Pielgrzymka: Terapia dla duszy, umysłu i ciała

Reportaż 28 sierpnia 2018 Wydanie 30/2018
Pielgrzymka: Terapia dla duszy, umysłu i ciała

Jest niedzielny poranek, 5 sierpnia. Przez myślenicki Rynek przechodzi radosny i rozśpiewany korowód ludzi. Idą starsi, młodzież, dzieci, osoby niepełnosprawne, małżeństwa, całe rodziny.

Jestem wśród nich. Właśnie zostałem pielgrzymem. Rozpoczynam tygodniową wędrówkę do Jasnogórskiej Pani. Razem z grupą z Mszany Dolnej myśleniczanie w drogę zabierają ze sobą wiele intencji. Kilka z nich postanowiłem zgłębić podczas wędrówki z siostrami i braćmi, bo w taki sposób wszyscy odnoszą się do siebie w trakcie pielgrzymki.

Idą z trudnymi sprawami, swoimi życiowymi problemami, które jak mówią chcą powierzać Maryi - kim są pątnicy i dlaczego to robią? 

- sprawdza Dawid Grzeszkowicz

 

PONIEDZIAŁEK

- siostra Ewa i brat Józef

„Duchowa rehabilitacja może więcej”

Poznali się podczas turnusu rehabilitacyjnego w Modlniczce koło Krakowa. Jak mówi Józef była to miłość od pierwszego wejrzenia, która w 2009 roku zaowocowało ślubem. Ewa cierpi na polineuropatię (zespół uszkodzenia nerwów obwodowych), a on ma problemy z kręgosłupem i nie słyszy na jedno ucho. Mimo tych fizycznych ograniczeń uczestniczą w pielgrzymce do Częstochowy po raz dziewiąty.

Tegoroczna jest dla nich wyjątkowa, bo po raz pierwszy udało im się pokonać odcinek w miejscowości Choroń biegnący przez las z piaskowym podłożem. Zwykle jechali wtedy samochodem, albo busem, ale w tym roku było inaczej. Koła inwalidzkiego wózka Ewy zapadały się w piachu, lecz oni wytrwale brnęli do przodu, aż udało im się wyjechać na asfaltową drogę.

Z jakim prośbami zmierzają na Jasną Górę? Ewa: - W jeden dzień modlę się za rodzinę, w drugi za przyjaciół, w kolejny za wszystkich co pomagali mi w ciągu roku. Ostatni dzień pielgrzymki ofiaruję mężowi. Idziemy podziękować za kolejny rok przeżyty razem. - Zawierzamy swoja miłość przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, że zawsze będziemy razem – dodaje Józef.

Jest to dla nich wyczekiwany czas. - Mogę jechać na turnus rehabilitacyjny, czy na inny wyjazd, ale jednak wybieram pielgrzymkę, bo ona jest raz w roku. Poza tym wędrówka na Jasną Górę jest turnusem rehabilitacyjnym, ale też duchowym, który przeżywasz z innymi ludźmi” – oznajmia Ewa. - Duchowa rehabilitacja może więcej zdziałać niż fizyczne ćwiczenia. Ona daje ci siłę, nadzieje na lepsze jutro. Modlitwa góry przenosi.

Ograniczenia fizyczne utrudniają im pielgrzymowanie, ale mimo tych przeciwności z uporem idą naprzód. – Czy mogłabym nie iść? No pewnie! I powiedzieć „Niech idą młodzi”, ale dlaczego ja mam z tego zrezygnować, skoro jest to dla mnie bardzo ważne?

Mimo przeciwności jakie zostały postawione im na drodze nie tracą optymizmu, a uśmiech bije z ich twarzy. „Nasza siła jest w wierze” – kwituje Józef. – A jak Bóg da, to weźmiemy udział w przyszłorocznej pielgrzymce - dodaje jego żona.

 

WTOREK

- siostra Agnieszka

„Z biegiem lat idzie się ciężej, ale z tą samą radością”

Siostra Agnieszka Bielińska pochodzi z Mszany Dolnej i należy do Zgromadzenia Franciszkanek Rodziny Maryi. Posługuje w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myślenicach. Od ubiegłego roku jest katechetką w I LO im. T. Kościuszki w Myślenicach. Dlaczego wybrała taka drogę życia?

- Wychowałam się w miejscowości, gdzie mieszkały i pracowały siostry zakonne, miałam więc styczność z takim życiem od dziecka. Podobało mi się i już we wczesnych latach mojego życia mówiłam rodzicom, że chcę wstąpić do zakonu. Byli więc na to przygotowani. Na początku były to niewinne rozmowy, marzenia, lecz potem to pragnienie rosło, aż w końcu znalazłam się tam gdzie jestem.

