Pamiętajmy, że to „P” musi być zawsze z dużej litery

Pamiętajmy, że to „P” musi być zawsze z dużej litery
Fot. Michał Turczyk

Według mojej opinii patriotyzm opisany jest coraz mniejszą literką, to jest najbardziej smutne. Boję się, że te napisy na sztandarach, które kiedyś były „Bóg, Honor i Ojczyzna” również mają coraz mniejsze znaczenie. Boję się, żebyśmy się nie odwrócili plecami za bardzo, żebyśmy nie uwierzyli w to, że wolność którą mamy jest nam dana na zawsze… życzę wszystkim, żeby pamiętali, że to „P” jednak musi być z dużej litery

- mówi Zdzisław Uchacz, aktor amator, kabareciarz, filantrop, miłośnik sportu, szybkiej jazdy, petanque i siatkówki.

Myślenice to dla mnie...

Wystarczy, że rozejrzymy się dookoła po parku na Zarabiu, gdzie jesteśmy i to są właśnie te Myślenice - ten park, ta rzeka, miejsce, gdzie się urodziłem, dom rodzinny, dzieci, praca i wszystko, co się wokół dzieje. To moi przyjaciele, moi znajomi, których spotykam codziennie na drodze i możemy do siebie parę słów powiedzieć; nie jesteśmy bezimienni i ja też nie jestem taki. To jest właśnie ta moja mała, piękna ojczyzna i nikt mi jej nie zabierze.

Twoja rodzina już od pokoleń tu mieszka, a twoje tradycje niepodległościowe, patriotyczne w tym mieście są głębokie…

Moja rodzina mieszka tu już od siedmiu pokoleń. W 1914 roku mój dziadek za przykładem swoich kolegów z gimnazjum wyruszył na pierwszą wojnę światową. Służył w pierwszej brygadzie, przyjaźnił się z myśleniczaninem Janem Dunin-Brzezińskim i wspólnie dużo przeszli, czego dowodem jest duża liczba wspólnych zdjęć. W moim domu, w kamienicy Buchaczówce był Klub Legionistów Polskich; tam mieli swoje lokum w mieszkaniu mojego dziadka. Do dzisiejszego dnia wisi tam reprodukcja Kossaka „Defilada na Błoniach Krakowskich”, gdzie szwadron legionistów prowadzi właśnie Jan Dunin-Brzeziński. Stąd ten patriotyzm przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Jak zachowywała się wasza rodzina kiedy słyszała hymn, inwokacje, Bogurodzicę?

Bogurodzicę śpiewaliśmy zawsze w kościele w Capelli Myslenicensis pod dyrekcją Józefa Romka i bardzo często dawaliśmy przykład jak się trzeba zachować, że należy wstać, to był w końcu nasz pierwszy hymn - ciężko w tej chwili o coś takiego. Jak jest grana Bogurodzica w kościele, ludzie często wychodzą i mają to głęboko w nosie. Jest to bardzo bolesne dla mnie, parę razy nawet popłakałem się przez samo to, że stałem sam jak kołek czekając jak przestaną grać, a cała reszta wychodziła. Podobnie jest jeśli chodzi o hymn, jak są jakieś uroczystości patriotyczne, gdzie jest grany ja stoję i śpiewam i ryczę jak mops, nie wiem dlaczego, ale wyciska to u mnie łzy. Dziadek zawsze mnie uczył, że hymn to jest podstawowa rzecz, to zawsze należy przyjmować i odbierać na stojąco z szacunkiem do flagi.

Już do wielu lat podczas święta niepodległości jesteś odtwórcą postaci marszałka Józefa Piłsudskiego…

Tak, już od sześciu lat gram tę zasłużoną postać. W moim domu rodzinnym wisi oryginalny portret Józefa Piłsudskiego w starych ramach i obok niego wisi moje zdjęcie w samochodzie jak wjeżdżam na Rynek i powiem szczerze, że niejednokrotnie pytano mnie już skąd mam zdjęcie Piłsudskiego w samochodzie! To był wspaniały pomysł Leszka Pniaczka i Anity Werner i cieszę się, że mogę brać w nim udział.

Czy masz jakieś wesołe wspomnienia związane z tym miastem?

