Poskładać historię z zapomnianych kawałków

Poskładać historię z zapomnianych kawałków
25 maja 2007, po 9 godzinach pracy w 30. stopniowym upale udało się wydobyć podwozie RSO

Kiedy w maju 2007 roku udało się wydobyć podwozie niemieckiego ciągnika artyleryjskiego, Paweł Lemaniak wraz z grupą pasjonatów chciał jedynie zakonserwować znalezisko. Niedługo potem okazało się, że RSO to pojazd, do którego zachowało się wiele części i podjęli próbę odbudowy ciągnika. Udało się, a pojazd po raz pierwszy wyjedzie z warsztatu w czerwcu bieżącego roku

Nie wierzę! Naprawdę? To nie jest żart? Kilkakrotnie upewniałem się, czy dobrze zrozumiałem, kiedy usłyszałem, że odbudowany przez Pawła Lemaniaka ciągnik artyleryjski RSO będzie jeździł. W muzeach i kolekcjach prywatnych na świecie eksponowanych jest około 50 egzemplarzy RSO. Żadne muzeum w Polsce nie posiada w swoich zbiorach takiego obiektu, w dodatku sprawnego. - Na początku chcieliśmy tylko zakonserwować znalezisko, potem okazało się, że można zdobywać części w różnych miejscach, że są one dostępne i istnieje duża szansa na zrekonstruowanie i udało się – o początkach projektu RSO skromnie opowiada Paweł Lemaniak z wykształcenia historyk.

Półtora metra pod ziemią

Jest maj 2007 roku. Paweł Lemaniak, wówczas pasjonat i student historii, odnajduje w Krzyszkowicach fragment podwozia niemieckiego ciągnika artyleryjskiego RSO z czasów II wojny światowej. To tzw. „wanna” pojazdu wraz z niekompletnym mostem napinającym gąsienice. Od dawna w tej miejscowości krążyły legendy o tym, że pod pasem przydrogowym przy moście spoczywa wrak wozu bojowego z II wojny światowej. Legendę postanawia sprawdzić Paweł Lemaniak. Opowieści okazują się prawdziwe i 25 maja 2007 roku przy współpracy z Muzeum Regionalnym „Dom Grecki” oraz z grupą wolontariuszy rozpoczynają się prace wydobywcze. Po 62 latach spoczynku półtora metra pod ziemią jako podjazd do mostu, po 9 godzinach ciężkiej pracy w trzydziestostopniowym upale podwozie RSO zostaje wydobyte na powierzchnię.

Jak później udaje się ustalić ówczesnemu studentowi historii, jest to rama pojazdu, służącego do transportu działa. Przypuszcza, że to wrak niemieckiego, gąsienicowego ciągnika RSO, który został porzucony przez wycofujące się oddziały niemieckie w styczniu 1945 roku. Według relacji mieszkańców pamiętających czasy wojny, niemiecki pojazd utknął podczas próby przeprawy przez bród na rzece Głogoczówce. Po przejściu frontu okoliczna ludność demontowała z pojazdu wszelkie możliwe podzespoły mogące przydać się w gospodarstwie. Po wojnie podczas budowy mostu wrak został przysypany ziemią tworzącą podjazd.

Sieczkarnia na kołach RSO

Po wydobyciu w maju 2007 roku podwozie trafiło do Pawła Lemaniaka. Początkowo wraz pasjonatami historii i przyjaciółmi: Andrzejem Szostakiem oraz Krzysztofem Brytanem spotykali się w soboty, aby wspólnie pracować nad odbudową RSO. – Szło nam to bardzo wolno. Nie była to tylko odbudowa, ale również wyjazdy po elementy ciągnika, które niejednokrotnie zajmowały nam całe dnie – opowiada Paweł. – Najdalsza podróż na terenie kraju związana była z fragmentami mostu napędowego, wyłowionymi z Mierzei Wiślanej. To duża część, której nie sposób przewieźć samochodem osobowym, dlatego transport odbywał się etapami, dzięki pomocy zaprzyjaźnionych kierowców samochodów ciężarowych. Są też części przywiezione z zagranicy. Sam remont, z braku innej możliwości, odbywał się w moim domu, w pomieszczeniu zupełnie do tego nieprzystosowanym, większe elementy z konieczności wnosiliśmy tam przez okno – wspomina.