To jej czwarta pielgrzymka na Jasną Górę, lecz pierwsza z myślenicką grupą. - Lubię wędrować, chodzić po górach, więc na moją pierwszą pielgrzymkę poszłam z ciekawości, czy dam radę przejść tyle kilometrów? Z biegiem lat idzie się coraz ciężej, ale z tą samą radością – mówi.

Pierwszy raz idzie w grupie, gdzie większość pielgrzymów to młode osoby. Grupa jest radosna i głośna, ale niesie poważne intencje. Idą z trudnymi sprawami, swoimi życiowymi problemami, które chcą powierzać Maryi. W tym roku siostra Agnieszka niesie wiele intencji. - Za rok będę przeżywała dwudziestopięciolecie ślubów zakonnych i chciałabym zawierzyć ten rok Maryi o dobre przygotowanie do tego wydarzenia. Chcę również zawierzyć moje zakonne życie. Podziękować za łaskę powołania. Ważną intencją jest również modlitwa za naszą Ojczyznę z racji jubileuszu niepodległości. Powierzam również sprawy moich bliskich, ludzi, którzy prosili mnie o modlitwę, osoby, które podczas pielgrzymki przyjmowali nas na nocleg. Jako, że pielgrzymka ma charakter pokutny, chciałabym również przeprosić Boga za swoje grzechy i całego świata, którymi jest obrażany.

Skąd brać siłę do wędrówki w zacinającym deszcz, lejącym się z nieba żarze? Siostra Agnieszka ma na to odpowiedź: - W trudnych momentach, gdy wszystko boli, ofiaruje ten trud Bogu jako wynagrodzenie za grzechy. Czuje taką potrzebę, patrząc w skali globalnej, jak świat łamie przykazania. Czuje potrzebę wynagradzania, pocieszania Jezusa za to, że ludzie nie szanują Jego poświęcenia, Jego bólu, by moglibyśmy być zbawieni.

Obserwując ją w podróży widać, że dobrze czuje się w grupie i doświadcza wielkiej troski Boga o drobiazgi. - Każdy nocleg, posiłek, butelkę wody przyjmuje z wdzięcznością i świadomością, że Bóg poprzez ludzi spotykanych na pielgrzymkowym szlaku troszczy się o mnie. Mam nadzieję, że za rok znów będę mogła tego doświadczyć – mówi.

 

ŚRODA

- brat Przemysław „Małysz” Ulman

„To mój wyraz wdzięczności Bogu za to kim teraz jestem, za to kogo stawia na mojej drodze”

Gdyby zapytać kogoś z pielgrzymki o Przemka Ulmana zapewne nikt nie wiedziałby o kogo chodzi. Gdyby zapytać o „Małysza”, wszyscy powiedzą ci który to. Jego pseudonim pochodzi z czasów, gdy należał do Ruchu Światło-Życie i podczas jednego z wieczorów parodiował skoczka. Było to w 1997 roku. Rok wcześniej jak mówi przeżywał okres buntu i pielgrzymka miała być sposobem na wyrwanie się z domu. - Po powrocie śpiew pielgrzymów został mi w głowie i zapisałem się do Ruchu Światło-Życie - wspomina.

Jego pierwsza pielgrzymka na Jasną Górę była w 1996 roku. Początkowo kojarząca się wyłącznie ze śpiewem, niedługo stała się jak mówi jego zdrowym i pozytywnym nałogiem. Dzisiaj ma 37 lat i na Jasną Górę idzie po raz dwudziesty, ale nie jest pewny tej liczby, bo w pewnym momencie przestała mieć ona znaczenie.

- Pielgrzymka rozpoczęła w moim życiu okres, pozytywnej, dobrej zmiany. Z jednej strony stało się to moim przyzwyczajeniem, modlitwą, a z drugiej jest to mój wyraz wdzięczności Bogu za to kim teraz jestem, za to kogo stawia na mojej drodze. Nie zawsze jest tak jakbym chciał, ale mam wokół siebie fantastycznych ludzi, dzięki którym można przenosić góry – opowiada.

