Pokaż mi swoje tatuaże, a powiem ci kim jesteś

Pokaż mi swoje tatuaże, a powiem ci kim jesteś
Kinga przyznała, że podczas zabiegów tatuowania czuje ból, ale efekt końcowy wszystko rekompensuje; dla oryginalnej ozdoby warto się poświęcić Fot. A. Ostafin

Dzięki nim wyrażają siebie i wyróżniają się wśród innych. Osób decydujących się na ozdobienie swojego ciała tatuażami nie brakuje. O sztuce wykonywania takich rysunków porozmawialiśmy z Krzysztofem Piotrowskim, który od ponad dziesięciu lat prowadzi w Myślenicach pracownię tatuażu.

- Jak rozpoczęła się pańska przygoda ze sztuką tatuażu?

- Od dzieciństwa lubiłem rysować i malować. Z czasem, gdy dorosłem postanowiłem przekuć swoją pasję w pracę zawodową, a że podobali mi się wytatuowani ludzie, to założyłem pracownię tatuażu. Już wcześniej od jednego z kolegów dostałem maszynkę do tatuowania. Ćwiczyłem na sobie.

- Pracownia działa już od ponad dziesięciu lat. Jak wspomina pan początki swojego biznesu?

- Początkowo przychodzili do mnie głównie znajomi. Inni klienci pojawiali się w okresie wakacyjnym. Wówczas tatuaż był bowiem symbolem letniej mody. Odradzałem im taki sposób myślenia – rysunku około miesiąc po jego wykonaniu nie można bowiem wystawiać na działanie promieni słonecznych. Teraz już na szczęście ludzie zdają sobie sprawę z zagrożeń i przy ustalaniu terminu w salonie nie kierują się porą wakacyjną. Gdy zakładałem swoje studio, w naszym mieście działało już jedno. Konkurencja nie była więc duża. Do tej pory tak jest.

- Postrzeganie tatuażu zmieniało się na przestrzeni lat?

- Tak, zdecydowanie. Dawniej malunki na ciele kojarzone były z więzieniem czy wojskiem. Teraz jest inaczej, tatuaże stały się czymś powszechnym, społeczeństwo przyzwyczaiło się do nich, zaakceptowało je. Nikogo już raczej nie dziwi osoba z rysunkami, no chyba, że pokryta jest nimi większość jej ciała.

- Jaka jest cena takiej ozdoby?

- Wykonuję tatuaże od 200 zł wzwyż. Spotykam się z opiniami, że to drogo, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w większych miastach ceny zaczynają się od około 1000 zł. Górnej granicy tak naprawdę nie ma. Malunek może kosztować kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych. Pamiętajmy, że wykonanie większego tatuażu nie następuje podczas jednego spotkania, skończenie pracy wymaga kilku sesji. Płatność pobierana jest za poszczególne sesje.

- Większość klientów proponuje swoje wzory czy też zdaje się na pana?

- Moim zdaniem narzucanie klientom wzorów nie ma sensu. Tatuaż ma coś znaczyć, wyrażać kogoś, odnosić się do jego życia, zainteresowań. Jak mam mówić ludziom, co mają wytatuować, jeśli ich nie znam? Mogą mi opowiedzieć np. o swoim hobby, wtedy mogę coś podpowiedzieć, ale i tak uważam, że to klient powinien być pomysłodawcą swojego malunku.

- Jakie motywy cieszą się obecnie największą popularnością?

- Panie często wybierają drobne wzory, jak koronki, motylki czy motywy biżuteryjne, ale to nie reguła. Zdarzają się klientki życzące sobie duży rysunek. Bywa tak, że te zaczynające od małego malunku, zachęcone efektem, kontynuują ozdabianie ciała. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni chętnie decydują się na skrzydła, motywy roślinne i wzory maoryskie. Te trzecie, wbrew pozorom są bardzo czasochłonne. Niewielką opaskę wykonuje się nawet kilka godzin. A co dopiero, jeśli ktoś chce w taki sposób ozdobić całą rękę… Często też klienci proszą o wykonanie takiego tatuażu, jaki noszą znani ludzie np. Eminem czy David Beckham. Nie kopiuję jednak takiego wzoru, zawsze dodaję nowy element. Przykładowo, jeśli ktoś jest osobą wierzącą, to wstawiam jakiś religijny motyw np. wizerunek Maryi. Wciąż popularne są napisy – przesłania, sentencje, też imiona dzieci. Nie polecam grawerowania wyznań miłości czy innych, bo to są kwestie zmienne. Jednego dnia „Kocham Basię”, a drugiego dnia już nie kocham. I co wtedy?

- Z jakim najbardziej oryginalnym życzeniem klienta się pan spotkał?

- Jeden z panów poprosił o wykonanie za pomocą tatuażu imitacji włosów na głowie. Wypadały mu, łysiał. Efekt mojej pracy był bardzo dobry, trudno było odróżnić rysunek od prawdziwych włosów. Tłumaczyłem mu jednak, że z roku na rok kolor będzie bledszy, a tym samym różnica pomiędzy pozostałymi włosami a malunkiem stanie się widoczna.

- Które z miejsc na ciele najczęściej jest ozdabiane?

- Ramię i przedramię. To eksponowane miejsca, a ludzie chcą pokazywać światu swoje tatuaże. Sami też chcą je podziwiać. Trudne by o to było w przypadku rysunku np. na plecach, które najczęściej są zakryte.

- Są, pana zdaniem jakieś granice w pokrywaniu ciała tatuażami? Czy „kolorowanie” od stóp do głów ma sens?

- Myślę, że każdy człowiek powinien zachować część siebie, która nie jest „pomalowana”. Radzę to swoim klientom. Z czasem zaczyna bowiem brakować miejsca na rysunek i zaczyna się problem. Ja sam mam trzy tatuaże. Ostatnia moda to tzw. blackwork, czyli wykonywanie czarnych dużych powierzchni na istniejących tatuażach. Wtedy np. ręka czy noga jest cała czarna, zakrywając dawne malunki i na tym ciemnym tle maluje się białe wzory.

- Co wyrażają pańskie tatuaże? Jakie są to motywy?

- Odnoszą się do mojego życia prywatnego. Na jednym z nich są dwa słonie przypięte do butelki i niewolnicy, na drugim proste, czarne wzory tworzące spójną kompozycję tzw. tribal, a trzeci utrzymany jest w konwencji baśniowej.

- Wśród osób odwiedzających pracownię przeważają młodzi ludzie?

- Niekoniecznie. Z usług mojej pracowni korzystają osoby od 17. roku życia, oczywiście za zgodą rodziców, do 60 lat. Ludzie spełniają swoje marzenia o tatuażach, które wcześniej budziły niesmak.

- Na co powinniśmy zwrócić uwagę przy wyborze studia tatuażu?

- Warto przejrzeć portfolio danego tatuatora. Każdy artysta ma swoją specjalizację. Decydując się np. na portret jakiejś osoby, trzeba szukać kogoś, kto zajmuje się portretowaniem. Jeśli chcemy napis, to szukamy specjalisty od napisów. Myśląc o przeobrażeniu tatuażu, który już posiadamy, szukamy osoby, która właśnie w tym czuje się najlepiej. Modyfikacja malunków tzw. cover up to moja specjalność, ale wykonuję też inne usługi. Poza tym, trzeba sprawdzić, czy w danym zakładzie zachowywana jest odpowiednia higiena, jaki sprzęt używany jest do wykonywania zabiegów.

- Są jakieś przeciwwskazania do wykonania tatuażu?

- Tak. Taka forma ozdoby ciała nie jest zalecana osobom z problemami skórnymi, cukrzycą i kobietom karmiącym. Zagrożeniem mogą być też alergie na barwniki, o których nie zawsze wiemy. Można wykonać próbkę np. wytatuować niewielki punkt w niewidocznym miejscu na ciele. Bywa jednak tak, że wtedy organizm dobrze przyjmuje taką ingerencję, a gdy wykonam większy motyw jest gorzej. W przypadku czarnych wzorów alergie są rzadko spotykane, ujawniają się one głównie przy zastosowaniu innych barw np. czerwonej. Na skórze pojawiają się zmiany, bąble czy inne. W takiej sytuacji należy udać się do dermatologa i rozpocząć leczenie. Oprócz ewentualnych zmian skórnych, tatuowanie nie wiąże się z innymi konsekwencjami dla naszego zdrowia. Zabieg trwający kilka godzin oczywiście osłabia, mogą wystąpić gorączka czy dreszcze. Dodatkowo, pojawia się stres, który również wpływa na gorsze samopoczucie. To jednak nic poważnego, wystarczy wyjść na zewnątrz, pooddychać świeżym powietrzem, by poczuć się lepiej. Dlatego zalecam, by przybyć do nas wypoczętym, wtedy mamy więcej siły. Ważne jest również to, by skóra nie była zbyt opalona, łuszczy się wtedy, nie jest nawilżona, a to utrudnia zadanie.

- W jaki sposób tworzy się tatuaż?

- Najpierw na wybranym miejscu na ciele odbijam kalkę ze wzorem. Dzięki temu można zobaczyć jak on się ułożył, jaką powierzchnię zajmuje i skorygować coś, zanim zacznie się wkłuwać barwnik. Po ściągnięciu kalki, na ciele pozostaje wzór, który tatuuje się za pomocą specjalnych rur z igłami moczonymi w danym barwniku. Bardzo szybko wnika on do skóry. Pakiet igieł jest zróżnicowany, są większe i mniejsze, dobiera się je bezpośrednio do wzoru. Trudno powiedzieć, ile igieł użyje się przy wykonywaniu jednego dzieła i jaką powierzchnię zakryje jedna z nich. Wszystko zależy od wielkości i rodzaju motywu.

- Wiele osób chciałoby zrobić sobie rysunek na ciele, ale powstrzymuje je perspektywa bólu towarzyszącego tatuowaniu. Rzeczywiście jest on tak silny?

- Ból to z pewnością fakt, który wielu zniechęca do sztuki tatuażu. Warto jednak podkreślić, że każdy z nas ma inne granice wytrzymałości. Dla jednego coś może być bardzo bolesne, a dla drugiego mniej. Tak jest też w przypadku tatuowania. Nie da się więc określić stopnia bólu. Zależy on nie tylko od wrażliwości, ale też od miejsca nakłuć. Zewnętrzne części ciała bolą mniej, niż wewnętrzne gdzie przebiegają nerwy czy żyły. Bardziej bolesne jest też nakłuwanie na kościach. Aby zmniejszyć ból, stosuję specjalny aerozol, który działa na zasadzie znieczulenia. Mogę jednak zastosować go już po nakłuciach, na ranę, więc nie da się całkiem uniknąć bólu. Chciałbym przy okazji zanegować stereotyp „tryskającej krwi” podczas zabiegu. Krwi w ogóle nie widać.

- O tatuaż trzeba dbać. Jak?

- Przez około miesiąc nie można wystawiać rysunku na słońce, jak już wspominałem wcześniej. Poza tym,ważne jest odpowiednie nawilżanie skóry, co zapobiegnie powstawaniu strupów i umożliwia zachowanie na dłuższy czas intensywności barw, bo z czasem one bledną. Oczywiście chodzi o miejsca na zewnętrznej części ciała, te wewnątrz – z racji ich mniejszego eksponowania na słońce – praktycznie nie ulegają zmianom.

- Tatuaż można usunąć?

- Nie do końca, dlatego decyzja o „pomalowaniu” ciała musi być bardzo dobrze przemyślana, świadoma. Nie można podążać za modą i wychodzić z założenia, że inni mają, to ja też. Metodą pomagającą w pozbyciu się tatuażów jest wypalanie laserowe. Koloryt obrazu spada wówczas o kilka tonów - w przypadku tonacji czarno-białych, z innymi kolorami laser radzi sobie gorzej. Po kilku laserowych sesjach malunek może stać się niewidoczny, z tym, że rana, przebarwienia pozostaną. Warto jeszcze dodać, że zabieg laserowy jest kosztowny. Cena jednego z nich to około 400 zł, a nie wiadomo, ile sesji będzie potrzebnych, by tatuaż zanikał. Można też skorzystać z mniejszej ilości sesji i jeśli malunek będzie bledszy, w jego miejscu wykonać nowy - to rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą całkowicie pozbyć się rysunku.

 

 

Anna Ostafin Anna Ostafin Autor artykułu

dziennikarka z pasją, ciekawa świata i ludzi, doświadczenie zdobywała w rozgłośni radiowej, portalach internetowych i wydawnictwach prasowych, absolwentka filologii polskiej (specjalność medialna).