Podsumowanie artykułów z cyklu „Myślenicka Krzemowa Dolina”

Podsumowanie artykułów z cyklu „Myślenicka Krzemowa Dolina”

Od czerwca bieżącego roku do numeru „Gazety Myślenickiej” z poprzedniego tygodnia zajmowałem się propagowaniem idei, którą zawarłem w tytule pierwszego artykułu z tego cyklu. Brzmiał on: „Myślenicka Krzemowa Dolina”. Nawiązywałem w ten sposób do znanego faktu, że w USA udał się godny naśladowania mariaż nauki i praktyki biznesowej właśnie w regionie nazwanym „Krzemową Doliną”.

W tym regionie ulokowana jest jedna z najlepszych uczelni świata, Uniwersytet Stanforda. Jest on źródłem rozmaitej wiedzy, którą wykorzystują do rozwijania swojego biznesu prywatne firmy rozlokowane w dolinie między San Francisco a San Jose. Ponieważ większość tych firm ma większy lub mniejszy związek z elektroniką, informatyką albo telekomunikacją, a układy scalone, z których buduje się urządzenia wykorzystywane w tych dziedzinach, są wytwarzane na bazie krzemu – stąd potoczna nazwa całej doliny.

Patrząc na Myślenice, chciałbym bardzo, żeby udało się włączyć je do polskiej „Krzemowej Doliny”. Mamy ośrodek naukowy w postaci Krakowa z jego licznymi uczelniami i instytutami naukowymi, w których powstają różne odkrycia naukowe, w tym także takie, które mogą być wykorzystane do rozwijania innowacyjnego biznesu, a także mamy możliwość tworzenia i rozwijania takiego biznesu właśnie w Myślenicach. Łącząc jedno z drugim – mamy szanse na powstanie firm, które mogą odnieść sukces.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że amerykańska Krzemowa Dolina powstała w okresie maksymalnej prosperity i błyskawicznie rosnącego znaczenia przemysłu ICT (Information and Communication Technology czyli Technik Informacyjno-Komunikacyjnych), a obecnie takiej koniunktury już nie ma, bo czołowe miejsca obsadziły już wielkie międzynarodowe korporacje, które nie wpuszczą na rynek nowicjuszy. Co więcej, w USA jest łatwo dostępny tak zwany Venture Capital czyli finansowanie ze źródeł prywatnych inwestorów powstawania i rozwoju innowacyjnych przedsiębiorstw. W Polsce czegoś takiego nie ma. No i wreszcie skala odkryć naukowych mogących zasilać intelektualnie innowacyjne firmy. Środowisko naukowe Krakowa nie jest tak bogate, by dostarczać wyników naukowych na miarę tych, którymi Stanford zasilał kalifornijską Krzemową Dolinę.

Ale mimo tych ograniczeń w szeregu kolejnych artykułów starałem się przekazać możliwie dużo informacji o tym, co i gdzie można w Krakowie znaleźć. Mam nadzieję, że ktoś z tego skorzysta.

Teraz jednak kończę ten wątek i od przyszłego tygodnia będę zamieszczał wyłącznie różne ciekawostki na temat nauki i naukowców – zdecydowanie ciekawsze, niż te, które publikowałem tu do dzisiaj włącznie.