Orzeł dwugłowy na mundurze, a w sercu Polska. Losy wcielonych

Historia 16 czerwca 2020 Wydanie 22/2020
Orzeł dwugłowy na mundurze, a w sercu Polska. Losy wcielonych

Liczne przypadki wcieleń w czasie I Wojny Światowej dotknęły także Myślenic i okolicznych wsi. Plakaty zachęcające do dobrowolnego wstąpienia w szeregi armii austro-węgierskiej drukowano łącznie w 14 językach, w tym po polsku.

Choć młodzi ludzie unikali poboru na wszelkie możliwe sposoby, to po dziś dzień na cmentarzach południowej Europy można znaleźć nazwiska osób, pochodzących z naszych okolic. Znany jest także przypadek samodzielnego odcięcia kciuka przez mieszkańca Łęk na widok zbliżającej się austriackiej żandarmerii, która siłą wcielała mężczyzn. Dla innych los okazał się jednak łaskawy i szlak bojowy udało się przetrwać.

Jak wspomina Kazimierz Pardyak w swoich zapiskach: „w 2014 roku podczas 100 rocznicy wybuchu I wojny światowej w Muzeum Regionalnym w Myślenicach zaprezentowano wystawę i prelekcję na temat przebiegu działań wojennych na naszych terenach oraz ruchy poszczególnych formacji wojskowych walczących stron”. Dwa lata temu obchodziliśmy 100 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, zatem jest to nadal dobry moment, aby zagłębić się w temat naszych lokalnych bohaterów walczących za Polskę i ich losów.

Kazimierz Pardyak w swoich notatkach z wywiadu z Piotrem i Adamem Szlósarczyk spisał losy ich ojca, Piotra Szlósarczyka (1887-1984) mieszkańca Drogini wcielonego do C.K. armii. austro-węgierskiej. Notatka brzmi następująco: „Powołano go już na samym początku I wojny, wkrótce po trwającym prawie 4 lata pobycie w Niemczech, gdzie udał się w poszukiwaniu pracy, mając niespełna 15 lat. Swój szlak bojowy rozpoczął w ramach 56 pułku piechoty (56 Infanterieregiment K.u.K.). Z początkiem 1916 roku wraz z 18 batalionem marszowym pułku austriackiego skierowano go na front we wschodnich Karpatach. W lecie 1916 roku, w czasie walk nad Strypą w okolicy Buczacza został wzięty do niewoli. Jak wspominał, stało się to na skutek decyzji dowódcy oddziału – kapitana Wiśniewskiego (pochodzącego ponoć z Krakowa), który widząc beznadziejność sytuacji wezwał swoich podwładnych do poddania się. W niewoli przebywał 2 lata pracując w cukrowni k. Kijowa.

Nie był to jednak koniec wojennej epopei Piotra Szlósarczyka, albowiem wkrótce po powrocie z niewoli został żołnierzem odrodzonego Wojska Polskiego, biorąc udział w wojnie z Rosją bolszewicką. Z tego czasu wspominał często pojedynek w okopach na bagnety, szczęśliwe spotkanie z generałem Władysławem Sikorskim, któremu składał meldunek jako dowódca plutonu (w tym momencie w okopie, z którego wyszedł wybuchł pocisk!). W czasie walk na linii Warszawa – Pułtusk któregoś dnia w sierpniu 1920 r. w godzinach rannych został postrzelony w nogę. Ewakuowany z pola walki dopiero po południu, zabrany został eszelonem (wojskowa jednostka przewozowa) do Łodzi. W trakcie tego transportu zmuszony był jednakże wziąć ponownie karabin do ręki, aby odeprzeć atak na pociąg. Do Drogini powrócił po 6 latach tułaczki wojennej.

W śmiertelnie poważnej sytuacji znalazł się także w czasie okupacji niemieckiej, kiedy to został zatrzymany i przewieziony do urzędu gestapo w Myślenicach. Powodem tego był wynik rewizji przeprowadzonej w jego domu, w czasie której odnaleziono szable i mundur oficera Wojska Polskiego przechowywany w zamkniętym kufrze na strychu domu. Przesłuchujący go gestapowiec trochę złagodniał, gdy okazało się, że jego miejscowość rodzinna jest dobrze znana aresztowanemu i sprawnie posługuje się on językiem niemieckim, ale ostatecznie o jego uwolnieniu zdecydowała osobista interwencja Emmy Steer, nauczycielki języka niemieckiego w domu Bzowskich w Drogini. Życie pana Piotra Szlósarczyka to niesamowita historia człowieka żyjącego na ziemiach myślenickich, pokazująca jak wielkie zawieruchy historyczne wpływały na życie jednostki w tamtych czasach.

Szymon Dyczkowski