Pisanie to niebywale wciągająca, ale i wyczerpująca zabawa

Pisanie to niebywale wciągająca,
ale i wyczerpująca zabawa

Pisanie książki o niezbadanej historii trochę przypomina rozwiązywanie zagadki kryminalnej. Gromadzi się jakiś zasób wiedzy, korzysta z wielu źródeł, próbuje kojarzyć różne odległe fakty i kiedy wydaje się, że człowiek zabrnął w ślepy zaułek i nie wydobędzie się z niego, następuje coś co przypomina pęknięcie tamy. To jest właśnie rozwiązanie jakiegoś skomplikowanego zagadnienia. To niebywale wciągająca, ale i wyczerpująca zabawa. Kiedyś słyszałem o japońskich naukowcach, których po wyczerpujących badaniach leczono opium. Ja leczyłem się snem

- w rozmowie z nami mówi Franciszek Konstanty Gatlik – autor Myślenickiego Tryptyku

Wielu myśleniczan kojarzy go jako geodetę, ale niemała jest również grupa ludzi wiedzących o jego zamiłowaniach do badania historii. Franciszek Konstanty Gatlik nie ograniczał się jednak do wyjaśniania tajemnic historii dla własnej tylko satysfakcji. Owocem tych poszukiwań były trzy książki składające się na tzw. Tryptyk Myślenicki: „Pieśń Tajemnicy Cudownego Obrazu; Bogurodzica Myślenicka”, „Pośród Słowiańskich Bóstw, droga Lechitów-Polan do chrześcijaństwa” oraz „Pieśń Grunwaldu i Hołdu pruskiego; wojenne losy dzieł Jana Matejki”.

Każda z tych książek napisana została w innej stylistyce i każda oprócz walorów edukacyjnych skłania czytelnika do własnych przemyśleń, a kto wie, może i podjęcia podobnych poszukiwań. Skala poruszonych w tych dziełach tematów i rozmaitość dziedzin nauki jakie znalazły w nich zastosowanie powoduje, że aż trudno uwierzyć że napisał to jeden człowiek (w przypadku „Pieśni Tajemnicy Cudownego Obrazu; Bogurodzicy Myślenickiej” była to spółka autorska z synem Tomaszem Gatlikiem).

O tym jak powstawały te niezwykłe książki i jakie były źródła historycznej pasji rozmawiamy z ich autorem.

Pierwsze pytanie jakie się nasuwa po przeczytaniu którejś części Myślenickiego Tryptyku, to dlaczego ktoś tak dalece zainteresowany badaniem historii nie wybrał studiów historycznych?

Jakoś nigdy nie wyobrażałem sobie siebie jako nauczyciela, a ukończenie studiów historycznych pewnie wiązałoby się z tego rodzaju działalnością. Chciałem być inżynierem.

Wiedza geodezyjna przydaje się historykowi?

Wbrew pozorom to czego nauczyłem się na studiach przydaje się również w moich poszukiwaniach, choćby z tego powodu, że geodezja daje wiedzę w wielu dziedzinach, także astronomii, a sporo i tym zagadnieniom poświęciłem uwagi w książce „Pośród Słowiańskich Bóstw…”. Ale sama praca geodety dała mi też wiele satysfakcji, szczególnie po pamiętnej ustawie uwłaszczeniowej z 1971 roku, kiedy ludziom każdej wsi powiatu można było pomóc w rozwiązywaniu problemów ich własności gruntowych.

We wspomnianym „Pośród Słowiańskich Bóstw…” imponuje ilość dziedzin nauki które zostały zaprzęgnięte do jej napisania – archeologia, kartografia, językoznawstwo, etymologia, historia czy religioznawstwo. Jak wygląda przygotowanie książki, która wymaga tak wszechstronnej wiedzy?

Oczywiście nie da się tego wszystkiego analizować jednocześnie pod kątem archeologii, językoznawstwa czy religioznawstwa. Kiedy analizowałem coś z jednej z tych dziedzin to musiałem maksymalnie się w nią zaangażować. „Pośród Słowiańskich Bóstw” to zresztą 20 lat mojej pracy, nierzadko po kilka godzin dziennie.

A jaka była geneza tej książki?

W zasadzie były dwie genezy. Pierwsza dotyczyła moich przemyśleń na temat Atlantydy i tego co napisał o niej chociażby Platon, a drugą były moje refleksje na temat „Mitologii słowiańskiej i polskiej” Aleksandra Brucknera. Ta druga przyczyna skłoniła mnie do polemiki z tezami zawartymi w „Mitologii”. Zainteresowanych odsyłam do swojej książki, bo to temat na osobny artykuł, mogę tylko dodać, że w tak odważnym podejściu pomogła mi m.in. znajomość gwary regionalnej jaką wyniosłem ze swojej rodzinnej Jasienicy. Ta pierwsza natomiast zawiodła mnie nawet do telewizji, bo pod koniec lat 80. miałem okazję wystąpić w programie Wandy Konarzewskiej poświęconym Atlantydzie.

Widział się Pan potem w telewizji ?

Niestety program był na żywo, a rejestrować się wówczas w żaden sposób nie dało.

Pomysł na pisanie książek pojawił się zatem pod koniec lat 80-tych?

