instrumencie.

Otóżka czytała wpierw ze „słownika muzycznego”, że okaryna (wł. ocarina) - to mały, prymitywny instrument dęty z wypalonej gliny, w kształcie gruszki, z ośmioma otworami, które podczas gry odpowiednio się zamyka przy pomocy palców. Dźwięki o skali jednej oktawy zbliżone są pod względem barwy do dźwięków fletu. A w Gutenbergowskiej Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Powszechnej jest napisane przy haśle „okaryna” włosk. ocalina - gąską - instrument muzyczny, wynaleziony przez Ludwika Sylvestriego (zm. 1927) podobny z kształtu do kadłuba ptasiego, zaopatrzony otworami, jak flet lub klarnet.

- Więc jaka gruszka? Otóż, to zna włoski, to wie, że ocarina to gąska - denerwowała się Maria O. - Otóż wystarczy przypatrzyć się kształtom okaryny, prawda? Przecież to wyraźna gąska! Gliniana, biedna, ale bogata, gdyż można na niej wszystko zagrać!

I Otóżka grała. Im melodia była prostsza, tym bardziej wzruszała. Ale przyszedł moment pożegnania Marii O. ze szkołą, z uczniami. Dała wtedy swą ulubioną okarynę Zosi C., smukłej, czarnowłosej dziewczynie z wielkimi oczami.

- Otóż zagrasz mi na moim pogrzebie, gdy już moja trumna będzie zasypana ziemią, a potem rozbijesz okarynę. Dobrze?

Wielkooka przyrzekła spełnić prośbę nauczycielki. Pilnie strzegła okarynę Otóżki przed rozbiciem. A kiedy przyszedł dzień pogrzebu Marii O., bo taki dzień przyjść musiał, Zosia C., już wtedy Zofia P., wykonała tylko w połowie prośbę swej wychowawczyni. Zagrała, ale okaryny nie rozbiła. Grywa czasem na niej i wtedy wydaje się jej, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość - to nierozdzielna trójca. Ludzka. Nie święta, ale najważniejsza!

 

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.