Aby skompletować części, niejednokrotnie musieli przejechać wiele kilometrów. Informacje o nich zdobywali za pośrednictwem internetu. Elementy ciągnika były w różnym stanie. Jedne wyławiano z morza, inne z rzek, a jeszcze inne od czasów wojny służyły jako narzędzia codziennego użytku. – Na przykład w gospodarstwie pod Krasnym Stawem na kołach od RSO działała sieczkarnia – dziś stoi już na pustakach. Jeden ze znajomych powiadomił nas o wiosce ukraińskiej spalonej pod koniec lat czterdziestych w czasie akcji „Wisła”. W okresie powojennym nie było możliwości nabycia materiałów budowlanych, więc ludzie do odbudowy gospodarstw używali części pojazdów, fragmentów samolotów – wyjaśnia Paweł Lemaniak. – Wspomniana wioska była położona w takim miejscu, gdzie ktoś myślący o osiedleniu się na pewno by tego nie zrobił. Powstała tam, aby jej mieszkańcy mogli się ukryć i przeżyć. W drodze do tej osady trzeba było pokonać kilka kilometrów przez bagna, z powrotem niosąc pozyskane części. W tej akcji pomagali mi koledzy spod Gdowa i Krasnego Stawu – dodaje. Wszyscy pasjonaci, podobnie jak Paweł Lemaniak.

RSO międzynarodowe

W styczniu 2008 roku w prasie pojawiają się informacje o trwającej odbudowie pojazdu. Dotychczas udało się zebrać 22 ogniwa gąsienicy, 2 koła oraz koła zębate: napędowe i napinające. Projektem RSO interesuje się coraz więcej osób. Pasjonaci z całego kraju nadsyłają darowizny w postaci materiałów archiwalnych, części do pojazdu oraz środki pieniężne. Duży udział w tym, co dotychczas udało się dokonać ma Polonia z Nowego Jorku, Niemiec, Austrii i Wielkiej Brytanii. Udaje się nawiązać współpracę z muzeami i fundacjami, w tym z Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku Kamiennej, które od wielu lat zajmuje się ratowaniem zabytków militarnych. - Ze względu na ogrom pracy i środków koniecznych do zrealizowania tego pomysłu, a także zważywszy na trudności w pozyskiwaniu oryginalnych części, czas odbudowy pojazdu określono na okres pięciu lat.

Weekendowy sposób odbudowy ciągnika trwa do 2009 roku. Do tego czasu Paweł wraz z przyjaciółmi cały czas topi własne pieniądze w odbudowę RSO. Projekt pochłania ich niemal całkowicie, a pojazd zaczyna nabierać kształtów. W tym czasie użytkownicy forum skupionego wokół miesięcznika „Odkrywca” angażują się w projekt. - Pomagali nam ludzie z Anglii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, a nawet jeden człowiek z Australii bardzo nam kibicuje. Ciekawą rzeczą jest to, że projekt jest bardziej znany na świecie i w Polsce, niż w samych Myślenicach – stwierdza Paweł Lemaniak. Choć przyznaje, że to trochę z jego winy, ale za to obiecuje, że myśleniczanie będą mogli oglądać ciągnik artyleryjski od lipca oraz podczas tegorocznych Dni Myślenic.

Wyjadą z warsztatu w czerwcu

Z końcem roku 2009 Paweł odchodzi z Muzeum Regionalnego i podejmuje się napisania monografii Myślenic. Była to trudna decyzja, a przez zaangażowanie w prace związane z monografią zaczyna brakować czasu na RSO. – Nie mogłem już osobiście dopilnować przykręcenia każdej blaszki. Zgłosiłem się do burmistrza i po rozmowie z nim projekt wszedł w zupełnie nowy etap. Maciej Ostrowski objął projekt honorowym patronatem, zapewnił też środki na dokończenie tego przedsięwzięcia. Dzięki pomocy gminy udało się skupić wokół projektu RSO ludzi, którzy pod kierownictwem Pawła wspólnie pracują nad ożywieniem pojazdu. – „Projekt RSO” stał się formalnie moim projektem autorskim. Od początku mówiłem że nie odbudowuję tego ciągnika dla siebie, tylko dla Myślenic. Muzeum będzie jego właścicielem, a ja będę nim dysponował organizując wyjazdy na zloty militarne i tego typu imprezy – wyjaśnia. – Jest jeszcze jeden pomysł związany z już odbudowanym ciągnikiem, ten jednak ogłoszę dopiero w lipcu.

Po czterech latach pracy udaje się doprowadzić projekt do końca. RSO o własnych siłach wyjedzie z warsztatu 16 czerwca, natomiast 1 lipca odbędzie się jego pierwszy pokaz w Muzeum Regionalnym. Szerszej publiczności zaprezentowany zostanie podczas tegorocznych Dni Myślenic. – W najbliższym czasie postaram się zorganizować oryginalną armatę z okresu II wojny światowej, to w końcu ciągnik artyleryjski i do tego służył – obiecuje Paweł.

RSO będzie pierwszym w Polsce tego typu pojazdem, jeżdżącym na oryginalnym silniku 8 cylindrowym. Ten benzynowy silnik chłodzony powietrzem pozwalał rozwinąć ważącemu 3,5 tony RSO prędkość maksymalną 19 km/h, zużywając przy tym od 90 do 120 litrów paliwa na 100 kilometrów. Na pytanie czy niemal ukończony projekt napawa go dumą, Paweł po chwili namysłu odpowiada: - Jest to osiągnięcie, ale jest również tak, że jeśli kończysz jedną rzecz to zaczynasz myśleć o czymś większym. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale w przyszłości chciałbym się zająć większymi i znacznie cięższymi pojazdami…

Historia RSO w skrócie

W momencie rozpoczęcia operacji „Rudobrody”, 22 czerwca 1941 r. Niemcom przyszło zmierzyć się nie tylko z Armią Czerwoną, ale także z niesprzyjającymi warunkami klimatycznymi Rosji. Kołowe i półgąsienicowe pojazdy Wehrmachtu nie były w stanie poradzić sobie w tych warunkach. Dlatego w Urzędzie Uzbrojenia Wojsk Lądowych zdecydowano o rozpoczęciu prac nad nową konstrukcją, zaprojektowaną specjalnie dla potrzeb frontu wschodniego. Zadania tego podjęły się między innymi zakłady Steyr Deymler Puch, wprowadzając do produkcji w roku 1942 gąsienicowy ciągnik artyleryjski Raupenschlepper Ost o oznaczeniu Steyr 470. Pojazd ten w skrócie oznaczony jako RSO/01 częściowo oparty został na konstrukcji ciągnika radzieckiego STZ-3 Komsomolec, a wyposażony w produkowany seryjnie silnik samochodu Steyr 1500A. Ten ośmiocylindrowy benzynowy silnik chłodzony powietrzem pozwalał rozwinąć ważącemu 3,5 tony RSO prędkość maksymalną 19 km/h, zużywając przy tym od 90 do 120 litrów paliwa na 100 kilometrów.

Pomimo dużego zużycia paliwa, RSO doskonale sprawdził się w warunkach błotnistych bądź zasypanych śniegiem bezdroży. Podstawowym przeznaczeniem tego ciągnika był przewóz zaopatrzenia i amunicji oraz holowanie wielu wzorów uzbrojenia, w tym między innymi armaty przeciwpancernej Pak 40 kal. 75 mm, haubicy 105 mm, czy też ciężkiego moździerza 120 mm Granatwerfer 42. Produkowano także wersje o specjalnym przeznaczeniu, były to m.in.: ambulans, amfibia, rotacyjny pług śnieżny, pojazd warsztatowy, transporter piechoty oraz wersje bojowe z zamontowanym działem p-panc Pak 40 lub przeciwlotniczy Flak 38 kaliber 20mm. Ze względu na duże zapotrzebowanie produkcji podjęły się dodatkowo trzy firmy: Graf&Stiff w Wiedniu, Auto Union AG w Sigma – Schonau, Klockner-Humboldt AG w Ulm, wprowadzając zmodyfikowaną wersję RSO/03. Zastosowanie prostej konstrukcji i wykorzystanie silnika już produkowanego seryjnie pozwoliło Niemcom na wyprodukowanie do końca wojny 28 000 egzemplarzy ciągnika Raupenschlepper Ost. Dowodem na to, że była to konstrukcja udana jest fakt, że RSO używane były jeszcze po wojnie w wielu armiach świata.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor, fotoreporter. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)