Podczas pielgrzymki pełni rolę porządkowego. Jego zadaniem jest bezpieczne prowadzenie pątników na szlaku, kieruje ruchem i koryguje kolumnę, gdy ta zaczyna iść nieprawidłowo. W tym roku na Jasną Górę pielgrzymuje w intencji, aby wszystko w jego życiu dobrze się układało. - Modlę się, aby czas, który spędzam podczas pielgrzymki spędzić z Bogiem. Pędząc w dzisiejszych czasach, brakuje nam czasu by się zatrzymać. By stanąć w chwili zadumy, refleksji, pomodlić się czy nawet iść na niedzielną mszę świętą. Na pielgrzymce, mimo, że ciągle jesteśmy w marszu, zmagamy się ze słońcem, deszczem, to mamy czas cię zatrzymać i dać nasz czas Bogu. Myślę, ze to jest kołem zamachowy pielgrzymki. Pielgrzymuję również w intencji rodziców o zdrowie i siły dla nich oraz za tych wszystkich, którzy prosili mnie o modlitwę – dodaje.

Pełną rozmowę z bratem Przemysławem znajdziecie na gazeta.myslenice.pl

 

CZWARTEK - PIĄTEK

brat Krzysztof i brat Piotr

„Rok wcześniej zanosiłem modły o uzdrowienie brata, a Pani Częstochowska spełniła tę prośbę. Można powiedzieć, że wydarzył się mały, lokalny cud”

Krzysztof Moskal zwraca się do Piotra Moskala ,,bracie” nie tylko podczas pielgrzymki. W życiu prywatnym również są braćmi. Braćmi, którzy mimo młodego wieku przeszli wiele przeciwności. Mieszkają na Dolnym Przedmieściu. Starszy z nich – Krzysztof, ma 20 lat. Piotr jest młodszy o rok. Jednak w rodzinnym kręgu mówią, że Krzysiek ma 4 lata, a Piotrek 3. Osoby, które widziałyby ich na ulicy na pewno nie dałyby im tak młodego wieku. O co więc chodzi?

- Cztery lata temu miałem przeszczep szpiku. Można powiedzieć, że wtedy narodziłem się na nowo. Dlatego mam 4 lata - wyjaśnia Krzysiek. W 2013 roku niespodziewanie zachorował. - Gdy okazało się, że to białaczka, na początku nie wiedziałem, że można przez nią umrzeć. Rozpocząłem terapię, ale nie byłem załamany, bo wierzyłem, że z tego wyjdę. W czasie choroby rodzina była dla niego wielkim wsparciem. - Codziennie przyjeżdżali do mnie do szpitala. Nie załamałem się ze względu na nich. Chciałem dla nich walczyć. Aż pewnego dnia usłyszał: „Krzysiu, jest dawca dla ciebie.” Po przeszczepie choroba ustąpiła, ale chłopak nadal musi stawiać się na okresowe badania kontrolne. Jest to pierwsza pielgrzymka Krzysztofa na Jasną Górę. Intencja oczywista. Podziękowanie za uratowanie życia i błogosławieństwo dla dawcy. W przyszłości Krzysiek chciałby zostać dziennikarzem sportowym.

Natomiast Piotr to absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Myślenicach. Pierwszą pielgrzymkę odbył za sprawą choroby brata, modląc się o uzdrowienie. Błagania zostały wysłuchane. Tegoroczna pielgrzymka jest już piątą w jego życiu. - W tym roku idę z intencją dziękczynną, za wyzdrowienie brata, że wszystko z nim w porządku. Proszę również Matkę Boską o dalsze zdrowie dla niego.

W życiu braci Jasna Góra jest bardzo ważnym miejscem. To tam Piotr zanosił modły o cud uzdrowienia brata, a Pani Częstochowska spełniła jego prośbę. Można powiedzieć, że wydarzył się mały, lokalny cud. Gdyby w tamtej chwili nie znalezionoby dawcy dla Krzyśka, w krótkim czasie mógłby umrzeć. Bracia zgodnie uważają, że dawca pojawił się za jej przyczyną.

 

SOBOTA

- siostra Dominika

„Wszystko mogę w Tym który mnie umacnia”

Myśleniczanka Dominika Bała, tegoroczną pielgrzymkę przeżywa wraz ze swoja mamą Teresą, młodszym bratem Eliaszem, ciocią i kuzynką. Nie pamięta swojej pierwszej pielgrzymki, gdyż miała wtedy… pięć miesięcy! Uczestniczyła w nich przez kolejne trzy lata, następnie miała przerwę. Tegoroczna jest jej siódmą z rzędu, a więc łącznie do Częstochowy pielgrzymowała już dziesięć razy.

Dominika od pierwszej klasy gimnazjum prężnie działała w ruchu Światło-Życie, lecz ze względu na podjęcie studiów na kierunku zarządzanie zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i brak czasu, zrezygnowała z członkostwa. Obecnie pomaga w przygotowaniu młodzieży do sakramentu bierzmowania. Co wyniosła dzięki uczestnictwie w przyparafialnych grupach? - Oaza, Caritas, wolontariaty, ukształtowały mnie. Wiele pozytywnych wartości wyniosłam oczywiście z domu, ale w tych grupach spotkałam dobrych, uczynnych ludzi myślących podobnie jak ja i mieli oni bardzo pozytywny wpływ na moje wychowanie i na to jaką osobą teraz jestem.

Podczas pielgrzymki Dominika żywiołowo gra i śpiewa motywując pątników i umilając im czas w wędrówce. Już samo przekładanie nogami w trzydziestostopniowym upale jest męczące, a on w dodatku śpiewa i gra na gitarze. Skąd czerpie do tego siłę? - Oczywiście są kryzysy i zwątpienia, ale gdy słyszę, że ludzie również śpiewają, to dodaje mi skrzydeł i sprawia, że śpiewam jeszcze głośniej. Można powiedzieć, że napędzamy się śpiewem. Wpadamy wtedy w powtarzający się krąg pozytywnej energii, która nam dodaje sił do dalszego marszu. Jednak siła pochodzi również z góry. Sami nic nie możemy. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.

Dla tej młodej dziewczyny pielgrzymkowy czas jest tak ważny, że w tym roku, aby móc w niej uczestniczyć zrezygnowała z pracy, z ufnością, że Matka Boska Częstochowska chce, by przyszła przed jej oblicze i służyła pielgrzymom śpiewem. Tegoroczną intencją Dominiki jest ,,by po raz kolejny zaufać Bogu i poświęcić Mu całe swoje życie. By wszystko, co dzieje się w moim życiu powierzyć Matce Bożej, by jeszcze bardziej się mną zaopiekowała, a ja mogłabym ja jeszcze bardziej poznać.” Twierdzi, że relacje nawiązywane na pielgrzymce są wyjątkowe. - Często te osoby widuje tylko raz w roku – właśnie na pielgrzymce, ale przez ten tydzień ci ludzie są dla mnie jak rodzina. W rozmowach nie ma tematów tabu. To jest właśnie niesamowite – wielka otwartość i szczerość. Jak Bóg da, za rok Dominika po raz kolejny będzie zachwycać pielgrzymów swoim pięknym śpiewem.

 

Niedziela

- siostra Basia

„Tu można poznać nowych przyjaciół, każdy jest dla siebie miły”

Na pielgrzymce wszyscy zwracamy się do siebie ,,siostro” i ,,bracie” niezależnie od tego czy daną osobę już wcześniej się znało. Nie wpływa na to również różnica wieku rozmówców. Tak więc, siostra Basia przywitała mnie z uśmiechem na ustach.

Na co dzień mieszka w Myślenicach. Jest studentką pedagogiki w Staropolskiej Szkole Wyższej. Na Jasną Górę idzie po raz drugi. Pierwszą pielgrzymkę odbyła za namową mamy. Po jej relacji postanowiła wybrać się i przekonać na własnej skórze, jak wygląda pielgrzymowanie. W tym roku idzie do jasnogórskiego obrazu z dziękczynną intencja za zdanie matury i dostanie się na upragnione studia.

Na pytanie co ją najbardziej urzekło odpowiada: - Tu można poznać nowych przyjaciół, każdy jest dla siebie miły. Organizowane są pogodne wieczorki, podczas których integrujemy się i przełamujemy pierwsze lody. Podczas marszu skupiam się na modlitwie i myśli, że jestem coraz bliżej celu. Daje mi to siłę by stawiać kolejne kroki.

Jak zachęcić innych do udziału w pielgrzymce? - Wystarczy, że opowiedziałabym co sama przeżyłam. To nie jest chwila, czy godzina, lecz kilka wspaniałych dni obarczonych trudem wędrówki, lecz zakończone są radością i naładowanymi akumulatorami – wyjaśnia.

Mimo, że jest to dopiero jej druga pielgrzymka, okres w ciągu roku, który poświęca na podróż do Częstochowy, stał się ważny w jej życiu. - Gdy w kościele ogłaszano zapisy na pielgrzymkę już nie mogłam doczekać się sierpnia. Od razu wiedziałam, że muszę iść. Siostra Basia za rok również zamierza pielgrzymować do Częstochowy.

 

Dawid Grzeszkowicz