Przeklinanie gór

Przeklinanie gór

Wchodziłem pod tę górę równo osiem lat temu. Dzisiaj, w majowe popołudnie, bezsłoneczne, tylko zielone, gęste od wilgoci wiszącej w powietrzu, wspinam się mozolnie bez wewnętrznej radości. Chcę udowodnić przed sobą, że dech mam, regularny, równy. Bezskutecznie. Lewa strona klatki piersiowej zamieniła się w żywą dzwonnicę, w które serce bije na alarm.

Staję u krzywej furtki. Przede mną duży drewniany dom, kryty blachą. Świątek na słupie po prawej stronie. Ten sam, udaje zafrasowanego.

Bolesław wita mnie, jakby rozstał się ze mną pięć minut temu. A przecież minęło osiem lat. Widać na nim starość, ma siedemdziesiąt siedem lat, dwie kosy. Całuje mnie w ramię. Nigdy tak nie robił. Jak zwykle jest apodyktyczny, udaje groźnego, nieznośnego, zrzędzącego starca. Krytykuje mnie bezlitośnie, bez znieczulenia i uprzejmości.

- Włosy zapuściłeś sobie, jak Kotański. Co za czasy. Kobiety włosy obcinają, a mężczyźni noszą coraz dłuższe, jakieś kucyki. A może przestałeś być mężczyzną?

Żona Bolesława podaje herbatę w trzech kubkach. Każdy jest inny. Ja dostaję największy i najlepszy. Oni piją z poobijanych i bez uszu.

- Bolo nie chce nigdzie wyjść z domu. Ostatni raz był w mieście pięć lat temu u fryzjera. Potem musiałam nauczyć się sama go strzyc - skarży się Anna.

Słucham Bolesława, jego monologu. Często gubi wątek i widzę, że denerwuje się tym zapominaniem. Przyglądam mu się uważnie.

- Dwadzieścia lat temu to miejsce w zaułku górskiego krajobrazu wydawało mi się idealne. Teraz jest moim więzieniem - Bolesław wali pięścią w stół. - Nie mam siły i odwagi zejść w dolinę, bo pewnie nie wyszedłbym z powrotem. Anna robi zakupy. Ja do jedzenia nie przywiązuję uwagi. Wystarczy mi makaron. Gazet nie czytam. Telewizji nie odbieram, bo góra zasłania. Zawsze chciałem być na górze. I jestem! - znowu wali pięścią w stół, aż lękam się, że odpadnie ucho ostatniemu z trzech kubków stojących na stole.

Potem Anna wychodzi ze mną i wciska mi ukradkiem słoik z owocami róży. Żeby Bolesław nie widział z jego wymarzonej góry.

 

Emil Biela Emil Biela Autor artykułu

Pisarz, felietonista. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (Kraków). Debiutował w 1962 r. na łamach tygodnika "Życie Literackie" jako poeta.