Właściwie pojawił się dużo wcześniej. Po raz pierwszy, gdy przeczytałem książkę Włodzimierza Wójcikowskiego pt. „Wojenne losy dzieł Matejki”. Książkę niezwykle ciekawą, a przy tym szalenie mało znaną i wydaną w bardzo małym nakładzie. Próbowałem reedycją tej książki zainteresować niegdyś jedno z wydawnictw, ale nie było żadnego odzewu. W związku z tym postanowiłem uczynić to sam. Żeby było ciekawiej, dzieło które zainspirowało mnie do pisania historii chronologicznie jest moją najmłodszą książką, bo wydaną w tym roku. Natomiast do napisania pierwszej części Tryptyku Myślenickiego - czyli „Pieśni Tajemnicy Cudownego Obrazu” zainspirowała mnie siła wyższa, bo książka powstawała w czasie mojej rekonwalescencji - więc mocy Cudownego Obrazu Matki Boskiej Myślenickiej mogłem doświadczyć niemal namacalnie.

Jak wygląda w praktyce pisanie takiej książki o niezbadanej historii?

Trochę przypomina rozwiązywanie zagadki kryminalnej. Gromadzi się jakiś zasób wiedzy, korzysta z wielu źródeł, próbuje kojarzyć różne odległe fakty i kiedy wydaje się, że człowiek zabrnął w ślepy zaułek i nie wydobędzie się z niego, następuje coś co przypomina pęknięcie tamy. To jest właśnie rozwiązanie jakiegoś skomplikowanego zagadnienia. W czasie pisania takiej sytuacji doświadczyłem wiele i jest to niebywale wciągająca, ale i wyczerpująca zabawa. Kiedy słyszałem o japońskich naukowcach, których po wyczerpujących badaniach leczono opium, to wiedziałem dlaczego. Ja leczyłem się snem.

Bibliografia jaka posłużyła do powstania Myślenickiego Tryptyku mieści się w jednej szafie?

Mieści się, ale korzystałem nie tylko z niej. Również z książek pożyczonych z bibliotek, czy też od znajomych. Co ciekawe Internet wiele mi nie pomógł, bo często korzystając z jego zasobów dochodzi się do wniosku, że wiele informacji jest tam przekłamanych, albo po wielokroć skopiowane są jakieś fałszywe tropy.

Jaka będzie następna książka?

Na razie nie myślałem o kontynuacji cyklu i chciałbym się skupić na rozpowszechnieniu i promocji już napisanych książek i także „Pieśni Grunwaldu…”, bo sądzę, że historia w niej opisana zasługuje wręcz na ekranizację, a przynajmniej większą popularyzację.

A skąd u Pana takie zamiłowanie do literatury historycznej?

W moich licealnych czasach mieszkałem w internacie przy Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki. Wtedy ja i moi rówieśnicy uczyliśmy się razem. Razem również wymienialiśmy się książkami, a wtedy czytało naprawdę sporo osób. Sporo było też literatury, która mogła pobudzić zainteresowania historyczne od chociażby Kraszewskiego po nieco zapomnianego Karola Bunscha, nie mówiąc o Sienkiewiczu.

Które ze swoich odkryć uznaje Pan za najcenniejsze?

Cóż, może oceni to czytelnik. Ja za szczególnie ważne uważam odkrycie, że prakultura Matka rozniesiona na cztery kontynenty, powstała tu na ziemiach Polski, a jej twórcami byli nasi przodkowie; bo ich mową do dziś się posługujemy, a ich religię i 12 postaci bóstw (miesięcy ich i naszego kalendarza) czciliśmy przed przyjęciem chrześcijaństwa.

Duże też znaczenie przywiązuję do odnalezienia „siedmiu” słów tworzących nasz język i inne – indoeuropejskie. Ale nie mogę również nie wspomnieć o moich ustaleniach, że to św. Wojciech był autorem Bogurodzicy, że św. Cyryl i Metody błogosławiąc Siemowita syna Piotra, zasiali w Polsce ziarna chrześcijaństwa, że to nasz kronikarz abp. Jan Długosz prawdziwie zapisał Olimp naszych bóstw przedchrześcijańskich, odrzucony przez Aleksandra Brucknera. A były przecież i inne jakże ciekawe odkrycia chociażby z naszej ziemi myślenickiej – dotyczące Zamczyska na Zarabiu.

Jaki efekt chciałby Pan osiągnąć swoimi książkami?

Na pewno główny cel to pobudzenie zainteresowania historią naszego regionu, tak jak było w przypadku „Pieśni Tajemnicy Cudownego Obrazu”, źródeł naszej kultury, jak to miało miejsce w przypadku „Słowiańskich Bóstw”, albo mało znanej historii z czasów okupacji jak w przypadku „Pieśni Grunwaldu”. Dużo mniej interesuje mnie aspekt finansowy ponieważ wszystkie książki wydaję swoim nakładem, ale uznałem, że skoro niektórzy mogą zainwestować kilkadziesiąt tysięcy w kupno zegarka to i ja mogę mieć swój kaprys i napisać historyczną książkę.

Zatem zapytam jeszcze – dlaczego Tryptyk Myślenicki, a nie Trylogia?

Winna być Trylogia, ale trzy niezwykłe obrazy: Cudowny Obraz Matki Boskiej Myślenickiej, obraz trzech starosłowiańskich Bogini z Łysej Góry (Łady, Body i Leli) oraz Bitwa pod Grunwaldem Jana Matejki – stanowią jakoby ich osnowę, motto, stąd i Tryptyk.

Gdzie obecnie można kupić którąś z części Myślenickiego Tryptyku?

W Myślenicach moje książki można nabyć w księgarni Rynek 13.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).