Ostatni sen

Ostatni sen

Niebywała susza trwała już od miesiąca. Raz tylko spadł lichy deszcz, jakby nie przymierzając ksiądz kropidłem pokropił. I w tym dusznym upale umierał siedemdziesięcioletni Igor. Wybierał się nieodwołalnie do tych, którzy mu dali to piękne, rosyjskie imię. Cierpiał bardzo. Przychodziła z morfiną. Nie poznawał już swojej żony, córek i synów.

Czekali na jego śmierć. Byli bardzo zmęczeni przedłużającym się umieraniem. Czuwali na zmianę i złościli się, gdy któreś z nich nie dotrzymywało wyznaczonych godzin. Telefonowali wtedy do siebie i nie szczędzili sobie przykrych słów, pretensji, żalów, zdań podlanych zniecierpliwieniem.

Tego pamiętnego dnia niedaleko było już do nocnych godzin, tych najgorszych w czuwaniu. Igor odzyskał przytomność i jasność umysłu, a bóle też jakby ustąpiły. Uśmiechał się jak dziecko, mówił niczym święty:

- W szeroko otwartym oknie nieba widzę wreszcie znajomych zmarłych. Uśmiechają się do mnie i przywołują. Będę za chwilę z nimi rozmawiał. Nie przeszkadzajcie mi, nic nie mówcie teraz…

Słyszeli, jak witał się, wymieniał imiona. Po godzinie zasnął. Niedługo potem przyszedł lekarz. Pochylił się nad Igorem. Po chwili powiedział z uśmiechem:

- To jest już jego ostatni sen.

Rozpłakali się. Żona szlochała najgłośniej, jakby chciała swym płaczem obudzić męża.

Doktor dyskretnie wyszedł z pokoju. Na klatce schodowej sąsiad zapytał, co słychać u pana Igora.

- W porządku. Śpi.

Nazajutrz na murach miasteczka około południa pojawiła się klepsydra. Brzmiała:

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! W dniu 23 lipca zmarł i radośnie poszedł na spotkanie ze swym Panem Igor…”

 

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.