Pierwsza była na zamówienie córki

Pierwsza była na zamówienie córki

O to skąd biorą się tak niecodzienne pomysły na opis naszej codzienności i skąd to przymrużenie oka oraz co na jej obrazach tak często robi ta przesympatyczna krówka - to tylko nieliczne z pytań jakie zadaliśmy - jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci artystycznych naszego regionu

Ma wyjątkowo krótką notkę biograficzną i czytamy w niej: „Urodzona w roku 1970 w Myślenicach. W 1995 roku obroniła dyplom w pracowni prof. Adama Wsiołkowskiego na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. Zajmuje się malarstwem, fotografią, plakatem, projektowaniem graficznym i architektonicznym oraz grafiką komputerową”. Tylko tyle, a przecież każdemu, kto oglądał jej cykle obrazów „Cudowne lata”, teatralne czy też ostatnią dobczycką wystawę „Pąć” musi nasunąć się wiele pytań o to kim jest osoba, która w swojej twórczości potrafi „przemycić” tyle symboli pop kultury i tak sprytnie nimi „zagrać”, że tworzą nową wartość.

Jak się zaczęła ta przygoda życia z malarstwem?

Właściwie odkąd pamiętam bardzo lubiłam rysować i malować i można było przypuszczać, że to co w dzieciństwie zajmowało mi tyle czasu przerodzi się potem w jakieś trwałe zajęcie.

Zanim trafiłaś na ASP, musiałaś pewnie przejść jakąś specjalistyczną edukację malarską.

Właśnie nie bardzo, ponieważ w czasach kiedy chodziłam do myślenickiego LO takich szkół rysunku jak ta obecna Rafała Zalubowskiego nie było, a nie byłam również tak zdeterminowana żeby kształcić się w Nowym Wiśniczu, Krakowie czy też Liceum im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Można zatem powiedzieć, że byłam samoukiem praktycznie do ostatniej klasy liceum, gdzie pobrałam kilka lekcji rysunku już pod kątem samego egzaminu na ASP.

Jak wyglądał ten egzamin?

Przede wszystkim już idąc na ten egzamin trzeba było mieć gotową teczkę z kilkudziesięcioma swoimi szkicami, które były oceniane przez komisję, a potem był egzamin praktyczny który trwał, o ile pamiętam 3 dni. Naturalnie był również egzamin teoretyczny z historii sztuki i był to o tyle ciekawy sprawdzian, z racji tego, że odbywał się w 1989 roku. Były na nim jeszcze pytania delikatnie zahaczające o marksistowską wizję sztuki, ale ponieważ było już i po „okrągłym stole” i po wyborach 4 czerwca, to wykładowcy patrzyli przez palce na te zagadnienia.

Dużo było chętnych do studiowania na ASP w 1989 roku?

Wyjątkowo. To było 25 osób na jedno miejsce.

Jak te studia kształtowały? To były bardziej zajęcia praktyczne czy też próbowano was jakoś artystycznie ukierunkować?

W tamtym okresie to zdecydowanie w większym stopniu była to praca nad techniką wykonawczą niż nad wiedzą ogólną o sztuce, malarstwie i o najróżniejszych prądach artystycznych, czy stylistykach. Z opowiadań mojej córki, która też poszła na ASP wiem, że to się bardzo zmieniło i teraz już większą wagę przykłada się do tego żeby artysta miał świadomość tego w jakim kierunku chce iść i co chciałby osiągnąć. A to jest możliwe tylko wtedy jeśli pozna dziedzinę, którą się zajmuje. Jej historię, kierunki rozwoju czy też najwybitniejsze dzieła i ich twórców. I to nawet kosztem samego warsztatu artystycznego, bo przecież możliwości tworzenia obrazów jest teraz znacznie więcej niż 20 czy 30 lat temu.

Jedną z cech, która wyróżnia Pani malarstwo jest tworzenie w akrylu. Czy to prawda że malując w akrylu trzeba mieć większe umiejętności niż malując w oleju bo w akrylu nie można już żadnego błędu poprawić?

Nie, to jest nieprawdziwa opinia. Akryl chociaż w mniejszym stopniu również można poprawić, ale podstawową różnicą między tą techniką, a olejem jest to, że po prostu obraz szybciej schnie. Ma to swoje plusy i minusy, bo obraz olejny maluje się nieraz kilka tygodni, a akryl można malować nawet jeden dzień. A zdarza się, że i krócej, bo pamiętam jedną swoją wystawę na którą brakowało mi dwóch obrazów, a był to dzień w którym odbywał się wernisaż. Otwarcie miało być o 16, była 11 kiedy zaczęłam malować te dwa brakujące i udało się zdążyć na czas i na dodatek nie były to wcale jakieś „wymęczone” obrazy tylko jedne z bardziej udanych.

Ile czasu powstaje taka wystawa jak „Pąć” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Dobczycach?

Technicznie powstaje szybko, bo zakładając że robię jeden obraz dziennie to „Pąć” powstała w kilka tygodni. Praktycznie jednak pomysły do poszczególnych obrazów kiełkują już znacznie wcześniej w głowie i staram się je zapisywać w jakiejś uproszczonej formie w notesach albo szkicownikach.

Od tego pytania mógłbym w zasadzie zacząć… skąd ta krowa?

Pojawiła się dosyć spontanicznie i niespodziewanie, bo pierwszą namalowałam na zamówienie swojej córki. Potem jeszcze dwie dla kogoś, a potem okazało się że to właściwie ciekawy leitmotiw i czemu tego nie kontynuować? A dlaczego krowa? Może dlatego, że jest mało oklepanym motywem, może dlatego że wywołuje pozytywne skojarzenia, a może dlatego, że występuje niemal pod każdą szerokością geograficzną i może dzięki temu te obrazy mają jakieś bardziej uniwersalne przesłanie, niż gdyby na nich był, bo ja wiem… lew, kojot czy puma.

Ale krowa nie od początku weszła na Pani obrazy?

Nie, moja praca dyplomowa chociażby „Ekrany – sygnały” miała już pewne motywy zwierzęce, ale kontekst był zupełnie inny. Można było na tych obrazach zobaczyć bohaterów „Pszczółki Mai”, Chaplina, Woody Allena, wiadomości Dziennika, obraz reklamowy czy też słynną włoską kreskówkę „La Linea”, którą w Polsce nazywano „Barum Barum” z racji tej melodyjki na początku.

No właśnie, fascynacja filmem to druga rzecz jaka się rzuca w oczy w Pani obrazach. Krowy grają tutaj główne role w takich filmach jak: „La Strada”, „Easy Rider”, „Thelma i Louise”, „Dzikość serca”, czy nawet „Baby sa jakieś inne”. Siedzi w Pani jakiś niespełniony filmowiec, czy też zgłasza Pani akces do nakręcenia jakiegoś nowego „Twojego Vincenta”?

Nie, nie ciągnęło mnie do tego, żeby filmy tworzyć, ale jestem wielką pasjonatką kina i w ten sposób niejako składam hołd twórcom i daję wyraz swojej fascynacji.

Jakiego typu kino Pani preferuje?

Nie mam jakiejś konkretnej epoki czy gatunku, który szczególnie lubię bo oglądam tak dużo filmów, że trudno byłoby jakieś wyróżnić, ale są takie które oglądam po kilkanaście razy i nieodmiennie mnie urzekają. „Siódma pieczęć” Ingmara Bergmana, „Złodzieje rowerów” Vittorio de Sica, ale i „Gwiezdne wojny”, żeby nie było że tylko czarno-białe. Jeśli zaś chodzi o jakieś rodzaje kina, to bardzo gustuję w kinie naszych południowych sąsiadów, którzy chyba w ogóle nie robią słabych filmów. Dowodem na to mogą być takie tytuły jak „Na złamanie na karku”, „Dzikie pszczoły”, „Młode wino”, czy też „Butelki zwrotne”. Nie tylko zresztą film bardzo mnie inspiruje, bo i muzyka, zwłaszcza moi ulubieni „Floydzi” których mam chyba większość płyt, a jak wiadomo był to zespół, który bardzo się potrafił zmieniać niemal z albumu na album. Koncert w Pradze w 1994 roku to było coś czego nie zapomnę do końca życia.

Trochę też widać w tych obrazach echa epoki hippisowskiej i „flower power” końca lat 60. Dobrze to odczytuję?

Zgadza się. Ta epoka jest dla mnie takim symbolem kontestacji i buntu przeciw utartym schematom. Utożsamiam się z nią bo po trosze czuję się takim buntownikiem.

Łączy Pani działalność artystyczną z pracą w biurze projektowo-architektonicznym. Jak jedno wpływa na drugie?

Właściwie to do niedawna jeszcze łączyłam te dwie funkcje, bo zajmowałam się wstępnym etapem projektowania domów w biurze, które prowadzimy razem z mężem. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, bo z jednej strony mogłam swoje wizje przekuć w coś, co potem realnie powstawało, z drugiej strony architektura trochę ogranicza swobodę artystyczną, bo nie można zaprojektować czegoś wbrew matematycznym albo fizycznym wyliczeniom.

Na blogu, który Pani prowadzi można zobaczyć mnóstwo zdjęć z najprzeróżniejszych stron świata. Jak fotografia wpływa na malarstwo?

Bezpośrednio nie wpływa, bo motywy architektoniczne czy pejzaże nie są głównym tematem moich obrazów, ale jakąś „podprogową” inspiracją są, choćby przez to że jest mnóstwo miejsc które razem z mężem zwiedziliśmy i bardzo nam zapadły w pamięć. Mało znanym, a bardzo pięknym miejscem na ziemi są chociażby Slavonice w południowych Czechach.

Jaki następny projekt artystyczny planuje Kinga Piwowarczyk?

Następny projekt, który roboczo nazywam „selfie” - czyli te portrety, które już pojawiały się w ramach innych moich wystaw, a teraz chciałabym ułożyć je w odrębny cykl i zapewne uzupełnić o jakieś nowe obrazy, oczywiście z moją główną bohaterką w roli głównej.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).