Pies w kapeluszu

Pies w kapeluszu
Z kolekcji Jacka Hołuja

Bardzo kochał swoje zwierzęta! Wiele dla niego znaczyły: dwa kucyki bliźniaki: Kastor i Polluks, małpka Fara i pies Murat. Codziennie przed południem jechał maleńkim wózeczkiem ulicami zdroju i stawał z aparatem fotograficznym w pobliżu pijalni. Robił pamiątkowe zdjęcia kuracjuszom.

Dzieci najchętniej siadały do wózka, panie natomiast lubiły się fotografować z małpką. Stary Marut patrzył na to wszystko z filozoficzną zadumą. Udawał, że jest mu obojętne, że nikt nie chce z nim zdjęcia. Wiedział, że jest stary i chory. Kochał swego pana za to, że w ogóle zabierał go ze sobą.

W ostatnim miesiącu nie mógł dłużej już stać na swych nogach, więc kładł się na desce troskliwie podkładanej przez pana Antoniego. Nie widział już dwóch fontann, które upiększały każdy słoneczny dzień w zdroju. Nie widział starych drzew tańczących na wietrze. Nie widział w kolorowych sukienkach kwiatów. Nie widział nieba pełnego całujących się chmur. Ślepł i głuchł z każdym dniem coraz bardziej i bardziej.

Pan Antoni patrzył na powolne odchodzenie Murata ze smutkiem i drżeniem serca. Przecież pies był razem z nim przez szesnaście lat! Razem z nim pracował, szczekał na smutki, merdał ogonem witając każdą radość.

Ale nie było rady. Trzeba było owczarka uśpić. Weterynarz zrobił to delikatnie, po mistrzowsku, po ojcowsku. Pogłaskał głowę Murata przed zrobieniem zastrzyku. I widząc niemą rozpacz Antoniego, poradziłem mu, żeby kazał wypchać Murata. Ma taki adres człowieka, który to robi z ptakami, więc i z psem poradzi. Słowo w słowo i po miesiącu Murat jak żywy stanął znowu przed swym właścicielem.

I teraz wypchany pies stoi obok kucyków Kastora i Polluksa, a małpka Fara siada mu na grzbiecie. Murat stoi pięknie wyprostowany. Na głowie ma kapelusz.

Bo tak właśnie pan Antoni postanowił upiększyć swego przyjaciela.

To ukapeluszenie sprawiło, że fotografowi przybyło klientów.

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.