Jestem trochę wariatem i jest naprawdę dużo tych wspomnień. Jeśli pozwolisz to przytoczę naszą wspólną historię, kiedy graliśmy taką fajną komedię, to było chyba na scenie w Pcimiu. Ja miałem wyjść z pokoju, a ty przeprowadzałaś jakieś tam konwersacje z mężczyzną, który niby sprzedawał odkurzacze. Więc ja będąc w pokoju obok szybko założyłem sobie taką latarkę czołową, zaświeciłem i wszedłem na scenę. Jak wyście mnie zobaczyli odwróciliście się do mnie tyłem, wsadziliście głowy do szafy i widziałem tylko jak wam podrygują pośladki… ja zresztą też nie byłem już w stanie wydusić z siebie słowa i musiałem zejść.

To się nazywa „gotowanie” i przyznać się muszę, że zdarzyło mi się to tylko dwa razy w życiu w mojej wieloletniej karierze scenicznej. Ale ty byłeś pierwszy, a drugi raz to kiedy kolega wybił sobą ścianę…

To jeszcze druga podobna sytuacja. Robiliśmy razem z Maćkiem Manowieckim szopkę tutaj na Zarabiu. Robiliśmy figury z suchych desek sosnowych, między innymi figurę Matki Boskiej. Pomalowałem jej twarz po raz pierwszy, odczekałem jak wyschnie i za chwileczkę zauważyłem, że te włókna na brodzie zaczęły stawać do góry i wyglądało to jak zarost. Więc wziąłem szlifierkę, papier ścierny i zacząłem to czyścić… i w tym momencie wchodzi nasz ksiądz proboszcz Józef Orawczak i pyta się: - Panie Zdzisławie cóż pan robi?! - Golę Matkę Boską - odpowiedziałem…

Spotykamy się z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. Czego życzy Zdzisław Uchacz nie tylko mieszkańcom Myślenic, ale całemu naszemu krajowi na następne 100 lat?

Chciałbym żebyśmy bardziej siebie rozpoznawali na ulicy, bez względu na podziały polityczne itd., bo to zaczyna nas wszystkich dzielić; chciałbym żebyśmy się poznawali, mogli sobie podać rękę, żebyśmy mogli się uśmiechnąć, powiedzieć sobie na ulicy dowcip, jak to robił kiedyś wspaniały profesor Tadeusz Bilik. Żebyśmy nie musieli ukrywać się przed swoimi bliskimi bo wstyd, bo powiedziałem to, bo zrobiłem tamto, żebyśmy byli ludźmi i widzieli w sobie człowieka, żebyśmy nie robili sobie na złość…

Jak postrzegasz taki współczesny patriotyzm?

Czytałem i obserwuję te wywiady, które przeprowadzasz i zauważyłem, że każdy z nich inaczej interpretuje patriotyzm i bardzo dobrze! Bo jakbyśmy wszyscy zlewali to wszystko razem do jednego kociołka nie byłoby to przyjemne. Według mojej opinii patriotyzm opisany jest coraz mniejszą literką, to jest najbardziej smutne. Boję się, że te napisy na sztandarach, które kiedyś były „Bóg, Honor i Ojczyzna” również mają coraz mniejsze znaczenie. Boję się, żebyśmy się nie odwrócili plecami za bardzo, żebyśmy nie uwierzyli w to, że wolność którą mamy jest nam dana na zawsze… Życzę wszystkim, żeby pamiętali, że to „P” jednak musi być z dużej litery.

„Sto rozmów na STULECIE odzyskania przez POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI” 

to tytuł projektu, który realizujemy wspólnie z Myślenickim Ośrodkiem Kultury i Sportu. Do 11 listopada zarejestrowanych zostanie 100 wywiadów z mieszkańcami Myślenic i okolic, którzy Dorocie Ruśkowskiej opowiedzą o swoich doświadczeniach związanych z niepodległością.

Zapis rozmów ma być próbą dokumentacji i zrozumienia różnych wartości i emocji towarzyszących polskiej wolności. W nagraniu może wziąć udział każdy. Wiek, pochodzenie, czy wykształcenie nie mają znaczenia. Liczy się refleksja i chęć porozmawiania przed kamerami o własnym doświadczaniu wolnej Polski. Zgłaszać się można bezpośrednio do Doroty Ruśkowskiej prowadzącej rozmowy dzwoniąc pod numer 669-151-545.

Co tydzień na naszych łamach pojawiać się będą fragmenty wywiadów, natomiast w internetowym wydaniu Gazety Myślenickiej publikowane będą w obszernej wersji oraz w wersji wideo.

Dorota Ruśkowska Dorota Ruśkowska Autor artykułu

Aktorka, dyrektor Teatru w Stodole w Myślenicach, prezenterka telewizyjna. Pomysłodawczyni i prowadząca program "Sto rozmów na STULECIE odzyskania przez POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI"