Pozamaterialne wartości środowiska (cz. 5)

Felieton 18 lutego 2020 Wydanie 7/2020
Pozamaterialne wartości środowiska (cz. 5)

Cykl dotyczący nauczania ekologicznego, zamieszczany w kolejnych czterech numerach „Gazety Myślenickiej” miał za zadanie przede wszystkim unaocznić czytelnikom ile miejsca w dorobku świętego Jana Pawła II zajmuje problematyka ekologiczna i jaką wagę Autor przywiązuje do niej. To bardzo ważne nie tylko przed stuleciem Jego urodzin, ale przede wszystkim w czasie kiedy o zmianach środowiska, zwłaszcza klimatu tyle się z jednej strony mówi, a z drugiej wyniki np. walki ze smogiem nie mogą satysfakcjonować.

Wspaniale, że gmina funduje oczyszczacze najmłodszym, to najlepiej wydane pieniądze, bo po pierwsze inwestycja w zdrowie maluchów, po drugie w ich przyszłe możliwości intelektualne (dzieci ze smogowych rejonów mają problemy z koncentracją, co przekłada się na wyniki edukacyjne) po trzecie to wyraźny sygnał, że to ważne.

Ekologia to nauka, o czym wie każdy uczeń szkoły podstawowej. Oczywiście część polityków i tzw. osobowości medialnych usiłuje dla własnych celów zredukować ją do ideologii i to często ekstremalnej, eksponując przede wszystkim treści, które są co najmniej obce, jeśli wręcz nie sprzeczne z myślą chrześcijańską. Niestety, zbyt wielu członków naszego społeczeństwa idzie na łatwiznę i zakłada, że wszystko, co zaczyna się od słowa „eko” jest podejrzane. To bardzo wygodna postawa, zwłaszcza, gdy próbuje się rozgrzeszać np. spalanie zabronionych substancji czy wycinkę drzew, które „paskudnie śmiecą” bo... zrzucają liście jesienią. Panuje kult betonu, kostki brukowej, gdyż to, a nie zieleń się opłaca. Mieszkańcy miejscowości turystycznych zarabiają okrągłe sumy na tzw. prywatnych miejscach parkingowych i wszelkich inwestycjach jak reklamy, prowizoryczne punkty handlowe, wypożyczalnie sprzętu, jak ta w Bukowinie Tatrzańskiej będąca przyczyną tragedii z 10 lutego. Nie przejmują się przepisami, nadzorem budowlanym, oddziaływaniem na środowisko, gdyż to przecież wszystko „wymysły nawiedzonych ekologów” – argumentują.

Ostatnio wysłuchałam próby usprawiedliwiania młodej rodziny, która zadymia sąsiadów: oni muszą oszczędzać bo budują dom (nie w naszej gminie). To, że trują siebie, dzieci i innych jakoś nie przemawiało do obrońcy. Nie zauważył też, iż mówił do ludzi, którzy się nie „wybudowali”, bo po prostu ich możliwości finansowe na to nigdy nie pozwalały.

Antonina Sebesta